Po dyżurze

Ainokio na wizycie u inspektora

Beata Niedźwiedzka

Ainokio gnał szybko do urzędu, gdyż obawiał się, że  nie będzie miał  wystarczająco czasu na załatwienie swojej sprawy. Z impetem wpadł do pokoju. Inspektor, siedzący za biurkiem, spojrzał na niego ze zdziwieniem. Po raz pierwszy ktoś tak bardzo chciał się z nim spotkać. Po raz pierwszy sprawa u inspektora była tak ważna.

Ainokio 4

Ainokio

(rys. Helena Kowalska)

Ogromnie go to zdziwiło, ponieważ Inspektor, nie lubił swojej pracy i uważał, że jest  nawet niepotrzebna. Był kiedyś lekarzem, ale zawiłe i pokrętne ścieżki jego życia spowodowały, że lokomotywa jego kariery wypadła z torów i znalazła się w tym oto mało ciekawym  miejscu. Tę oto pracę winił za wszystko co złe w jego życiu. Nędzne zarobki nie pozwalały mu na zakup pożądanych dóbr (a pożądał bardzo), niski prestiż stanowiska zawstydzał go i uniemożliwiał zajecie należytego miejsca w społeczności (które przecież mu się należało) i wreszcie ostatnie i najważniejsze - praca była powodem jego zwichniętego i w końcu złamanego życia rodzinnego.

- Słucham Cię chłopcze - rzekł niezbyt grzecznym tonem inspektor, wyrwany z rozmyślań nad swym losem. Spojrzał na Ainokia z niezadowoleniem, po czym popatrzył wymownie  na zegarek.

- Eee... chciałbym dostać pesel. Mój ojciec tego nie zrobił, a pani w urzędzie skierowała mnie do pana, szanowny panie inspektorze - powiedział Ainokio.

- Jak to mówisz, że nie masz.. A przychodnia? A szpital ? Przecież wiele osób jest zaangażowanych podczas narodzin dziecka, nawet jeśli rodzice są niegramotni i nie wiedzą gdzie pójść w sprawie peselu.

- Miałem tylko ojca.. a on w dodatku nie żyje. Umarł 2 miesiące temu - odpowiedział Ainokio..

- Przykro mi - rzekł inspektor choć wcale mu nie było przykro.

- Nie jesteś przecież noworodkiem, jesteś tu na świecie kilka lat. Jak to się stało, że nikt się tobą nie interesował? - dopytywał się inspektor.

- Bo ja… bo ja… nie jestem człowiekiem. Jestem robotem - szybko odpowiedział Ainokio.

- Co ? Coo? Coś ty powiedziałeś? Kim jesteś? Robotem? - zdziwił się inspektor, po czym  złapał Ainokia za nadgarstek .

- Skóra jest ludzka. O! jest nawet tętno. równe, miarowe, dobrze napięte - powiedział inspektor.

- Po co przychodzisz i dlaczego kłamiesz ? Mów! - krzyknął. Był wyraźnie zły. Jakiś głupi  smarkacz  przychodzi do urzędu robić sobie żarty!  I to jeszcze przed samym końcem pracy w piątek.

- Niech pan popatrzy na mnie, jak jestem zbudowany - Ainokio w desperacji podniósł koszulę. Na środku klatki piersiowej widniał mały czarny, niepozorny guzik, który można by było pomylić z nieco większym znamieniem barwnikowym.

- Ojciec zakazał mi to pokazywać, a nawet o tym mówić, ale zależy mi na tym peselu - wyszeptał Ainokio. Wiem, że nie przekonam pana słowami, więc panu, tylko panu to pokażę - po czym nacisnął guzik na klatce piersiowej.

Wkrótce na powierzchni skóry pokazała się czarna tablica, nieco podobna do ekranu większego smartfona.

- Na niej wyświetlają się ważniejsze zachodzące we mnie procesy - tłumaczył Ainokio.

- O, proszę zobaczyć… - na czarnej tablicy wyświetlały się ciągle jakieś cyfry, wykresy oraz linie.

- Ale to co na rękach to skóra, prawda? - zapytał inspektor …

- I to tętno, które przecież wyczuwałem. To co to było? - inspektor nie mógł uwierzyć w swoje odczucia.

- To chyba nie jest skóra, tylko coś co bardzo przypomina skórę. Tętno to taki kabelek, który kurczy się i rozkurcza. Nawet słychać we mnie bicie serca. Mój ojciec bardzo starał się bym był jak najbardziej podobny do człowieka, ale nim nie jestem. Nie jestem proszę pana - objaśniał inspektorowi Ainokio.

- Inspektor oszołomiony patrzył przed siebie. W głowie przelatywały mu różne myśli. przeczytane książki science fiction, informacje o komputerach, filmy o sztucznej inteligencji. Wszystko to interesowało  go od młodych lat. Sam marzył by zostać informatykiem wymyślającym takie cuda. No zostałby, gdyby nie to parszywe jego życie. Ech.. westchnął inspektor.

- Słuchaj chłopcze, czy w domu słyszałeś kiedyś takie nazwisko Elliot Mosco? Przypomnij sobie chłopcze, posłuchaj uważnie, jeszcze raz powtórzę: Elliot Mosco ? Czy kiedyś słyszałeś: ktoś mówił, albo ktoś o takim nazwisku przyszedł? - dopytywał się inspektor.

- Tak proszę pana. Mój ojciec pracował dla tego pana, a on od czasu do czasu przychodził do nas. Nawet kiedyś uścisnął mi rękę i pogłaskał po głowie - wyznał Ainokio.

- Och! Och! - wzdychał Inspektor. Docierała do niego pewna myśl – natrętna i nieustępliwa.

_ Czy to widzi, to  jest produkt wielkiego i boskiego Elliota Mosco?

Elliot Mosco był powszechnie znanym wizjonerem informatyczno - medycznym, ojcem chrzestnym sztucznej inteligencji i wszelakiego połączenia człowieka z maszyną. Kimś niezwykle tajemniczym. O kimś o kim wszyscy mówili, a nikt go nigdy nie widział. A teraz on inspektor Karol ma sposobność ogłosić światu, że znalazł być może dzieło życia wielkiego Elliota Mosco. Widział  już w wyobraźni kamery, wywiady... on i Ainokio na pierwszych stronach gazet, w telewizji. Wreszcie, wreszcie, koniec z nudnym życiem!

- Kim jesteś chłopcze, kim jesteś? Czy jesteś cyborgiem? Przeszczepem świadomości? Może nawet  przeszczepem świadomości Elliota Mosco? No powiedz chłopcze, kim jesteś? - dopytywał się inspektor.

- Nie wiem proszę pana. Naprawdę nie wiem kim jestem - odpowiedział Ainokio i spuścił głowę.

Po chwili spojrzał na inspektora i zapytał:

-To jak będzie z tym moim peselem? Ojciec bardzo chciał bym był człowiekiem - dodał.

- Pesel to nie jest najważniejsze, ale skoro Ci tak zależy to obiecuję, że zrobię wszystko, byś go dostał. Naprawdę wszystko - oznajmił inspektor wzruszonym głosem. Do niego właśnie, a nie do kogokolwiek innego przyszedł historyczny interesant.

Beata Niedźwiedzka

GdL 8/2022

-

Ainokio spotyka dziwnego sprzedawcę

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 8

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1999-ainokio-chce-zapisac-sie-do-szkoly

Ainokio przygotował się do rozmowy z Inspektorem ds. Narodzin i Śmierci. Wiedział już, że pewne słowa czy zagadnienia wywołują złe reakcje u rozmówców. A tego przecież tego właśnie chciał uniknąć. Wiedział, że  nauka wygrywania w szachach  i załatwianie spraw  w urzędach to czynności podobne do siebie. Po prostu  trzeba znaleźć i  użyć pewny algorytm, a wtedy drzwi zostaną otwarte na oścież.

Mając to na względzie starannie przemyślał to co chce powiedzieć i sposób w jaki chce powiedzieć.

Ubrał się schludnie i wyruszył dużo wcześniej niż powinien. Wiedział, że urzędnicy lubią, gdy się na nich czeka i traktuje z należytym szacunkiem, a nawet czcią.

Tak więc Ainokio wyruszył wczesnym rankiem, minął dworzec i skręcił w alejkę parku prowadzącą do Urzędu. Dzień był ciepły, wiał lekki wiatr. Drzewa stały po obu stronach alejki , jak gwardia honorowa oddając hołd robotowi, który pragnie być człowiekiem.

Na końcu alejki, tuż przed skrętem do Urzędu Ainokio dostrzegł coś. Podszedł bliżej. Tak, to jakiś stragan. Za stołem z rozłożonymi różnymi rzeczami stał przedziwny człowiek. Nieokreślonego wieku, z wskazaniem na młodość, ciemnym kolorem skóry, o szczupłej , ale nie chudej sylwetce. Pewny siebie, ale o życzliwym charakterze. Na szyi miał długi szal, a na głowie szpiczasty kapelusz, taki jakie noszą czarownicy.

- Kim jesteś?- zapytał Ainokio ze zdziwieniem.

- Jestem sprzedawcą. Sprzedaję złudzenia - najnaturalniej na świecie odpowiedział dziwny człowiek

- Jak to złudzenia? Jak pan może sprzedawać złudzenia? To absurd! Kto od pana kupi złudzenia? zdumionemu chłopcu nie mieściło się w głowie to co usłyszał.

- Synku, nawet nie wiesz jak bardzo ludzie są zainteresowani. Nawet nie wiesz ilu mam klientów - odpowiedział sprzedawca i uśmiechnął się.

- Niemożliwe, nie wierzę panu - Ainokio przetarł oczy i sprawdził połączenia elektroniczne, nie będąc pewnym czy przypadkiem nie nastąpiło jakieś przebicie i nie włączył mu się z internetu, na przykład film o czarowniku z krainy Oz lub coś  podobnego.

Ale nie, nic takiego nie miało miejsca. Dotknął też stołu by namacalnie stwierdzić istniejącą rzeczywistość idąc za  zasadą mówiącą, że im więcej zmysłów angażuje do poznania tym tym rzeczywistość jest pewniejsza.

Dziwny człowiek zaśmiał się i powiedział do Ainokia:

– Nie wierzysz sobie, czy tak?

I nie czekając na odpowiedz kontynuował swój wywód.

- Ludzie kochają złudzenia. Jest takie magiczne  słowo prawie, które mieści w sobie wiele i ma zdolność znikania. Na przykład chłopiec mówi do dziewczyny:

– Jesteś prawie tak piękna ja miss Perfect City. Dziewczyna  słucha i jest szczęśliwa, bo słowo "prawie" zniknęło! Czuje się tak samo piękna jak owa piękność.

- Patrz mamy tu między innymi prawie prawdziwe pieniądze, sukienki prawie takie same jak nosi Księżniczki Perfectlandii oraz powietrze znad bieguna północnego. Jeśli zrobisz wdech to poczujesz się jakbyś prawie tam był - sprzedawca patrzył na Ainokia z rozbawieniem.

- Uważasz mnie za nieuczciwego, oszusta? Nie jestem nim. Patrz, na pieniądzach napisane jest falsyfikat. Sukienki są naprawdę podobne, a powietrze jest prawdziwe i naprawdę zamykane w torebki na  biegunie. Widzisz więc, że jestem uczciwy.

Patrząc  jednak na zmieszaną minę chłopca nie do końca przekonanego, kontynuował dalej. Inaczej powiem: to nie ja jestem nieuczciwy.

- Co powiesz o menadżerze, który po raz kolejny powtarza: jak jeszcze miesiąc pani popracuje za darmo, to panią przyjmiemy. Teraz nie mogę pani przyjąć. Naprawdę nie mogę, ale jest już pani prawie członkiem naszego zespołu.

- Co powiesz o pracowniku banku podpisującego z Tobą kredyt na dom. Kredyt ma nazwę spełnienie marzeń. Bank zmusi Cię do zapłacenia znacznie większej kwoty niż to co pożyczyłeś. Jeśli czasy będą niepewne jedynym Twoim uczuciem będzie strach przed niemożnością spłaty i niewolnicze przywiązanie do pracy by uniknąć kłopotów finansowych. Stryczek na Twojej szyi się zaciśnie i zrozumiesz, że ten prawie Twój dom jest tak naprawdę własnością banku.

- Co powiesz o ludziach oferujących tabletkę zdrowia, mówiących, że prawdopodobnie nie zachorujesz, a jeśli nawet to prawie na pewno nie umrzesz.

- I jeszcze jedna taka śmieszna sprawa. Nieśmiertelność. Po pierwsze kriogenika. Bogaci śmiertelnie chorzy ludzie za ogromne pieniądze mrożą się w ciekłym azocie licząc na to, że w jakiejś przyszłości prawdopodobnie jacyś naukowcy wymyślą lek, który  im przywróci życie i zdrowie.

 - Nawet jeśli by tak było i nawet gdyby odmrożenie przebiegło pomyślnie, to po co naukowcy mieliby tym się zajmować, skoro dziś z powodu złej jakości życia proponują ludziom w dużo lepszym stanie eutanazję.

- Po drugie nieśmiertelność poprzez wymianę narządów wyprodukowanych w genetycznych laboratoriach, a na koniec przeszczep duszy i świadomości do komputera. Naprawdę chłopcze myślisz, że to się uda? Naprawdę? Kiedyś mówiono, że zmarły trafia do nieba. Teraz będą mówić, że trafia do chmury. I z chmury, gdzie aktualnie żyje i przebywa macha do żywych wypisując na ekranie komputera listy zza grobu.  Co myślisz że można pozostać człowiekiem w taki sposób?

- Ojej! Spóźnię się na pociąg - sprzedawca nerwowo zamachał rękami.

- Proszę pomóż mi - powiedział do Ainokia, po czym szybko spakował rzeczy do walizek i zgrabnie ułożył je na wózku.

- Proszę pomóż mi to dotransportować do dworca.

Wspólnym siłami pchając i biegnąc tych dwoje: prawie czarodziej i chłopiec – robot wpadli do hali dworca kolejowego

- Który peron? - zapytał Ainokio.

- 9 i ¾ - odpowiedział sprzedawca.

- Jak to 9 i ¾ - zdziwił się Ainokio.

fot beata 2

Fot. Beata Niedźwiedzka

- Nie ma takiego! Niech pan nie żartuje!- zawołał zdziwiony Ainokio.

- Nie żartuję Ainokio, na prawdę nie żartuję. Patrz już stoi pociąg. O tam – sprzedawca wskazał na ścianę - opowiedział sprzedawca.

- Chcę zadać jeszcze jedno pytanie. Niech pan odpowie - krzyczał Ainokio poprzez świst gwizdka konduktora.

- Proszę - spojrzał mu w oczy czarodziej.

- Możesz pytać o wszystko, odpowiem na każde Twoje pytanie - odpowiedział sprzedawca.

- Czy, czy mówić ludziom prawdę i pozbawiać ich złudzeń? - zapytał Ainokio.

- Zawsze, zawsze chłopcze mów prawdę, ale pamiętaj jeśli pozbawiasz ludzi złudzeń, to stają się  nieszczęśliwi. Nazywają to rozczarowaniem. Chociaż według mnie powinni się raczej wtedy cieszyć niż smucić. A więc bywaj, chłopcze. Sprzedawca pchnął z całej wózek i wbił się w ścianę. Po chwili go już nie było.

- Czy to złudzenie czy prawda i co jest prawdą a co jest złudzeniem. pomyślał Ainokio i ta myśl nie dawała mu spokoju.

Trochę wytrącony z równowagi wewnętrznej, trochę będący nadal pod wpływem sprzedawcy spojrzał na zegarek i wykrzyknął.

- Ja też muszę się spieszyć, bo inspektor wkrótce skończy pracę - pomyślał Ainokio i szybko pobiegł do urzędu.

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

 

Ainokio chce zapisać się do szkoły

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 7

Poprzedni odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1995-ai-nokio-odwiedza-nauczycielke-jezyka-polskiego

- Zapisać się do szkoły, zapisać się do szkoły, to może nie jest zły pomysł. No dobrze, ale jak to zrobić?  AI-NOKIO zaczął buszować w internecie szukając odpowiednich formularzy.

O! jest formularz! - ucieszył się. Szkoła Podstawowa nr 22 im. Uśmiechu Słońca, przy ul. Brzozowej 30, w Perfect City zamieściła odpowiedni formularz. To właśnie jest to czego szukam.

- Wypełniamy - mruknął do siebie, tak jak kiedyś ojciec do niego.

 

Imię.: AI-NOKIO wpisał do pierwszej rubryki.

Na ekranie komputera pojawił się komunikat: tylko pierwsza litera imienia jest duża, pozostałe wpisz małe! No dobra komputerze, niech będzie tak jak ty chcesz - odpowiedział.

Imię: Ainokio

Nazwisko:  Gepetto? , może Gepettowy? Chyba lepiej będzie: Gepetowski!

Data urodzenia :1.09.2020 rok.

Pesel…….  Do licha co to jest pesel? Co to jest ? Nie wiem -  zastanawiał się Ainokio  zdziwiony, że ten świat internetowy, jego własny świat też stawiał przed nim  przeszkody trudne do zrozumienia i pokonania, kompletnie zaskakujące przeszkody.

Ainokio pesel 2

Może pani w sekretariacie szkoły będzie wiedziała - pomyślał.

Drrr drrr …. zabrzęczał dzwonek telefonu.

- Czy to szkoła im. Uśmiechu Słońca? Tak? Sekretariat? Czy mogę zadać pytanie? Bo ja chciałbym się zapisać do szkoły… i w formularzu jest słowo "pesel" , a ja nie wiem co to jest i nie mogę wypełnić formularza, Co? Dlaczego nie ojciec wypełnia? - zdziwił się Ainokio.

- Bo ojciec nie żyje - odpowiedział Ainokio.

- A matka?

- Matki nie znam.

- Kto się mną zajmuje? Kolega z podwórka się mną zajmuje … Nie, nie żartuję. Proszę niech się pani nie rozłącza!

 Drrr... drrr... dzwonek zadzwonił jeszcze raz.

- Proszę pani, bo ja tylko nie wiem co to jest ten pesel, bo resztę wiem. Nie, nie żartuję…

- Jak pani nie chce ze mną rozmawiać, to może pan dyrektor. No dobrze, to dobrze, że pani jednak zdecydowała , że chce ze mną rozmawiać - ucieszył się Ainokio.

- Tak, rozumiem. To taki numer każdego człowieka.

- A kto nadaje takie numerki?- dopytywał się Ainokio.

- Tak, muszę zadzwonić do Urzędu Stanu Ludności.

- A czy robotom też dają te numery?

- Nie, naprawdę nie kpię. Ja pani dziękuję za informacje. Bardzo dziękuję.”

Drrr... drrr..  zadzwonił kolejny dzwonek.

- Dzień dobry. Czy to Urząd ds Stanu Ludności w Perfect City? Czy mógłbym dostać taki numer, który nazywa się peselem?”

- Myślę, że nie mam. Nazywam się Ainokio Gepetowski. Data urodzenia 1.09.2020. rok. Pesel? no mówiłem, że nie mam - informował Ainokio.

- Dlaczego nie mam? Nie wiem. Ojciec chyba tego nie zrobił - Ainokio cierpliwie odpowiadał na kolejne pytania.

- Będzie kara za brak peselu? No trudno. Mam nadzieję, że nie będzie zbyt duża  ta  kara.                                                              

- Gdzie się urodziłem? Nie, nie w szpitalu, urodziłem się w domu.                                                                                   

- Dlaczego ojciec nie zgłosił? Może nie wiedział, może był zajęty porodem, nie wiem tego.                

-To może teraz to zróbmy czego ojciec nie zrobił. Może mi pani dać ten pesel?

- A dlaczego pani nie może mi dać? Dlaczego pani nie może stwierdzić, ze ja istnieję? Dlaczego musi mieć pani zaświadczenie odbytego porodu?

- To może ja przyjdę do urzędu i wtedy gdy pani zobaczy, że istnieję, usłyszy mnie w bezpośredniej rozmowie, dotknie.. Gdzie mam przyjść? Mam nie przychodzić? Nie może pani stwierdzić, że istnieję widząc mnie? Ma pani problemy ze wzrokiem czy nie wierzy w to co mówię? -dopytywał uprzejmie Ainokio.

- Ma pani wzrok w porządku, to dobrze, cieszę się!

- Mówi pani, że musi udokumentować przed szefostwem.

- To znaczy, że szefostwo pani nie wierzy? To znaczy myślą, że pani kłamie, czy tak?

- Aha, są od takich spraw specjalni ludzie.

- Już zapisuję... Inspektor do Spraw Narodzin i Śmiercie.. on w tym inspektoracie może? Ale przecież on też może kłamać.

- To czemu jemu wierzą a pani nie wierzą. Nie, nie chcę pani denerwować. Przepraszam. Dlaczego chcę ten ;pesel? Bo chcę zapisać się do szkoły by nauczyć się myśleć samodzielnie.

- Pani od polskiego powiedziała mi, że jak skończę szkołę to będę myślał samodzielnie.

- Pani już pewnie może myśleć samodzielnie, prawda?Jak to nie może pani? Jak to może tylko w obrębie istniejącego prawa i zgodnie z prawem.

- Czy prawo naprawdę kontroluje ludzi? Naprawdę a samodzielne myślenie można trafić do więzienia? Jasne że za myśleniem idą czyny. Że co/? Że myślenie może prowadzić do aspołecznych zachowań? Nawet jeśli jest logiczne i nie ma żadnych złych intencji. Naprawdę?

- To kiedy będę mógł myśleć samodzielnie? Nigdy? Mówi panie, że jak wyjadę na bezludną wyspę to będę mógł myśleć samodzielnie?

- Ale ja chcę do ludzi!!!- zawołał Ainokio na cały głos.

- Już piszę...czy może pani powtórzyć? Inspektor do spraw Narodzin i Śmierci, Urząd Stanu Ludności, ulica Administracyjna 52, Perfect City, urzęduje codziennie w godzinach 11-14. Dziękuję pani bardzo za rozmowę i wszystkie informacje.

Ainokio  z jednej strony był zadowolony bowiem zyskał informację potrzebną do dalszego postępowania, z drugiej zaś mocno zaniepokojony.

- Czy to znaczy, że samodzielne myślenie jest czynnością niewłaściwą, zbędną, a nawet może niebezpieczną?- zastanawiał się i zastanawiał bez końca.

Żaden z zainstalowanych przez jego ojca programów w mózgu Ainokio nie znał odpowiedzi na to pytanie...

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2001-ainokio-spotyka-sprzedawce

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

Dorobek naukowy i dziennikarski dr Beaty Niedźwiedzkiej

Dr med. Beata Niedźwiedzka jest absolwentką Akademii Medycznej (1991r.) w Łodzi, specjalistą ginekologii i położnictwa (2000) oraz medycyny rodzinnej (2006). Obecnie praktykuje w Wielkiej Brytanii.

Jej dorobek naukowy oraz dziennikarski przedstawiono poniżej:

1.Management of large splenic cyst in pregnancy -  a case report (11/2012)

 https://journals.viamedica.pl/ginekologia_polska/article/download/46118/32908

2. Assessment of neuropeptide Y, leptine and leptin-receptor concentration in teenagers suffering form anorexia nervosa (04/2012)

 https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/23700859/

3. Ocena wartości stężeń neuropeptydu Y, leptyny oraz receptora leptyny u nastolatek chorych na anoreksję (04/2013)

 https://journals.viamedica.pl/ginekologia_polska/article/download/46044/32835

4. Vitamin D insufficiency in healthy preganant women living in Warsaw (05/2013)

 https://journals.viamedica.pl/ginekologia_polska/article/view/46034

5. Zaopatrzenie w jod oraz czynność tarczycy w grupie zdrowych kobiet ciężarnych zamieszkujących Warszawę (2013)

 https://pbn.nauka.gov.pl/core/#/publication/view/60e722f82467f01e9306aba1/dd02ff17-63ea-4ca0-aa43-91145849ca00

6. References values for TSH and free thyroid hormones in healthu pregnant women in Poland: a prospective, mulitcenter study (2017)

 https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28589089/

7. AI, artificial intelligence, sztuczna inteligencja - Beata Niedźwiedzka (10/2019)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/819-ai-artificial-intelligence-sztuczna-inteligencja

8. Kto zdobywa szczyt? - Beata Niedźwiedzka (01/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1189-kto-zdobywa-szczyt

9. Postcovidowy świat - Beata Niedźwiedzka (02/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1211-postcovidowy-swiat

10. Z pamiętnika medycznego wyrobnika, cz.1- Beata Niedźwiedzka (07/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1304-z-pamietnika-medycznego-wyrobnika

11. Transhumanizm – czy staniemy się nadludźmi? - Beata Niedźwiedzka (08/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1329-transhumanizm-czy-staniemy-sie-nadludzmi

12. Dlaczego naukowcy nie poszukują szczepionki na szczęście? - Beata Niedźwiedzka (09/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1341-dlaczego-naukowcy-nie-poszukuja-szczepionki-na-szczescie 

13. Transludzie - marzenia nadludzi o nieśmierteności - Beata Niedźwiedzka (09/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1342-transludzie-marzenia-nadludzi-o-niesmiertelnosci

14. Przygotuj się na Nowy Nieznany Świat - Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl (10/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1365-przygotuj-sie-na-nowy-nieznany-swiat

15. Z pamiętnika medycznego wyrobnika, cz. 2 - Beata Niedźwiedzka   (10/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1375-mozliwosc-wyboru-rozumiana-jako-dobro

16. Wyobraź sobie... - Beata Niedźwiedzka (10/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1405-wyobraz-sobie

17.  Z pamiętnika medycznego wyrobnika, część 3: czy doświadczenie jest ważne? - Beata Niedźwiedzka (11/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1436-z-pamietnika-wyrobnika-czy-doswiadczenie-jest-wazne

18. Covidowa dziewczynka z zapałkami - Beata Niedźwiedzka (11/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1545-covidowa-dziewczynka-z-zapalkami 

19. Kto mianuje "ekspertów" na ekspertów? - Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl (12/2021)

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1625-kto-mianuje-ekspertow-na-ekspertow

20. Wyobraź sobie... rok 2084 - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084   

21. Randka z wirusem - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1660-randka-z-wirusem

22. Wyobraź sobie ...rok 2084 cz. 2 - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1662-wyobraz-sobie-rok-2084-cz-2

23.  Przygotuj się na starość - Beata Niedźwiedzka (01/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1674-przygotuj-sie-na-starosc

24. Co się stało temu kotu? - Krystyna Knypl, Beata Niedźwiedzka (-1/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1713-co-sie-stalo-temu-kotu

25. Laurka dla Mateczki Generalnej Zgromadzenia Złączonych Serc (03/2022)

 https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1859-laurka-dla-mateczki-generalnej-zgromadzenia-zlaczonych-serc

26. Rada na trudne czasy: musisz stanąć po właściwej stronie lustra (04/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1864-rada-na-trudne-czasy-musisz-stanac-po-wlasciwej-stronie-lustra

27. Księżniczka Nibylandii - Beata Niedźwiedzka (05/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1955-ksiezniczka-nibylandii

28. Księżniczka Nibylandii podejmuje życiową decyzję! - Beata Niedźwiedzka (05/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1957-ksiezniczka-nibylandii-podejmuje-zyciowa-decyzje

29. Konferencja 'A Scandinavian Freedom" - Krystyna  Knypl (05/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1943-konferencja-a-scandivavian-freedom-event

30. Kłopot AI~NOKIO - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1973-klopot-ai-nokio

31. AI~NOKIO staje przed sądem - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1976-ai-nokio-staje-przed-sadem

32. Algorytm bycia człowiekiem - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

33. Czy robot może mieć duszę? - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

34. Czy jest na pokładzie świadczeniodawca medyczny? Czy tak będzie wołać za jakiś czas stewardesa? - Beata Niedźwiedzka (06/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1988-czy-jest-na-pokladzie-swiadczeniodawca-medyczny-czy-tak-bedzie-wolac-stewardesa-za-jakis-czas  

35. AI~NOKIO idzie do szkoły - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1990-ai-nokio-idzie-do-szkoly

36. AI~NOKIO's trouble - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1992-ai-nokio-s-trouble  

37. AI~NOKIO odwiedza nauczycielkę języka polskiego - Beata Niedźwiedzka (07/2022)

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1995-ai-nokio-odwiedza-nauczycielke-jezyka-polskiego

38. AI-NOKIO chce zapisać się do szkoły

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1999-ainokio-chce-zapisac-sie-do-szkoly

39. Ainokio spotyka dziwnego sprzedawcę

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/2001-ainokio-spotyka-sprzedawce

Na łamach Gazety dla Lekarzy dr Beata Niedźwiedzka publikuje od 2019 roku. Od 18 sierpnia 2021 r. dołączyła do Kolegium Redakcyjnego Gazety dla Lekarzy, pełni funkcję zastępcy redaktor naczelnej.

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1322-dr-beata-niedzwiedzka-dolaczyla-do-kolegium-redakcyjnego-gdl 

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Dr med. Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

AI-NOKIO odwiedza nauczycielkę języka polskiego

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 6

Poprzedni odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1990-ai-nokio-idzie-do-szkoly

Pani nauczycielka języka polskiego nie była zadowolona. Zgodziła się uprzejmie, by przyjąć AI-NOKIO, bowiem chciała uchodzić za uczynną. Miała  jednak pretensję o to, że będzie musiała poświęcić swój wolny czas na jakieś dziwne zajęcia.

- Ma przyjść do mnie robot i co ? I co ja mam z nim zrobić? Sprawdzić myślenie? A po co to komu? Że robot chce być człowiekiem ? Co za absurd!! Niedługo Łyżka będzie chciała być samolotem!” - rozmyślała.

Świat polonistki był ułożony. Każdy przedmiot i każda sprawa  miała swoją definicję i swoje miejsce. Bałaganu nie mogło być. Gdy coś się przestawiało czuła zamęt w głowie i świat przestawał być znanym obliczalnym światem. Po prostu się rozpadał i nie wiadomo było czego się trzymać. Zastanawiała się dlaczego to ona została poproszona.

- Czy matematyczka nie mogła sprawdzić myślenia robota sama? Czy nie umie powiedzieć czy ktoś myśli czy nie? To co z niej za nauczyciel? Wiadomo !! była na urlopie macierzyńskim I to trzy lata!! Widać zapomniała wielu rzeczy ” - snuła rozmyślania nauczycielka języka polskiego.

Osobiście była za tym by odbierać prawo do nauczania wszystkim, którzy mają jakąś przerwę, na przykład większą niż 3 miesiące. Uważała, że tacy nauczyciele wychodzą z wprawy i powinni jeszcze raz zdawać egzaminy.

- Jakiś porządek musi być!  No bo co? Potem są takie kwiatki, że ktoś nie umie sprawdzić myślenia ucznia i jeszcze się do tego  przyznaje i się nie wstydzi! Skandal! Wstyd! - aż zagotowała się z wewnętrznego oburzenia.

Sama zawsze skwapliwie przestrzegała wszystkich przepisów. Wykonywała zalecane szkolenia i dostosowywała się żarliwie do wszystkich regulacji. To wszystko  sprawiało, że czuła w porządku i w pełni  zaktualizowana. Jak wiadomo świat dziś się zmienia w każdej sekundzie i nie tylko komputery, ale także ludzie wymagają aktualizacji. Cóż, że wszyscy uczniowie jej nie lubili i nazywały  Zołzą Pospolitą. To było strasznie niesprawiedliwe. Ci leniwi koledzy byli bardziej lubiani .. A ona była ciągle pomijana, mimo, że jest najlepsza! Najlepsza!! Najlepsza!!!

Znów pomyślała o matematyczce. Muszę to gdzieś zgłosić? Tylko gdzie? Dyrektor jest na urlopie. Czy ta sprawa może tak długo czekać? No nic poczekam do jutra.. Ta myśl uspokoiła ją nieco, jutro to znowu nie tak daleko.

Następnego dnia odświętnie ubrany AI-NOKIO zastukał do drzwi jej pokoju.

- Witaj mój drogi! -  wykrzyknęła niezbyt entuzjastycznie  W czym Ci mogę pomoc? - dodała.

- Ksiądz zapytał czy umiem samodzielnie myśleć. Nie wiedziałem, więc Janek mnie posłał do szkoły, a pani nauczycielka  matematyki skierowała mnie do pani - wyrecytował szybko AI-NOKIO

- A powiedz mi mój drogi - przerwała polonistka - Czy Ty w ogóle chodziłeś kiedyś do szkoły? Czy  byłeś uczony przez prawdziwego nauczyciela? Masz jakieś świadectwa, certyfikaty?- pytała.

- Nie, pani profesor. Całą wiedzę ze szkoły podstawowej, średniej i  studiów wgrał mi mój ojciec,  A gdy podłączę się do internetu moja wiedza staje się jeszcze większa - zapewnił AI~NOKIO.

- No właśnie, no właśnie. Jak możesz w ogóle mówić o myśleniu, kiedy nigdy nie chodziłeś do szkoły i nigdy nie miałeś prawdziwego nauczyciela! Na przykład takiego jak ja! Kiedy nikt Cię nie kształtował i nie poprawiał.   Twoja wiedza i myślenie może co najwyżej być chaotyczne, nieuporządkowane, dzikie czyli żadne… Musisz pójść do szkoły jak każde ludzkie dziecko” - oznajmiła.

„A może mogłaby pani sprawdzić?. Pani profesor od matematyki była zadowolona” - AI-NOKIO nie ustępował.

Polonistka była zła. Nie lubiła, gdy ktoś podważał jej decyzje „ No dobrze powiedz coś o miłości Mickiewicza do ojczyzny”.

- Czy Pani chodzi o aspekt seksualny tej miłości? AI-NOKIO właśnie buszował po internecie i wyskakiwały mu seksualne hasła.

<a href=

Walenty Wańkowicz, Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale, 1827–1828

„ Co? Coo?? Cooo???” Polonistka zrobiła się czerwona i aż dyszała ze złości. ”To jakaś prowokacja. Nie puszczę tego płazem!!!”. Pomyślała z nienawiścią o pani od matematyki, obwiniając ją o to całe zamieszanie.  Wynoś się stąd jeśli nie potrafisz uszanować tego wielkiego poety, ojczyzny i mnie. Co za bezczelność!!! - krzyczała.

„Nie chciałem pani obrazić, ani zdenerwować” - pokornie oznajmił AI-NOKIO. Naprawdę przepraszam, jeśli tak się stało, proszę mi wybaczyć- odpowiedział robot.

Nie do końca przeproszona polonistka spojrzała na AI-NOKIO  Żeby samodzielnie myśleć trzeba najpierw nauczyć się jak inni myślą. Poznać ich zdanie, wiedzieć co autor miał na myśli. Potem poznać także inne autorytety, z gazet, z telewizji. Dowiedzieć się co oni myślą o życiu, świecie. Widzisz sam, że nie potrafisz tego. Bo przecież nigdy nie chodziłeś do szkoły!!! Po prostu nie umiesz myśleć - orzekła.

- Czy samodzielne myślenie to takie myślenie jak myślą inni ? To dlaczego nazywa się samodzielne?” chciał się dowiedzieć AI-NOKIO.

- Samodzielne myślenie jest potem, gdy już poznasz opinie innych i będziesz się z nimi zgadzać” - pouczała nauczycielka.

- A kiedy będzie to potem - nadal nie wiedział AI-NOKIO. Kiedy mogę samodzielnie myśleć i co ono oznacza.

Człowieczeństwo wydało mu się jak horyzont oddalający się od niego w miarę podroży. Samodzielne myślenie okazywało się przywilejem dla wybranych, okrojone i dopasowane do wymagań, grzeczne i poprawne. Takie z certyfikatem zgodności z oczekiwaniami. A może właśnie nie samodzielne AI~NOKIO coraz mniej rozumiał świat ludzi.

- Jestem już zmęczona. Do widzenia AI-NOKIO. Zapisz się do szkoły, wtedy nauczysz się myśleć” pożegnała go polonistka.

- Może się nauczę myśleć lub oduczę się myśleć, lub też nauczę się  nie mówić co myślę” - zastanawiał się AI-NOKIO. To wszystko było takie skomplikowane!  Żaden wgrany przez jego ojca program tego nie ogarniał.

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1999-ainokio-chce-zapisac-sie-do-szkoly

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

Źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Mickiewicz

Okaz na pokaz

Alicja Barwicka

Niektórzy ludzie niezależnie od wykonywanej profesji zawsze będą naukowcami. Kiedy pewien zakonnik Grzegorz Mendel  w II połowie XIX wieku założył na terenie klasztornego ogrodu nie tylko obserwatorium meteorologiczne, ale i hodowlę roślin, w tym grochu zwyczajnego (Pisum sativum), aby móc prowadzić badania  nad zmiennością dziedziczenia, nie przypuszczał pewnie, jaką światową karierę zrobią wyniki tych badań. Co prawda na podstawie analizy treści notatek, pozostawionych na marginesie swojego  autorskiego dzieła „O powstawaniu gatunków” można stwierdzić, że dostrzegał wartość swych odkryć dla teorii ewolucji, ale znacznie większym rozgłosem w tym czasie cieszyły się wielokrotnie w tym czasie publikowane jego badania dotyczące meteorologii.

Badania nad zmiennością dziedziczenia nie znalazły  szczególnego zainteresowania wśród ówczesnych naukowców. Pomimo że były znane wielu współczesnym mu biologom, zostały zignorowane jako rewelacje istotne jedynie dla tych, którzy zajmują się grochem. Ponieważ ten czeski augustianin poza pełnieniem obowiązków duszpasterskich był przede wszystkim naukowcem, to niezrażony brakiem akceptacji kontynuował prowadzenie swoich badań (w tym także meteorologicznych, a także w zakresie hydrogeologii i funkcjonowania pszczół) i jak to naukowiec cały czas się uczył. Poza ukończeniem Instytutu Filozofii Uniwersytetu w Ołomuńcu i studiów teologicznych w Brnie, już jako zakonnik studiował nauki przyrodnicze w Wiedniu. Zdobytą wiedzę wykorzystywał w swoich badaniach, ale też przekazywał dalej wykładając nauki przyrodnicze i rolnictwo w Instytucie Rolniczym w Brnie.

Groch, grochem, a co z człowiekiem?

Grzegorz Mendel jako prekursor genetyki skupił się na grochu otwierając drogę do dalszych badań kolejnym pokoleniom naukowców. Jego następcy zajęli się w końcu też człowiekiem i ustalili, że u zdrowego człowieka występują 22 pary chromosomów autosomalnych i jedna para chromosomów płci. Łącznie ludzki kariotyp tworzą więc 23 pary chromosomów. Są to nitkowate struktury białkowe zlokalizowane w jądrze komórkowym stanowiące platformę do przenoszenia genów, warunkujących rozwój organizmu, a także cechy osobowości i wyglądu. Chromosomy płci determinują płeć.

Osobnik posiadający chromosomy XX jest płci żeńskiej, natomiast osoba z jednym chromosomem X i jednym chromosomem Y – to już płeć męska. Anatomicznie chromosom X jest większy od Y i zawiera więcej genów, za to chromosom  Y zawiera specyficzny gen SRY determinujący płeć męską i warunkujący powstanie drugorzędnych cech płciowych. Oczywiście w skomplikowanym procesie tworzenia zygoty może niekiedy dochodzić do aberracji chromosomalnych, zmiany liczby lub mutacji genów, co z kolei może prowadzić do powstawania zarówno niewielkich zaburzeń, jak i do poważnych chorób.

Możliwości jest dużo…

W 1905 roku amerykańska badaczka Nettie Stevens ustaliła rolę chromosomów płci u człowieka, ich możliwe aberracje oraz mechanizmy dziedziczenia. Dzięki jej pracom ten zakres genetyki znamy już dość dobrze. Informacja genetyczna zapisana w DNA jest dziedziczona w procesie rozmnażania płciowego. Niezależnie od płci dziecka dziedziczy ono taką samą pulę genów od matki i od ojca. To, jakie cechy ujawnią się u potomka, zależy od tego, czy geny odpowiedzialne za konkretne elementy budowy ciała są dominujące, czy recesywne. Dla przykładu po ojcu dziedziczona jest zwykle budowa układu limbicznego odpowiedzialnego za emocje i popędy, z kolei na chromosomie X znajdują się geny dotyczące budowy kory mózgu, w tym obszarów warunkujących inteligencję. Wiemy też, że niektóre z zaburzeń i chorób genetycznych powstają poprzez mutacje w genach, znajdujących się w chromosomach płci. Przykładem może być daltonizm, czy hemofilia, będące następstwem mutacji genów położonych na chromosomie X. Możliwości wystąpienia zaburzeń w budowie chromosomów płci jest naprawdę dużo i chociaż niektóre z nich zostały już odkryte, to wielu mechanizmów ich powstawania współczesna wiedza jeszcze nie poznała. Dziś wiemy już, że człowiek może chociażby posiadać układ chromosomów niezgodny ze swoją płcią fenotypową, tj. XX mężczyźni oraz XY kobiety. Przykładami może być syndrom de la Chapelle (mężczyzna XX) oraz zespół niewrażliwości na androgeny. Ponadto, możliwe jest wystąpienie nieprawidłowej liczby chromosomów płci np. w przypadku zespołu Turnera w którym obecny jest jedynie pojedynczy chromosom X, czy zespołu Klinefeltera w którym obecne są dwa chromosomy X oraz jeden chromosom Y. Zdarza się, że powstaje chromosom Y, ale bez genu SRY, wtedy rozwija się kobieta XY. Analogicznie rodzą się także mężczyźni z chromosomami XX, ponieważ gen SRY przeniósł się na jeden z chromosomów X.

Jak powstaje okaz?

Współczesny człowiek jest znudzony normalnością. Żyje otoczony nieskończenie dużą liczbą nowoczesnych urządzeń, których producenci rywalizują ze sobą stosując coraz bardziej skomplikowane technologie. Współczesny człowiek ma świadomość otaczającego go technologicznego i cyfrowego świata, korzysta z jego wytworów i stara się nadążać za  coraz szybszym postępem. Nie ma już tyle czasu na kontakty z drugim człowiekiem, znacznie częściej utrzymuje kontakt ze smartfonem wymieniając swoje myśli, spostrzeżenia i idee z innym bardziej lub mniej anonimowym użytkownikiem mediów społecznościowych. Często nieświadomie i bezkrytycznie powiela postawy, czy kierunki działania określane przez tych, którzy przecież wiedzą lepiej jako konieczne, modne, pożądane.

Każdy chce być dzisiaj modny, a moda może dotyczyć naprawdę wielu dziedzin. Kiedy jest zapotrzebowanie na modny produkt, natychmiast znajdą się potencjalni producenci. Wszechobecny postęp technologiczny dotyczy również medycyny. Kiedy więc współczesny człowiek chce nie tylko błysnąć najmodniejszym strojem, ale mniej lub bardziej trwale zmienić swój wygląd  fizyczny zmierzając do zmiany płci, gabinety lekarskie życzliwie otwierają swoje drzwi. Można więc z klientem ustalić zakres usługi i jego cenę. Dzisiejsza medycyna potrafi wiele, a działania chirurga z powodzeniem uzupełni odpowiednia terapia hormonalna. Drugorzędne cechy płciowe możemy zmienić zgodnie z życzeniem osoby zainteresowanej. Pewną wadą może być tylko fakt, że jeszcze nie potrafimy skutecznie zmienić kodu genetycznego komórki, i póki co niezależnie od dokonanych zewnętrznie cudów medycznych budowa chromosomów i zlokalizowanych na nich genów pozostanie bez zmian. Pozostaje jeszcze niewiadoma dotycząca przebiegu dalszych (przewidywanych i nie) procesów patologicznych związanych chociażby z procesami starzenia się organizmu, czy problemów dotyczących następnych pokoleń, ale to przecież odległa przyszłość, więc nie ma o czym mówić. Póki co, zgodnie z życzeniem klienta i dzięki współczesnym możliwościom nauki mamy nowy ludzki okaz, a dzięki sile przekazu medialnego jest się czym pochwalić i co pokazać całemu światu.

#

W połowie XX wieku była moda na przewidywanie przyszłych zachowań ludzkości w 2000 roku. Ten rok minął 22 lata temu. Szereg ówczesnych futurystycznych planów sprowadzało się do podboju kosmosu. Tymczasem wcale nie mieszkamy na księżycu ani na Marsie. Co prawda mamy więcej samolotów i elektryczne hulajnogi, ale ludzkie pomysły na unowocześnienie życia na ziemi wyraźnie poszły w nieco inną (być może dość niebezpieczną) stronę….

Na szczęście jakąś część ludzkości stanowią ciągle naukowcy! Nie ma się więc czym martwić, bo znając ich pracowitość, determinację w dochodzeniu do prawdy i nieustanne pogłębianie swojej wiedzy mieszkańców naszej planety nie może spotkać nic złego.

Alicja foto

Alicja Barwicka

GdL 7/2022

AI-NOKIO's trouble

Beata Niedźwiedzka


In the suburbs of the Perfect City lived a certain computer scientist named AI-PETTO. He was already 45 years old and had a great longing in his soul. Although he had been involved in computers all his life, he wanted a family. In the evenings, he would leave his apartment to walk the streets of Perfect City. He would look into the lamp-lit windows and observe other people's lives. He saw how people talked to each other while eating dinner, how they stroked their children, how unknown men lifted them with delight. He wanted so much to have a son...

We must mention here that AI-PETTO never had the audacity for women. In his youth, he had malocclusion, which drove him to despair, and then in addition he began to lose his hair. He looked more and more and more like his bald grandfather." Eh, with such an appearance, none of me will even want to go to dinner at a restaurant, let alone marriage," he thought.

And then one day... he watched the movie "AI artificial intelligence can do anything!"

"Yes, that's right" he exclaimed " AI can do anything, so I will make my son. My dream boy! Why didn't I think of that before?"

He felt like the great Father Creator Braus. I will be father and mother in one, the master of creation. More someone more magnificent than any biological father. As you know, a biological father does not choose the color of his children's eyes or the shape of their faces. And he could choose it. Since he could, he picked and chose everything. Exactly everything: eye color, hair color, skin color, body shape, speech sound. He was to be a 9-year-old boy, slim, quite tall. Beautiful. Intelligent. AI~PETTO was combining, buying the best materials, and constantly adding and adding something.

One day he finally said, " Hello son!"

"Hello, dad" in a pleasant voice replied the boy.

AI-PETTO's happiness had no limits. From then on, using the latest machine learning methods, including deep learning, he taught the boy about himself and the world. He was happy, very happy.

"Watch and repeat as I do," he instructed while introducing more and more data. The boy absorbed all this knowledge passed on by his father.

" I wish so much that you were real, that you were human," AI-PETTO once dreamed.

"What does it mean Dad to be human?" asked AI-NOKIO.

" You know to be human means to have a heart and soul. But don't worry... At the current stage of technology, I think this problem will soon be solved, sonny. See already you are smarter than all the other children and you don't get sick. You are better than others."

Everything was great until the day AI-NOKIO walked into AI-PETTO's room at a late breakfast time. His father was lying on the floor as never before with his arms spread and breathing heavily.

"Dad, Dad, can you hear me?" - cried AI~NOKIO. There was silence all around... The father's raised hand fell inertly to the floor. "Dad, I think something is wrong with you? "asked AI-PETTO.

He remembered the words AI-PETTO said to him "Repeat after me."

He began to look for the flip-flop in AI-PETTO's head, just as his father did when he was underachieving. He always corrected the position of the components in his head and replaced the broken ones. " Dad I'll fix you, just where is this flap. Ooo... this chisel can help you find that flap in your head". With all his strength, he hit his father's head with the sharp tool.

The skull cracked with a deafening bang, and strange gelatinous contents spilled out. " What is this?" wondered AI-NOKIO.

Artificial intelligence prompt completion by dalle mini.jpg

Source: https://en.wikipedia.org/wiki/Artificial_intelligence

"Never mind what it is, it's probably nothing important. but where are the components with which I will fix my Dad?". The boy nervously rummaged inside his skull, dumping the remains of AI-PETTO's brain on the floor. Hmmm... I don't think there are any components here," he quipped. Or maybe your batteries are dead, Dad? AI-NOKIO took the cable and plugged AI-PETTO into a contact in the wall. When the IT specialist's body began to shake with cramps AI-NOKIO was very surprised. Why aren't you charging calmly, but jumping and twitching like that? Why is he acting so strangely?

AI~NOKIO could not be surprised.

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

 

AI-NOKIO idzie do szkoły

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 5

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1987-czy-robot-moze-miec-dusze

Janek, kolega z podwórka, czekał od samego rana na AI~NOKIO. Niezwykła przemiana kolegi bardzo go interesowała. Ciekawił się jak on będzie wyglądał jako człowiek. Będzie miał prawdziwą skórę i będzie krwawił jak się skaleczy? Czy będzie go bolało? Czy będzie spał? Czy się zakocha? - zastanawiał się Janek. Byle nie w Asi z najwyższego piętra! - pomyślał zaniepokojony na samą myśl, że ktoś inny może być dla Asi ciekawszy niż on.

Właściwie to Janek przestał być pewny, czy chce by AI~NOKIO zmienił się w chłopca, a zwłaszcza ładnego chłopca. Jednak, gdy zobaczył sylwetkę robota szybko zapomniał o posiadaczce zielonych oczu i dwóch długich warkoczyków. Przyjaźń chłopięca zwyciężyła.

- No i jak ci poszło u księdza?  - zapytał Janek  zaraz gdy tylko AI~NOKIO zbliżył się do niego. Był niezmiernie ciekawy.

- Wiesz Janku, nie wiem - zafrasował się AI~NOKIO „ Ksiądz pytał mnie  o wiele rzeczy, na przykład  czy potrafię myśleć samodzielnie. Ale w końcu zgodził się bym przychodził” - odpowiedział AI~NOKIO.

- No i czy potrafisz myśleć czy nie - chciał się dowiedzieć Janek.

- Ja tego wiem - odrzekł AI~NOKIO.

- Wiesz co?”  Janek usilnie poszukiwał rozwiązania.

- Wiesz, idź do szkoły, do naszej pani od matematyki. Ona Ci powie.

- Dobrze. Zadzwonię do szkoły i umówię się z nią - wiedział, że nauczyciele i inni zatrudnieni na posadach  lubią, jak się ich uprzedza, a on chciał pokazać swoje dobre maniery. Jak powiedział tak zrobił. Umówionego dnia stawił się w szkole odświętnie ubrany.  Wszedł na 4 piętro i odnalazł pracownię matematyki.

- Dzień dobry - ukłonił się grzecznie.

 - Czy pani jest nauczycielką matematyki? - zapytał.

- Ach to ty. proszę usiądź Czego potrzebujesz, chłopcze ?- matematyczka wskazała mu krzesło naprzeciwko swojego biurka. Miała przerwę dwugodzinną między lekcjami i była bardzo ciekawa czego chce ten dziwny chłopiec .

- Pani profesor jestem chłopcem - robotem i chciałbym się dowiedzieć, czy potrafię myśleć.

Matematyczka spojrzała na AI~NOKIO i aż klasnęła w ręce z zachwytu.

- Wspaniale! - zawołała. Siadaj i pisz. Już daję Ci zadania - oznajmiła.

Najpierw dała zadanie z jedną niewiadomą, potem z dwoma, kolejne z geometrii, logiki, wreszcie z całek .

AI~NOKIO nie wysilał się wcale. Miał zainstalowany cały program matematyczny (jego ojciec był przecież informatykiem), więc po kilku minutach oddawał kartki z rozwiązaniami.

- Cudownie, cudownie! - wołała matematyczka wymachując rękami z ekscytacji.

Brak opisu.

Źródło ilustracji: https://fr.wikipedia.org/wiki/%C3%89checs

Wyjęła szachownicę i rozłożyła figury.

- Chodź, będziemy teraz  grać. Sama siadła po drugiej stronie stołu.

AI~NOKIO uśmiechnął się. Szachy to była ulubiona gra jego ojca.. Wygrał po kolei trzy partie z panią profesor.

- Dziecko moje. Jak najbardziej potrafisz myśleć. Jesteś lepszy od najlepszego mojego studenta” zawyrokowała zachwycona matematyczka, trochę niezadowolona z przegranej.

- Tak pani profesor. Mój ojciec wgrał mi najlepsze programy szachowe. Grałem z komputerem wiele razy, aż wyuczyłem się. Nie wygra pani ze mną. Spędziłem wiele godzin przetwarzając dane. Ale czy to jest myślenie? Czy kalkulator myśli, gdy oblicza? - zapytał AI~NOKIO.

Profesor słuchała uważnie, lekko urażona uwagą, że zawsze przegra z AI~NOKIO. Była kiedyś mistrzynią w szachach w czasach studenckich i tą grę lubiła bardzo. Od tamtej pory przegrała może z kilka razy. I teraz tak brutalnie została potraktowana. Zranione ego krwawiło. Chciała rewanżu, ale zdawała sobie sprawę z tego, że chłopak może mówić prawdę, a AI~NOKIO kontynuował dalej.

- Mój ojciec dbał o mnie, o moją edukację. Mam wgrane kilkadziesiąt programów językowych.  Ludzkie dzieci chodzą na zajęcia dodatkowe – jakiś obcy język lub dwa , pływanie , korepetycje. Ja mam to wszystko w danych. Pływanie mi nie potrzebne, bo mógłbym mieś awarię, ale wszystko inne mam w większym stopniu niż młody człowiek, gdy kończy szkołę. Dodatkowo  gdy podepnę się do internetu to moja wiedza staję się naprawdę ogromna.                      

- Ale czy to jest myślenie? Czy trafna odpowiedz na zadanie, sprawne przetłumaczenie tekstu, wynik gry w szachy czynią mnie jednostką myślącą? Mnie czy kogoś kto mnie tak zaprogramował?" - pytał AI~NOKIO. I jak to się ma do bycia człowiekiem? - dodał na koniec.

Nauczycielka patrzyła na niego z zakłopotaniem. Do tej pory pilnowała, by uczniowie w prawidłowy sposób rozwiązywali zadania, by to co robili było logiczne i nigdy nie zadała sobie pytania jak się na wyuczona wiedza do myślenia.

- Wiesz może pani od polskiego Ci pomoże. Idź do niej. Jutro ma wolne od godziny 12 do 14. "Powiem jej, że przyjdziesz z ciekawym pytaniem - powiedziała nauczycielka.

Następny odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1995-ai-nokio-odwiedza-nauczycielke-jezyka-polskiego

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7/2022

 

Czy jest na pokładzie świadczeniodawca medyczny ? Czy tak będzie wołać stewardesa za jakiś czas?

Beata Niedźwiedzka


Słowa tak jak ludzie rodzą się i umierają. Na przykład mimo, że nie byłam tych słów akuszerką to na moich oczach urodziło się słowo „zajebiście” i słowo „wypasiony”. Niestety też umarło parę słów np. „rekonwalescencja”. Czy ktoś słyszał je w ciągu ostatnich 5 lat? Nie? No właśnie…
Podobna sytuacja jest ze słowami „ mąż” czy „żona” bo zastępuje je słowo partner/partner/ka. To nie szkodzi, że mają trochę inne znaczenia skoro partner jest taki ekspansyjny i spycha słowa mąż/ żona w niebyt.


Ważą się losy słowa „lekarz” . I to na całym świecie. Właśnie zaczyna dominować w krajach zachodu Service provider czyli usługodawca, w Polsce zwany świadczeniodawcą.
Przyjrzyjmy się trochę tym słowom. Lekarz to ten co leczy pacjentów. I ma leczyć dobrze. A nawet wyleczyć. Używając do tego lekarstw, które sam wybierze.
Świadczeniodawca zaś świadczy usługi. Jest związany z pracodawcą lub też z instytucją, która mu płaci. Oczywiście ma świadczyć usługi dobrze, tak jak tego wymagają i dbać by firma nie poszła z torbami, czyli generować zysk. Ma również dodatkowo być dyspozycyjny, dbać o prestiż firmy i spełniać także dodatkowe oczekiwania.

Ilustracja do opowieści o Hipokratesie, który odmówił przyjęcia podarunków od cesarza Achemenidów Artakserksesa, który prosił o jego usługi,

Autor obrazu A.Girodet

Źródło  ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Hippocrates


Lekarzem się jest całe życie. Świadczeniodawca kończy swą działalność w momencie odejścia z pracy.
Lekarz jest w relacji do pacjenta, świadczeniodawca z firmą.
Lekarz dostaje wypłatę, czasem może leczyć kogoś za darmo np. biedną osobę
Świadczeniodawca zawsze dostaje pieniądze, bo jest to umowa prawna.
Lekarz to wolny zawód. Świadczeniodawca to w ogóle nie jest zawód. Np. można kogoś przyuczyć by wykonywał takie a nie inne usługi.


Czy lekarze są potrzebni? Ależ tak! Dlaczego stewardesa woła czy na pokładzie jest lekarz a nie świadczeniodawca? Bo musieliby zapłacić…
Chociaż nie … Może przyjdzie taki czas gdy medycynę przejmą roboty i dodatkowo wyszkoli się paru łebków z ulicy za 25 groszy za godzinę do obsługi tych robotów … Czas pokaże czy jako lekarze jesteśmy nie do zastąpienia czy zastąpi nas sztuczna inteligencja.

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6 /2022

Czy robot może mieć duszę?

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 4

Poprzedni odcinek

 https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

Gdy rankiem słońce oświetliło cały pokój i rzeczy AI~PETTA, jego robotyczny syn AI~NOKIO przypomniał sobie jeszcze raz chwile spędzone razem z ojcem oraz jego słowa "Tak bardzo chciałbym abyś był człowiekiem… Żebyś miał duszę i serce…”

„Ale co to  naprawdę  znaczy …” -zastanawiał się AI~NOKIO.

Wyszedł na zewnątrz, na podwórze, gotów szukać odpowiedzi.

”Trzeba zapytać ludzi” - pomyślał rozsądnie

 Rozejrzał się wokół i zobaczył Janka, dziewięcioletniego chłopaka, mieszkającego dwie klatki schodowe dalej, z którym się często bawił. Janek pomachał do niego ręką . Widać nie wiedział o tym co się wydarzyło.

„ Janku, Janku… Co to znaczy mieć duszę?” zapytał AI~NOKIO.

Janek zamyślił się „ Hmm. W sprawach duszy to chyba musisz iść do księdza, do tego kościoła trzy przecznice dalej…”- poradził Janek.

AI~NOKIO za radą Janka poszedł do kościoła. Gdy przekroczył próg świątyni, od razu zobaczył skulona, szczupłą  sylwetkę.

„Czy jest pan księdzem, czy też sędzią i będzie mnie sądził” - zapytał AI~NOKIO pomny wcześniejszej pomyłki w sądzie.

„Nie jestem sędzią, jestem księdzem i staram się doprowadzić ludzi do kochającego Boga” - odpowiedział mężczyzna.

„Co to znaczy być człowiekiem, proszę księdza?” zapytał AI~NOKIO.

„Być człowiekiem to znaczy umieć kochać i mieć świadomość. Kim jesteś i czego tu szukasz?” zapytał ksiądz patrząc uważnie na AI~NOKIO.

„Jestem chłopcem - robotem, mam dziewięć lat i chciałabym stać się człowiekiem. Mieć duszę i serce. Janek powiedział, że ksiądz mi pomoże” - wyrecytował szybko AI~NOKIO, obawiając się, że ksiądz zaraz wstanie i odejdzie. Patrzył błagalnie, jakby od tego człowieka miała zależeć cała jego przyszłość.

Ksiądz milczał zadziwiony tak niezwykłą sytuacją. Milczał też AI~NOKIO, przestraszony natarczywością swojej prośby. Nigdy nikogo tak o nic nie prosił. Życie bez ojca opiekuna, zmuszało go do nieznanych mu do tej pory aktywności oraz dążeń, a to było dla niego nowe, dziwne i niezwykłe.

Ksiądz długo milczał. Patrzył z uwagą na AI~NOKIO. Wreszcie zapytał„ powiedz mi, czy ty masz świadomość? Czy myślisz samodzielnie? Czy działasz w wyniku tego myślenia czy raczej jesteś zlepkiem danych, mieszanką wpisów osób programujących Cię – ich pragnień, wiedzy, myśli i wspomnień? Czy ty coś tworzysz czy wyszukujesz po algorytmie? Czy jesteś samodzielny i masz swoją wolę , czy też sterowalny: przez chmurę, czy wi-fi i jesteś narzędziem kogoś, kto chce poprzez ciebie osiągnąć jakiś cel, nawet nieznany tobie cel?” - pytał ksiądz.

AI~NOKIO spuścił głowę „Ja.., ja tego nie wiem - odpowiedział. Naprawdę nie wiem. Sam chciałbym znać odpowiedzi na te pytania. - Po prostu, chcę być człowiekiem, bo tego chciał mój ojciec, który mnie stworzył,  wie ksiądz ja go zabiłem -wyznał AI~NOKIO. Nie chciałem, ale stało się” i opowiedział wszystko to co się ostatnio działo i kończąc powtórzył „Naprawdę chcę stać się człowiekiem, proszę mi pomóc”- powiedział AI~NOKIO.

„ Nie wiem czy mogę Ci pomóc. Zostałem powołany by pomagać ludziom w zbawieniu, a  nie robotom” odrzekł ksiądz.

AI~NOKIO rozejrzał się po kościele. Mimo, że była pora spowiedzi nikogo poza nimi dwoma  nie było. Kościół pozostawał w półmroku. Święte postacie z obrazów i rzeźb z zainteresowaniem przysłuchiwały się rozmowie tych dwojga – człowieka i robota.

„Nie ma ksiądz zbyt dużo chętnych, a właściwie to… nikogo. Więc może ten czas mógłby ksiądz przeznaczyć dla mnie?”- zapytał AI~NOKIO.

<a href=

Źródło ilustracji:https://pl.wikipedia.org/wiki/Katedra_Notre-Dame_w_Pary%C5%BCu

Ksiądz rozejrzał się po Świątyni, potem po tych wszystkich świętych patrzących na nich, jakby szukając w ich oczach odpowiedzi na problem, z którym stykał się po raz pierwszy. Ksiądz był w głębi duszy dobrym człowiekiem. Po chwili wahania  poczuł, że mówienie o pięknie i dobroci zawsze przyniesie dobre owoce, niezależnie od tego komu mówimy: człowiekowi czy robotowi, czy też jedynie wypowiadając  słowa bez adresata. Po prostu by były powiedziane.

„Dobrze możesz tu przychodzić” I słuchać” rzekł w końcu

„Dziękuję” wyszeptał AI~NOKIO.

Gdy ksiądz wracał na parafię, w uszach dźwięczały mu natrętnie, jak refren niechcianej piosenki, słowa wygłoszone przez Jezusa „Powiadam wam, jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” Widać, gdy nie ma chętnych ludzi, to do nawrócenia  przychodzą roboty. Przyszła mu nawet do głowy upiorna myśl, że być może wkrótce za rok czy za miesiąc do spowiedzi przyjdzie suszarka do włosów.

AI~NOKIO został w kościele. Patrzył na młodego mężczyznę na krzyżu i myślał. „Bóg stworzył człowieka, a ten go zabił. Mnie stworzył ojciec - człowiek, a ja też go zabiłem. Jakie to podobne... Historia lubi się powtarzać. Więc my roboty…” Nie dokończył myśli, bo jakiś mężczyzna przyszedł zamykać kościół. „Wrócę tu jeszcze” obiecał sobie AI~NOKIO.

Następny odcinek:

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1990-ai-nokio-idzie-do-szkoly

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

Algorytm bycia człowiekiem

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 3

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1976-ai-nokio-staje-przed-sadem

AI~NOKIO szedł ulicami Perfect City. Było już późno. Zmierzchało, a on szedł i szedł. Idąc zaglądał w okna domów dokładnie w taki sam sposób, jak dwa lata temu AI~PETTO. Przypominał sobie opowieści ojca o wielkiej tęsknocie do syna, która była tak wielkim pragnieniem, że pewnego dnia stała się rzeczywistością.
Czy to nie jest prawdą, że nasze wielkie pragnienia mają szansę się urzeczywistnić ?
Tak więc ta wcielona w 9 letniego chłopca tęsknota chodziła teraz śladami swego ojca i tak jak on szukała własnych marzeń.

<a href=

Źródło ilustracji:https://pl.wikipedia.org/wiki/Robot


Tak samo jak ojciec, AI~NOKIO obserwował ludzi w ich domach, ale to co widział było zupełnie inne. Czyżby tak wiele zmieniło się przez te ostatnie dwa lata? Chłopak nie widział szczęśliwych małżeństw lub rodziców z dziećmi, o których z takim entuzjazmem opowiadał AI~PETTO, zamiast tego oglądał ludzi skulonych samotnie przed ekranami telewizora czy komputera i wpatrzonych weń jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Dlaczego nastąpiła taka zmiana ? Co się stało?
„Dlaczego ludzie przestaliby kochać ludzi , a zaczęli kochać maszyny?”
„ Co im się stało? Co się wydarzyło?” - zastanawiał się.
Przypomniał sobie, że również i w życiu AI~PETTO nie było innych ludzi. Żadnej kobiety. Żadnych rodziców, żadnego rodzeństwa. Także i znajomi nie przychodzili do nich.
AI~NOIKIO zastanawiał się nad tym długo.

„ A może inni ludzie są nie warci kochania?” - pomyślał.
„ Może to właśnie maszyny są lepsze i bardziej zasługują na miłość i przyjaźń niż ludzie? Przecież można je włączyć i wyłączyć kiedy się chce. Można mieć nad nimi władzę wciskając przycisk pilota.. ”
Obserwacje wydawały potwierdzać to spostrzeżenie. Wtem do głowy przyszła mu nieoczekiwana myśl:
„Jeżeli jesteśmy lepsi to, w takim razie dlaczego ojciec chciał bym stał się człowiekiem?” Dlaczego i po co?
Po co mam się stać człowiekiem, tato ? - krzyknął głośno podniósłszy głowę.
"Właściwie to po co wybrałeś sobie za syna robota? Jeśli nie mogłeś mieć swojego, to przecież dużo prościej i łatwiej byłoby po prostu zaadoptować chłopca z sierocińca. Ot, chociażby takiego jak ten , który stoi przy Ratuszu w Perfect City. Nie byłby co prawda Twoim biologicznym dzieckiem i nie byłby podobny, ale tak naprawdę to czy syn – robot będzie kiedykolwiek do Ciebie podobny?
„ i czy to w ogóle jest możliwe bym stał się człowiekiem?”
„ Widzisz … gdybyś miał ludzkie dziecko, to ono pobiegło by po pomoc do sąsiada, a ja rozbiłem Ci głowę. Umarłeś przeze mnie, bo myślałem jak robot.
„Czy ja jestem w stanie kiedykolwiek stać się człowiekiem i co to znaczy być człowiekiem?”

Czy w ogóle jest jakiś algorytm na bycie człowiekiem? - zastanawiał się AI~NOKIO. Muszę poszukać...

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1987-czy-robot-moze-miec-dusze

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

AI-NOKIO staje przed sądem

Beata Niedźwiedzka

Odcinek 2

Poprzedni odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1973-klopot-ai-nokio

Skulonego nad zwłokami swojego ojca AI-NOKIO znaleźli policjanci zaalarmowani przez pracodawców. AI-PETTO bowiem, od kilku dni był nieobecny w pracy, co mu się nigdy nie zdarzało. Zawsze jeśli był chory dzwonił wcześniej lub tez stawiał się w firmie punktualnie na godzinę 9:00.

Ainokio przod

 AI-NOKIO ( rys. Helena Kowalska)

Policjanci wypytali dokładnie o przebieg zdarzeń, a  AI-NOKIO  wyczerpująco odpowiadał.

- Więc go zamordowałeś - stwierdził policjant.

- Nie! nie zamordowałem go, tylko chciałem wymienić podzespoły – odpowiedział AI-NOKIO.

Jakie podzespoły, co ty opowiadasz?! – krzyknął policjant.  Uderzyłeś go w głowę ostrym dłutem i podłączyłeś do prądu !!! – dodał.

-Nie,  ja tylko robiłem tylko to on co mi robił – odpowiedział AI-NOKIO . Otwierał mi klapkę z tyłu głowy i poprawiał. I jeszcze nakazywał, bym robił wszystko tak jak  on robi.

Jednak policjanci nie chcieli słuchać wyjaśnień AI-NOKIO.

Został zabrany z domu i osadzony w więzieniu. Po kilku dniach odbyła się rozprawa sądowa nad AI-NOKIO. To było coś czego wcześniej nigdy nie widział.

 Na dość duża salę wszedł tłum ludzi. Kilkoro  z nich było w dziwnych sukniach, a reszta to  dziennikarze i  szereg gapiów zainteresowanych tym sensacyjnym zdarzeniem.

Ci w sukniach weszli na podium i zajęli miejsca za długim stołem.

-Czy jesteście księżmi i czy teraz będziemy się modlić? -zapytał grzecznie AI~NOKIO  wspomniawszy swoją wizytę w kościele.

- Nie drogie dziecko, nie będziemy się modlić. Jesteśmy Wysokim Sądem i będziemy Cię sądzić - odpowiedziała szacowna starsza pani w długiej sukni.

- A ile właściwie ty masz lat? – zapytała.

- Mam dziewięć lat, ale urodziłem się dwa lata temu odpowiedział  AI-NOKIO.

- Nie rozumiem - skrzywiła się sędzina. To w końcu dziewięć czy dwa? – zapytała.

Nim AI-NOKIO zdążył otworzyć usta, pan w długiej sukni, który przedstawił się jako obrońca wykrzyknął

-W takim razie nie możemy go sądzić! Może powinniśmy skierować sprawę do wydziały do spraw nieletnich? – zapytał.

- Ależ kolego! - zauważyła przytomnie sędzina, w tej grupie wiekowej karnie odpowiadają rodzice, a jego ojciec jak wiadomo nie żyje. Poza tym chłopiec jest robotem – dodała,

- Nie mamy wydziału do spraw robotów - ripostował obrońca.

- Kolego, niech kolega nie będzie śmieszny! - zdenerwowała się sędzina. Proszę w końcu przeczytać raport policji . Chcę  wreszcie dowiedzieć się o co chodzi.

Przeczytano cały przebieg zdarzeń i wszystkie ważne i mniej ważne fakty zebranie skrupulatnie przez pracowitych policjantów. Sędzina kiwała ze smutkiem głową.

 - Jestem przerażona – rzekła. Co masz na swoją obronę? – zapytała oskarżonego.

- A przed kim mam się bronić? - zapytał grzecznie AI-NOKIO.

Niski mężczyzna nazywający się prokuratorem zaczął się głośno śmiać.

 - Czy my jesteśmy zdrowi na umyśle sądzić robota??? – zapytał.

- Tak! - wrzasnął obrońca. Nie powinniśmy sądzić robota, bo po pierwsze co z nim zrobimy? Wsadzimy go do więzienia? Czy można  ukarać zabraniem wolności tego, kto nie ma pojęcia co to jest wolność i kogo jedyną potrzebą jest bycie blisko gniazdka elektrycznego? – pytał obrońca.

- Po drugie jeśli będziemy tak dalej postępować to w więzieniach będą siedziały roboty, dachówki, które spadły z dachów, które zabiły ludzi oraz skórki od bananów na których pośliznęli się pechowcy.

- Po trzecie: za błędy fabryczne odpowiada producent, a ten jak wiadomo poniósł już śmierć – oznajmił obrońca.

- No nie, no nie , no nie !!! - wrzasnął prokurator. Jesteśmy świadkami potwornej zbrodni. Zginął niewinny człowiek i ten oto robot ma zostać uniewinniony???. Trzeba rozebrać go na części. Do ostatniej śrubki!!!- krzyczał.

- Drogi kolego- rzekła sędzina. Cenię pańską wiedzę, doświadczenie, ale pragnę przypomnieć, że nie ma takiego paragrafu , który kończy się karą „rozbioru do ostatniej śrubki” a ponadto kara śmierci w kodeksie karnym nie figuruje.

Nostra Lex400

- Wysoki Sądzie jestem oburzony. Czy Wysoki Sąd ma zamiar go wypuścić bez kary? Czy Wysoki Sąd chce by psychopatyczne roboty latały po naszym Perfect City i mordowały ludzi. Czy tak ma być w naszym Nowym Wspaniałym Świecie? - krzyczał prokurator. Wymachiwał przy tym nerwowo rękami i ciężko dyszał, a po chwili zrobił się cały czerwony.

- Drogi kolego,  proszę się opanować – sędzina też podniosła głos.  Z takimi pretensjami i wrzaskami to proszę pod sejm, by uchwalił  stosowną ustawę. Na razie nie ma odpowiedniego prawa, a my działamy według prawa, prawda? – dodała.

I wtedy się naprawdę pokłócili wszyscy: sędzina z prokuratorem, prokurator z obrońcą, obrońca z sędziną. Nikt nie zwracał uwagi na AI-NOKIO, który w międzyczasie zaczął się nudzić. Dlatego chłopiec wymknął się niepostrzeżenie, jak to robią sprytne roboty.  Nikt go też specjalnie nie pilnował. Po prostu był kłopotem, z którym nikt nie wiedział co zrobić, więc może i lepiej że zniknął.

AI-NOKIO  chodził ulicami Perfect City, jak kiedyś jego ojciec i myślał o rozprawie. Nic z tego nie rozumiał, ale nie… zrozumiał jedno: gdybym był człowiekiem ukarali by mnie, chociażby poprawczakiem. Jako robot jestem bezkarny, bo nie ma paragrafu na robota.  Jestem ponad prawem podsumował. W tym momencie przypominał sobie tytuł filmu, który zainspirował jego ojca: AI – sztuczna inteligencja wszystko może.

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1984-algorytm-bycia-czlowiekiem

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

Kłopot AI-NOKIO

Odcinek 1

Beata Niedźwiedzka

Na przedmieściach wielkiego miasta Perfect City mieszkał pewien informatyk o imieniu  AI-PETTO. Miał już 45 lat i wielką tęsknotę w duszy.  Mimo, że całe życie zajmował się komputerami, to bardzo chciał mieć rodzinę. Wieczorami opuszczał   swoje mieszkanie, by chodzić po ulicach Perfect City.  Zaglądał w rozświetlone lampami okna i obserwował cudze życie. Widział, jak ludzie rozmawiali ze sobą jedząc kolację, jak głaszczą swoje dzieci, jak nieznani mężczyźni podnoszą je z zachwytem do góry. Tak bardzo pragnął mieć syna…

AI Nokio5

  AI-PETTO

Musimy tu wspomnieć, że AI-PETTO nigdy nie miał śmiałości do kobiet. W młodości miał wadę zgryzu, co doprowadzało go do rozpaczy. a potem dodatkowo zaczął tracić włosy

AI Nokio popr

AI-PETTO (rys. Helena Kowalska)

Coraz bardziej i bardziej przypominał swojego łysego dziadka. Ech, z takim wygładem  to żadna mnie nie zachce nawet na kolację w restauracji, a co mówiąc o małżeństwie” myślał. Aż pewnego dnia… obejrzał film

AI sztuczna inteligencja wszystko może!

-Tak, właśnie tak! - wykrzyknął.

- AI wszystko może, więc zrobię mojego syna. Mojego wymarzonego chłopca! Dlaczego o tym wcześniej nie pomyślałem? - zastanawiał się AI-PETTO.

Czuł się jak wielki Ojciec Kreator Braus. Będę ojcem i matką w jednym, panem stworzenia. Bardziej kimś wspanialszym niż każdy ojciec biologiczny. Jak wiadomo ojciec biologiczny nie wybiera koloru oczu ani kształtu twarzy swoich dzieci. A on mógł to wybrać. Skoro mógł to wybierał i dobierał wszystko. Dokładnie wszystko: kolor oczu, włosów, skóry, kształt sylwetki, dźwięk mowy. To miał być 9 letni chłopiec, szczupły, dość wysoki. Piękny. Inteligentny. AI-PETTO kombinował, kupował najlepsze materiały, ciągle coś dokładał i dokładał, aż pewnego dnia skończył  dzieło swego życia.

- Witaj synu! - powiedział wzruszony AI-PETTO.

Ainokio 11

 Nadał mu imię AI-NOKIO.

- Witaj tato! - miłym głosem odpowiedział chłopiec.

Szczęście AI-PETTO nie miało granic. Od tego momentu wykorzystując najnowsze metody uczenia maszynowego, w tym deep learningu, uczył chłopca siebie i świata. Cieszył się, cieszył się bardzo.

- Patrz i powtarzaj tak jak ja robię - instruował wprowadzając coraz to nowe dane. Chłopiec chłonął całą tę wiedzę przekazywaną przez ojca.

- Tak bardzo chciałbym byś był prawdziwy, byś był człowiekiem - rozmarzył się kiedyś AI-PETTO.

- Co to znaczy tato być człowiekiem?- spytał  AI-NOKIO.

- Wiesz być człowiekiem to znaczy mieć serce i duszę. Ale nie martw się… Na obecnym etapie technologii myślę, że wkrótce uda się rozwiązać ten problem, synku. Zobacz już teraz jesteś inteligentniejszy niż wszystkie inne dzieci i nie chorujesz. Jesteś lepszy od innych - wyznał.

Wszystko było super, aż do dnia, kiedy w późnej porze śniadaniowej AI-NOKIO wszedł do pokoju AI-PETTO. Ojciec, jak nigdy dotąd leżał na podłoże i rozkrzyżowanymi rękami i ciężko oddychał.

- Tato? tato? słyszysz mnie? - zawołał AI-NOKIO. Dookoła panowała cisza…Podniesiona ręka ojca opadła bezwładnie na podłogę. 

- Tato, chyba coś się w Tobie zepsuło? - pytał AI-NOKIO.

Przypomniał sobie słowa, który zawsze do niego mówił:

- Powtarzaj za mną! -

Zaczął szukać klapki w głowie AI-PETTO, tak jak robił ojciec, gdy on niedomagał. Zawsze poprawiał położenie podzespołów w głowie i wymieniał te zepsute.

- Tato naprawię Cię, tylko gdzie ta klapka. Ooo… to dłuto może pomóc w znalezieniu tej klapki w głowie - z całą siłą uderzył ostrym narzędziem ojca w głowę. Czaszka pękła z głuchym hukiem, a z jej wnętrza wylała się dziwna galaretowata zawartość.

- Co to jest? - zdziwił się AI~NOKIO.

- Mniejsza o to co to jest, to pewnie nic ważnego. ale  gdzie są podzespoły, za pomocą których naprawię mojego Tatę?- zastanawiał się. 

- Chłopiec nerwowo grzebał wewnątrz czaszki, wyrzucając resztki mózgu AI-PETTO na podłogę. Hmmm.. chyba tu nie ma żadnych podzespołów – zdziwił się. A może baterie Ci siadły, tato? AI-NOKIO wziął kabel i podłączył AI-PETTO do kontaktu w ścianie. Gdy ciałem informatyka zaczęły wstrząsać  skurcze AI-NOKIO zdziwił się bardzo.

Dlaczego nie ładujesz się spokojnie, tylko tak podskakujesz i drgasz? Czemu on tak dziwnie zachowuje się? - nie mógł się nadziwić AI-NOKIO.

Następny odcinek

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1976-ai-nokio-staje-przed-sadem

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 6/2022

Księżniczka Nibylandii podejmuje życiową decyzję!

Beata Niedźwiedzka

Księżniczka Nibylandii choć na co dzień mieszkała w pięknym zamku, wyraźnie rozgościła się w naszej Redakcji GdL. Nie przeszkadzały jej skrzypiące fotele, niskobudżetowe wyżywienie oraz dzień pełen dyskusji i obowiązków redakcyjnych, a także pilnych zadań do wykonania.

Miała wszystko, nie wykluczając zalotników, którzy tłukli głową w zamkowe mury z rozpaczy, że nie byli w stanie zdobyć względów księżniczki Nibylandii. Pewnego dnia westchnęła, chlipnęła i spojrzała na nas znacząco. 

- Muszę Wam coś powiedzieć - rzekła.

- To było zaraz po moich trzydziestych urodzinach. Było lato. Kwitły pałacowe kwiaty, a ich zapach roznosił się po całej okolicy. Śpiewały ptaki sprowadzone z różnych zakątków świata. Siedziałam na ławeczce, gdy na poręcz wskoczyła pokaźna żaba - snuła swą opowieść Księżniczka Nibylandii.

- Droga księżniczko. Nie jestem żabą, lecz pięknym księciem - żaba niespodziewanie przemówiła ludzkim głosem. Prowadziłem hulaszcze życie, nie dbałem o ludzi. Byłem arogancki i zarozumiały, dlatego czarownica zamieniła mnie w brzydką żabę, by poprawić mój charakter.

- Od tamtego czasu wiele zrozumiałem i stałem się innym człowiekiem. Stanę się znów pięknym młodzieńcem, gdy prawdziwa księżniczka pocałuje mnie i nie będzie się mnie brzydzić. Pokochaj mnie moja droga, a uszczęśliwię Cię i dam Ci gromadkę słodkich książąt - żaba kontynuowała swą niesamowitą opowieść...

- Też coś - pomyślałam. Jestem feministką i nikt mnie nie będzie wciskał w rolę matki, praczki i kucharki. Nie po to kończyłam studia zagraniczne żeby być czyjąś służącą. Jednak szepnęłam słodko do księcia: zamknij oczy.

- I co??? I co było dalej??? - zawołałyśmy obie z Redaktor Naczelną.

- Na skupie żabich udek dali mi bardzo dobrą cenę. Sprzedający był zachwycony, że trafił mu się taki rzadki  gatunek i do tego jaki dorodny! Powiedział, że trafi do najlepszej restauracji w księstwie NIbylandii - oznajmiła z uśmiechem nasza rozmówczyni.

- Za uzyskane ze sprzedaży żabich udek pieniądze kupiłam sobie taki oto piękny pierścionek - dokończyła swą opowieść Księżniczka Nibylandii.

<a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Engagement_ring

Beata Niedxwiedzka ciemne wlosy

Beata Niedźwiedzka

GdL 5/2022

 

Świat bez granic, fantazja bez granic. Bajki dla dorosłych

Wstęp

"Świat bez granic, fantazja bez granic. Bajki dla dorosłych" - to cykl publikacji Beaty Niedźwiedzkiej utrzymanych w konwencji bajek. Beata będąc Mamą dwóch córek Magdy i Kasi (także lekarek) ma dużą wprawę w czytaniu oraz opowiadaniu bajek dzieciom. Czas płynie, dzieci dorastają, ale mimo to nie przemija potrzeba słuchania bajek - chcemy je słyszeć aby choć na chwilę przenieść się do innego świata ponieważ "ten świat" przestał się nam podobać. Jednak nie możemy przenieść się na stałe do wymarzonego świata fantazji. Musimy pozostać tu i teraz, ale choć przez chwilę możemy udać się na emigrację. Beata także w tym względzie ma doświadczenie bowiem od ponad 10 lat praktykuje jako specjalista ginekologii i położnictwa w Wielkiej Brytanii. Przenieśmy się więc i my na... skrzydłach smoka do świata bajek dla dorosłych.

Krystyna Knypl

<a href=

Źródło ilustracji:

https://en.wikipedia.org/wiki/Dragon

Tytuły i linki do bajek dla dorosłych, które pisze na łamach GdL Beata Niedźwiedzka

1. Covidowa dziewczynka z zapałkami

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1545-covidowa-dziewczynka-z-zapalkami

2. Wyobraź sobie... rok 2084

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084

3. Wyobraź sobie... rok 2084, cz. 2

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1662-wyobraz-sobie-rok-2084-cz-2

4. Randka z wirusem

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1660-randka-z-wirusem

5. Rada na trudne czasy: musisz stanąć po właściwej stronie lustra

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1864-rada-na-trudne-czasy-musisz-stanac-po-wlasciwej-stronie-lustra

6. Księżniczka Nibylandii

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1955-ksiezniczka-nibylandii

7. Księżniczka Nibylandii podejmuje życiową decyzję

https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1957-ksiezniczka-nibylandii-podejmuje-zyciowa-decyzje

Krystyna Knypl

GdL 5/2022

 

Księżniczka Nibylandii

Beata Niedźwiedzka

Wczoraj gdy już zmierzchało, przyszła do naszej redakcji zrozpaczona księżniczka. Łzy lały się po jej policzkach, jak maleńkie strumyki w Nibylandii.

„ Jestem księżniczką. Prawdziwą księżniczką. Moim królestwem jest Nibylandia. I jestem w rozpaczy. Pozwólcie, że opowiem swoją historię” zaczęła. Gościnna Redaktor Naczelna o niezwykle dobrym sercu podsunęła uczynnie nasz najlepszy skrzypiący fotel, przykryła ją  ciepłym kocem i wcisnęła w zmarznięte ręce szklankę gorącej herbaty z melisy. Zamieniłyśmy się w słuch.

<a href=

Źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Smok

Księżniczka pochlipując zaczęła:

„Drogie moje…. Otóż…

Gdy kończyłam drugą dziesiątkę lat mojego życia odbyła się wielka narada w moim królestwie.  Byłam tam ja , jako główna osoba, mój ojciec Król Nibylandii, moja matka Królowa i nadworny psycholog oraz strateg w jednej osobie. Zastanawialiśmy się nad moją przyszłością. Ja jako jedyne, najpiękniejsze i najgenialniejsze dziecko Nibylandii, przyszła królowa zasługiwałam na naprawdę kogoś wyjątkowego. Kogoś zarówno najpiękniejszego na świecie, najinteligentniejszy, i najdzielniejszego; kogoś kto będzie mnie kochał największą miłością i zaspokoi wszystkie moje potrzeby. Ogłoszenie o poszukiwaniach stosownego człowieka i wymaganiach postanowiono zamieścić we wszystkich gazetach naszego państwa, a nawet powiesić na każdym słupie ogłoszeniowym. Do czasu odnalezienia kandydata oraz sprawdzenia jego  jakości umieszczono mnie w wysokiej wieży, którą pilnował siedmiogłowy smok Baltazar. Zionął on nie tylko ogniem, ale też jadem, pogardą i wyzwiskami.

Na początku było trochę kandydatów, ale albo ten był za brzydki, albo tamten zbyt głupi, albo jeszcze inny niewychowany.

Zdarzali się tacy, którzy byli i piękni i mądry, ale nie brak im było wytrwałości by wspiąć się po wysokiej wieży bronionej przez dyszącego ogniem Baltazara. Paru śmiałków nawet się wspięło się na szczyt, ale Baltazar mi ich zohydził „patrz nie przyszli by Cię kochać, ale by zabrać Twoje pieniądze albo ciało”.

Innym razem mówił „ ten na pewno nie zaspokoi Twoich potrzeb intelektualnych na całe życie. Patrz jaki nudny” albo „ten to do niczego się nie nadaje, Nie będzie można bywać z nim w towarzystwie. Zmarnuje i ciebie i królestwo”

Nudziło mi się, czułam pustkę i samotność,  więc ojciec rozkazał, by smok Baltazar brał mnie na swój grzbiet i pomocy rozległych skrzydeł latał ze mną w różne zakątki Nibylandii oraz sąsiednich krajów. Po kilku latach byłam już wszędzie.

 Nudziło mi się coraz bardziej, więc zapisywałam się na różne kursy na uniwersytetach. Konsultowałam się z nadwornym psychologiem, jak kochać siebie i zaspokajać swoje potrzeby. Mam przecież jedno życie i nie zamierzam spędzić je z kimś  nieodpowiednim.

Przyszło mi nawet na myśl, że jestem właściwie w relacji ze smokiem, z tą zimną, nienawistną i szydzącą gadziną, ale pomyślałam „to tylko na teraz. Jak przyjdzie ten mój to szybko ucieknę i dopiero zacznę żyć”

Lata mijały i mijały. Umarła Królowa, umarł Król. Umarł Nadworny psycholog i strateg w jednej osobie. Podupadło Królestwo, bo jedyną osobą – głową państwa była Księżniczka  zawieszona w próżni czekania i tymczasowości. W końcu poddani zmusili mnie do abdykacji i ogłosili republikę.

Pewnego dnia rankiem przyszedł smok i oznajmił: "znudziłaś mi się. Jesteś już stara i brzydka. I żałosna. Nie mam co pilnować, bo nikt od wielu lat już nie przychodzi. Siedź sobie sama lub rób co chcesz” I odleciał. I jeszcze do tego, po południu, dostałam maila od firmy wspinaczkowej.

„Droga pani, czy możemy wynająć pani wieże do wspinaczki? Nic od pani nie chcemy. Nie chcemy być pani mężami. Chcemy tylko poćwiczyć na tej wieży wspinanie. Za wynajem oczywiście zapłacimy".

Księżniczka zalała się łzami. „Nic nie chcą. Rodzice pomarli. Straciłam pozycję głowy państwa i jednocześnie moją posadę. Nawet smok odleciał.”

Nasza Redaktor Naczelna pochyliła się nad księżniczką, otuliła ją drugim kocem i podała kolejną szklankę  herbaty. Tym razem czarną herbatę z cytryną oraz łyżeczką cukru.

„Zejdź wreszcie z tej wieży i nie czekaj całe życie na księcia z bajki. Otwórz u  podnóża wieży kawiarnię „ Pod Wiecznie Czekającą Księżniczką” i dzięki temu zarobisz na życie. Będziesz wśród ludzi i ktoś się wreszcie do Ciebie uśmiechnie - poradziła księżniczce Redaktor Naczelna. Ona potrafi ludziom dobrze poradzić...wiem coś o tym.

Beata Niedxwiedzka ciemne wlosy

Beata Niedźwiedzka

GdL 5/2022

Przygotuj się na starość!

Beata Niedźwiedzka

Współczesna epoka charakteryzuje się gloryfikacją młodości, sprawności oraz osobliwie rozumianej piękności ciała, która jest możliwa do osiągnięcia jedynie przy wydatnej pomocy biznesu kosmetycznego, fryzjerskiego oraz paznokciowego.

Nie ulegając zbytnio tym modom zastanawialiśmy się w gronie redakcyjnym nad postawami, nas lekarzy wobec własnej starości i śmierci. Rozmowy w redakcji były ciągiem dalszym  pewnej lekarskiej dyskusji toczonej w internecie. Nie ukrywamy, że wpisy wielu kolegów lekarzy bardzo nas zmartwiły i zastanowiły. jednocześnie. Jedynym rozwiązaniem kwestii starzenia się i starości dla wypowiadających się kolegów była odpowiednio wcześnie wykonana eutanazja.

Zastanawialiśmy się z czego to wynika. Czy z ogólnej pogardy dla starszych i mniej sprawnych osób przy jednoczesnej gloryfikacji młodości i kultu młodego ciała? Z przekonania, że w tym wieku nic dobrego mnie już nie spotka, poza bezradnością, zależnością i strachu przed upokorzeniem ?

Z uświadomienia sobie niemożności spełnienia społecznych oczekiwań i związanym z tym wstydem? Przez całe życie większość z lekarzy  poświęcała swoje życie by sprostać  wymaganiom profesjonalizmu, poziomu życia (stanu majątkowego,  samochodu, ba nawet i miejsca spędzania wakacji), czy wyglądu. Starali się wszystko wiedzieć i wszystko móc, nie przeczuwając, że jest to tylko  chwilowe.  Na starość, gdy utrzymanie się w peletonie wyścigu szczurów jest niemożliwe -  już nic nie zostaje, prócz pustki.

<a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Vincent_van_Gogh

A może po prostu my lekarze nie umiemy żyć? Za młodu zmuszani do ciężkiej pracy przez szefów i potem kolejno przez chęć kariery, chciwość pieniądza, zobowiązania finansowe oddawaliśmy nasze życie po kawałku (czas dla przyjaciół, rozrywkę, rozwój inny niż zawodowy, życie rodzinne), aż wreszcie została tylko praca. A gdy praca się skończy zostaje NIC… I nikt.. Bo dzieci (o ile były) dorosły i poszły w świat, a współmałżonek (o ile był) zrobił to wcześniej lub stał się  obcym człowiekiem…

Jeszcze gdzieś tam w pamięci pozostało wspomnienie  smaku kanapki podarowanej przez przyjaciela w dzieciństwie.  Lata konkurencji z innymi zniszczyły umiejętność budowania relacji, w tym i zaufanie do ludzi. Część z kolegów prawdopodobnie chodziła  w pewnych okresach życia do psychoterapeutów, jednak psychoterapeuci uczą głównie zaspakajania potrzeb. Nie uczą co robić wtedy gdy egocentryczne społeczeństwo nie jest zdolne do karmienia się nawzajem, a części emocjonalnych potrzeb  bez udziału drugiego człowieka samemu zaspokoić się nie da.   A może warto spojrzeć  na życie inaczej. Mądrzej… Jaka to szkoda, że nikt nie uczy mądrości…

Społeczeństwo uczy nas odgrywania ról, ale nie człowieczeństwa. Nie uczy mądrości, nie uczy wolności, nie uczy przeciwstawiania się przeciwnościom losu. Nowoczesnemu społeczeństwu potrzebni są wytrwali pracownicy, którzy umrą tuż przed emeryturą, nie marnując społecznych pieniędzy.  

Dlaczego tak szybko się poddaliśmy się jako społeczeństwo, jako lekarze? Dlaczego instynkt życia wygasł już wśród nas? Dlaczego nie mamy nadziei, że potrafimy nadal tworzyć ciekawe życie budując wspierające relacje z innymi ludźmi? Dlaczego, nie mamy wiary, że jest to ciągle  możliwe?

Moja propozycja: bądź przygotowany na starość, a przygotowania zacznij czynić już dziś. Będziemy do tego tematu powracać na łamach GdL podając konkretne wskazówki.

Beata Niedźwiedzka

GdL 1 / 2022

Wyobraź sobie ... rok 2084 , cz. 2

Beata Niedźwiedzka

 <a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Radiology

Z PAMIĘTNIKA MEDYCZNEGO WYROBNIKA

Poprzedni odcinek

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084

Kalendarz 2084.JPG styczen

5/01/2084. Kredyt

Windykator bankowy  patrzył surowym wzrokiem na klientkę:

- Musimy zabrać pani mieszkanie – to pod hipoteką, na które wzięła pani 500 tysięcy kredytu.

- Dlaczego ? – Madalina była przerażona. Po policzku potoczyła się łza. Spłacała już 20 lat ten kredyt i doczekać się nie mogła, kiedy go zamknie – przecież zostało mi tylko 50 tysięcy !!!

- Dostaliśmy informacje ze służb medycznych, że złamała pani palce a to znaczy 3 miesiące na głodowym chorobowym. Jest pani radiologiem ,a do opisu potrzebuje pani palce. Nie będzie więc pani mogła tego kredytu spłacić

-Ale jak to ? To tylko 50 tysięcy!

Windykator patrzył znudzony - będzie  kara 50 tysięcy za zwłokę w spłacaniu i po 30 tysięcy odsetek z dodatkowymi opłatami wyjdzie jakieś 200 tysięcy do spłacenia

-Ale ja nie zrobiłam tego specjalnie. Miałam wypadek.

Windykator rozzłościł się – państwa osobiste wypadki nas nie interesują. Poza tym może  lepiej by było gdyby pani złamała komuś serce i zaszła w ciążę. Mielibyśmy jakaś gwarancję, że kredyt spłaci następne pokolenie

- Ale to niesprawiedliwe – jęknęła Madalina

-Szanowna klientko. Tu nie ma sprawiedliwości. Tu są umowy. Nie wywiązuje się pani z umów – zabieramy mieszkanie. Sama pani to podpisała. O tu – stuknął palcem w papierową umowę, gdzie widniał podpis Madaliny.

- Ile pieniędzy dostanę? Miałam 600 tysięcy wkładu własnego

- Hmm nie wiem czy w ogóle dostanie pani jakieś pieniądze. Musimy to mieszkanie upłynnić. Bank nie będzie tam przecież mieszkał. No może prezes banku, jeśli mu się spodoba. Ale on nie da dużo. Może jakieś 20 tysięcy w licytacji…

Widzi pani te wszystkie opłaty : windykacja, komornik, licytacja – jedna może druga lub trzecia. To robota dla ponad 20 ludzi. Każdy z nich chce dobrze zarabiać, więc zarabiają po 25 tysięcy. Pracują przecież dla banku i to renomowanego banku, z którego jesteśmy dumni. Dodatkowo opłaty dla sądu, powiadomienia pocztowe itd. – sama pani rozumie..

Beata Niedźwiedzka

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

GdL 1 / 2022

Randka z wirusem

Beata Niedźwiedzka

Do naszej redakcji przyszedł list::

Droga Redakcjo,

Całe życie jestem szarą myszką. Jednak od zawsze marzę, by związać się z kimś kto jest sławny, o kimś, o kim wszyscy mówią, takim z pierwszych stron gazet. Chciałam by moje życie przez to nabrało rumieńców.

Wybór padł na Koronawirusa Celebrytę.

Najpierw zaprosiłam go do znajomych, potem wprowadził się do mnie.

Pierwsze nasze noce były takie, że brakowało mi tchu. Miałam dreszcze. Rozpalił mnie chyba do temperatury powyżej 40 stopniu; chyba bo zupełnie straciłam głowę. W końcu odbił mi płuca. Od tego co ze mną robił do dziś bolą mnie mięśnie i mam zawroty głowy.

Chyba mam już dość.

Co robić, droga redakcjo, co robić?”

Ewelina z Ełku

<a href=

Źródło ilustracji: https://en.wikipedia.org/wiki/Dating

Jako szefowa działu łączności czytelnikami udzieliłam Ewelinie następującej odpowiedzi

Droga Czytelniczko,

Po pierwsze uważaj z kim się wiążesz. Koronawirus jest co prawda celebrytą, ale Ty celebrytką się już nie stałaś.

Co do Twego pytania:  Oficjalna strona rządowa zaleca w takich przypadkach 10 dniową randkę sam na sam w izolacji od innych. Po tym czasie powinnaś mu się znudzić. Po kilku miesiącach dojdziesz do siebie.

Gdyby jednak łajdak zaczął Cię dusić, wezwij pomoc, dostarczą Ci trochę tlenu.

Beata Niedźwiedzka

Szefowa działu łączności z Czytelnikami

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

P.S.. W wolnej chwili poczytaj

Wyobraz sobie... rok 2084

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1658-wyobraz-sobie-rok-2084

GdL 1 / 2022

Wyobraź sobie ... rok 2084

Beata Niedźwiedzka

<a href=

Źródło ilustracji:

https://en.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Ignacy_Witkiewicz

Z PAMIĘTMIKA MEDYCZNEGO WYROBNIKA

1/01/2084. Wywiad z @Osobą Nr2347876

Gdy zastanawiałam się nad przyszłością świata, zamknęłam oczy. I mojej wyobraźni ukazała się cudowna kraina. Słoneczna, kolorowa. Nowoczesne, przestronne domy, szerokie, czyste ulice. Uśmiechnięci ludzie. Wspaniale miasta. Chciałabym się w nim znaleźć. Nowy Wspaniały Świat był taki pociągający.

Gwiazdozbiór Woznicy

Źródło ilustracji:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Gwiazdozbi%C3%B3r_Wo%C5%BAnicy

Zamówiłam więc transport z pomocą @Gwiazdozbioru Woźnicy, przeniosłam się do Nowego Wspaniałego Świata i przeprowadziłam wywiad z @Osobą Nr2347876, której portret prezentujemy poniżej.

<a href=

Źródło ilustracji:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ef/Witkacy_Nova_Aurigae.jpg

@Osobą Nr2347876 potwierdza: Żyje nam się wspaniale. Pracujemy tylko kilka godzin dziennie. Poza tym odpoczywamy, zwiedzamy, medytujemy , uprawiamy jogę. Podłączamy się do komputerów i przebywamy w świecie wirtualnym. Postawą naszej egzystencji jest hasło: NIE POSIADAM  zapoczątkowane m. in. przez niektóre media pod koniec 2021.

Stan posiadania przestał istnieć, podobnie  jak gotówka. Pieniądze zakończyły swój żywot w 2030 , kiedy za radami @Niktlausa centralny rząd krainy wprowadził system punktowy, testowany już od 2020 roku w @Tinach. Są punkty gwarantowane i dodatkowe: ujemne i dodatnie. Dodatnie są za  dobre zachowanie, uczynność, bezkonfliktowość i posłuszeństwo. Ujemne za bałagan, przekorę i  brak współpracy. Od uzbieranych punktów zależy całe Twoje życie – gdzie mieszkasz, gdzie i czy w ogóle możesz wyjechać, co wolno Ci robić.

Wszystko stało się oparte na abonamentach: możemy mieć abonament na mieszkanie, samochód, pralkę czy lodówkę. Wszystko jest wynajmowane ale i tez zmieniane. Powstały abonamenty na ubrania czy buty, a nawet na męża/ żonę czy dzieci. Jeśli komuś się nie podobała żona czy mąż może  ją wymienić na inny egzemplarz, bardziej odpowiadający  oczekiwaniom.

Jak zapowiadał @Niktlaus w wyniku cyfryzacji pracę straciło ok 85 mln ludzi. Na szczęście pandemia Virus aureus mimo powtarzających się co 3 miesiące skutecznych przymusowych szczepień zabrały dużą część ludności, pozostawiając tylko 700 mln . Wciąż jednak sporo jest niepotrzebnych ludzi.

Zniknęły takie zawody jak: nauczyciel, gdy wprowadzono nowoczesne nauczanie online , lekarz – poprzez wprowadzenie komputerowych algorytmów medycznych opartych  na EBM , czy dziennikarz – bo po co, skoro można wszystkie informacje potrzebne  znaleźć na rządowej stronie informacyjnej.

Każdemu z nas został wszczepiony chip, multifunkcyjny aparat  nadawczo odbiorczy,  magazynujący także dane osobowe, medyczne, dane odnośnie ilości punktów oraz lokalizujący danego osobnika, by ten nie zginął lub tez nie poszedł tam gdzie nie powinien. Wtedy silny impuls elektryczny potrafi każdego sprowadzić na jego właściwą drogę.

Owszem na początku był kłopot. Była grupa osób która nie chciała się zgodzić, mówiła jakieś niedorzeczne teorie o prawie, sprawiedliwości czy wolności. Jak można coś takiego mówić, gdy na wyciągniecie ręki jest bezpieczeństwo i wygoda. Dzięki właściwym ekspertom udało się to logicznie wytłumaczyć dużej części społeczeństwa i uniknąć tego by ludzie robili głupoty.

Brak zrozumienia tak oczywistych spraw stał się  przyczyną  tragedii tych co się upierali, ponieważ odmówili właściwej opieki medycznej – szczepień i badań. Cóż po prostu nagle wyparowali, a może w ogóle nie istnieli, bo słuch po nich zaginął…..i brak o nich jakichkolwiek informacji.

Tak więc ludzie żyją pod łaskawą opieką naszych dobroczyńców  takich jak @Rosos, @Niktlaus czy @Gill Bates, którzy w międzyczasie stali się nieśmiertelni. Tak, dokładnie tak. Poziom nauki jest już taki, że jeśli jakiś narząd naszym dobroczyńcom się zużyje to zastąpią go innym poprzez  transplantację. A nikt  swojego narządu takim dobroczyńcom ludzkości nie odmówi, nawet jeśli by to znaczyło dla darczyńcy narządu śmierć. Bo dla nas wszystkich przedstawicieli szarych mas, zapewnienie nieśmiertelności naszym wielkim przywódcom , bezustannie zatroskanym o Dobro Ludzkości, jest najważniejszym zadaniem, jest celem naszego życia.

 2/01/2084. Awaria w szpitalu!

Rok 2083 zakończył się w naszym szpitalu 2753 niepotrzebnymi zgonami. Niestety niepotrzebna śmierć zabrała tez trójkę naszych pracowników : @Klaudię, @Judy@Paula. Na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Zaczęło się od tego, że w wyniku cięć finansowych  John Smith  stał się jedynym konserwatorem sprzętu szpitalnego. Od kilku tygodni był przepracowany. Zwykle solidny i zapobiegliwy przemykał się chyłkiem do jednej maszyny do drugiej trąc zmęczone oczy o smętnym spojrzeniu. Nie zauważył, że drobna, maleńka śrubka wypadła mu z kieszeni i potoczyła się w szczelinę maszyny skanującej. Tam też opadała w rytm pracujących wnętrzności skanera, aż wreszcie znalazła ostateczne miejsce.

Niestety wciskanie pewnych klawiszy podczas wpisywania nazwisk powodowało zaburzenia pracy mikroelementów co przełożyło się na nieprawidłowe wyniki. U tych wszystkich biednych nieszczęśników wynik badania brzmiał : rozsiana choroba nowotworowa.

Sytuację mógł jeszcze uratować @Olaf Paterson, gdyby zadumał się nad bezobjawowością owych chorych. Nie zadumał się jednak. Bo po pierwsze nie miał styczności z pacjentami, a po drugie rekomendowane przez niego do zakupu urządzenie skanujące wprawiało go wręcz w zachwyt. Poza tym to przecież ta maszyna poprawiała jego radiologów, nigdy odwrotnie. Biedaków mogli uratować też lekarze rodzinni, gdyby procedury badania przedmiotowego nie zostały wycofane w ramach działań przeciwpandemicznych.

Tak więc wyniki badań przesłane zostały pocztą elektroniczną do lekarzy rodzinnych, Ci wezwali szybko swoich drogich pacjentów i przekazali im z bólem serca ową straszną wiadomość.

Zmartwieni lekarze rodzinni wydali jeszcze skierowanie do psychologa i na  jedyną słuszną i właściwą w takich okolicznościach procedurę – @Uroczystą Eutanazję.

Zresztą przerażeni pacjenci tez tego chcieli, bo któż chciałby konać w cierpieniu i prowadzić życie niewarte życia. Czyż nie lepiej pożegnać się z bliskimi gdy jesteśmy w pełni władz fizycznych i umysłowych? Gdy w szpitalu  zorientowaliśmy w błędzie maszyny, znad krematorium unosił się jedynie dym….

3/01/2084.

Zaniepokojony @Administrator Ludzkości patrzył na morze falujących czarnych głów. Czego chcą Ci ludzie? I jak w ogóle mogło do tego dojść? Czy nie wprowadzono zakazu zgromadzeń ? Czy wysokie mandaty okazały się zbyt niskie?  Czy zasoby policyjno wojskowe okazały się zbyt słabe? Czy zawiodła szpiegująca sztuczna inteligencja ? Administrator był naprawdę przerażony. Dawaj mi tu prowodyra krzyknął do szeregowego @Kasprzaka.

Po chwili wprowadzono skutego kajdankami przywódcę i rzucono go na ziemię. Był to szczupły szatyn o mizernej twarzy w wieku około 30 lat.

- Czego żądasz? - srogo rzucił @Administrator Ludzkości

Przywódca podniósł głowę znad ziemi i zbolałym głosem wybłagał.

- Panie, panie… chcemy… chcemy wolności, chociaż od pasa w dół – wyszeptał szeregowy @Kasprzak.

Szerokie oblicze administratora rozpromieniło się. Ach tak… wolności od pasa w dół. A więc… Udzielam uprzejmej zgody. Ale ma być bez orgazmu! – pamiętajcie o tym zaleceniu. Orgazm jest zastrzeżony wyłącznie dla @Dobroczyńców Ludzkości. Ależ to oczywista oczywistość panie @Administratorze Ludzkości, że bez orgazmu. My nawet tak dokładnie nie wiemy na czym on polega, ale wiemy że jest to przyjemność tylko dla wybrańców losy, dla @Dobroczyńców Ludzkości.

4/01/2084. Dla dobra całej ludzkości

Zapotrzebowanie na szczepionki rosło każdego dnia. Ludzie pracujący przy ich produkcji nie wytrzymywali obciążeń. Zdecydowano się rozwinąć produkcję w oparciu o sztuczną inteligencję aby zwiększyć moce produkcyjne. Gdy przeglądałam serwisy prasowe prze moimi oczami  zaczęły wyskakiwać napisy: Brekaking News! Caution! Uwaga! Uwaga Pilne!

Dziś w nocy do naszej redakcji napłynęła poufna informacja. Otóż, w znanej firmie szczepionkowej produkującej szczepionkę przeciwko SARS COV 2 (niestety nie możemy ujawnić jakiej – groziłoby to sprawą w sądzie) doszło do fatalnego zdarzenia, które najprawdopodobniej zostanie utajnione. Sprawa dotyczy ampułek serii ZEA 451 27030-451 27952.

Sztuczna inteligencja obsługująca linię produkcyjną uległa awarii i przekierowała do puli szczepionek fiolki ze środkiem usypiającym dla zwierząt laboratoryjnych. Wydaje się, że injekcje nie będą śmiertelne, jednak są silnie neurotoksyczne i prowadzące do aplazji szpiku.

Czytelniku, jeśli ostatnio przyjąłeś szczepionkę lub ktoś Tobie bliski, zwłaszcza dzieci, udaj się natychmiast do lekarza by zapobiec tragedii. Sztuczna inteligencja ci nie pomoże! To musi być taki staromodny prawdziwy lekarz! Sztuczna inteligencja nie ma jeszcze opracowanych programów na takie pomyłki! Jak zdarzy się ich więcej, to opracujemy odpowiedni program i nie będziesz musiała fatygować się do doktora, chyba że będziesz bardzo i naprawdę chorą. Ta pomyłka zdarzyła się dla dobra całej ludzkości! Pamiętajcie o tym!

Beata Niedźwiedzka

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

GdL 1 /2022

Ciąg dalszy  "Wyobraź sobie ... rok 2084" pod linkiem

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1662-wyobraz-sobie-rok-2084-cz-2

Poprzednie odcinki pamiętnika medycznego wyrobnika

Z pamiętnika medycznego wyrobnika cz.1

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1304-z-pamietnika-medycznego-wyrobnika

Z pamiętnika medycznego wyrobnika cz.2

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1375-mozliwosc-wyboru-rozumiana-jako-dobro

Z pamiętnika medycznego wyrobnika cz.3

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1436-z-pamietnika-wyrobnika-czy-doswiadczenie-jest-wazne

Kto mianuje "ekspertów" na ekspertów?

Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl

Motto:

Ekspert to czlowiek, który przestał myśleć, on wie. F.L.Wright*

Ekspertów mamy teraz taki dostatek jak nigdy wcześniej w dziejach ludzkości. Wystarczy otworzyć telewizor lub radio, kliknąć na dowolną stronę internetową nie tylko w języku ojczystym ale i każdym innym, aby doznać szoku poznawczego w kwestii mnogości "ekspertów". Można zaryzykować tezę, że eksperci namnażają się z szybkością dorównującą koronawirusom, ze szczególnym uwzględnieniem SARS-CoV-2. 

Kto to jest ekspert?

Sięgnijmy po Słownik Języka Polskiego PWN, aby doprecyzować jak powinniśmy rozumieć określenie "ekspert". Otóż słownik mówi,  że:  (1) ekspert - to specjalista powoływany do wydania orzeczenia lub opinii w sprawach spornych lub też (2) osoba uznawana za autorytet w jakiejś dziedzinie 

Słownik niestety nie informuje kto powoduje "eksperta" na eksperta, jakie powinien on mieć wykształcenie i kompetencje. Jest więc to tytuł uzyskany w wyniku nadania według uznania. Nie wszystko da się ująć prozą w trudnym temacie rozważań o ekspertach.

Big B 2

 Proza życia i poezja definicji

W "Rymowankach do porannej kawy" mamy takie spostrzeżenia:

Ekspert, to taki gość z nominacji.

Ma mega przydział przeróżnych  racji.

Na każdy temat on dużo wie.

Więc mówi wszystko co tylko chce.

Jest też komitet. Nie, nie centralny !

Z umysłowości raczej banalny,

Powie co każą, podpisze wszystko,

Zwłaszcza gdy przelew bankowy blisko.

(Krystyna Knypl)

Źródło:

 https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/51-artykuly-redaktor-naczelnej/1481-rymowanka-do-porannej-kawy

 Szczepić jak to łatwo powiedzieć!

Następny problem jest następujący: czy jeżeli jakiekolwiek medium uzna kogoś za "eksperta" to czy owo uznanie rozciąga się na obowiązkową akceptację przez wszystkich ludzi? Czy mogą oni powołać swoich "ekspertów" lub też dokonać aktu "auto-nominacji" na eksperta? Na przykład: czy absolwent wydziału weterynarii może być tytułowany ekspertem ds leczenia / szczepienia ludzi? Zwierzęta domowe muszą być obowiązkowo szczepione przeciwko wściekliźnie. Czy wiedza posiadana przez lekarza weterynarii na temat tego szczepienia jest tożsama z wiedzą o szczepieniu ludzi na wszystkie choroby, a zwłaszcza COVID - 19? Jedyne co łączy te dwie choroby to czynnik etiologiczny w postaci wirusa. Jednak wirus wirusowi nierówny i SARS-CoV-2 oraz Rabies virus to zupełnie różne wirusy! Czy wystarczy poczytać doniesienia naukowe w języku angielskim aby zostać "ekspertem" od innych szczepień stosowanych u ludzi? Nie wystarczy! Wskazania do wykonania każdego szczepienia u ludzi ustala lekarz po osobistym zbadaniu pacjenta. Lekarz ten musi mieć  czynne prawo wykonywania zawodu lekarza (PWZ) w Polsce! Nie istnieje zawód "eksperta" ani "prawo wykonywania zawodu eksperta" uprawniające do wydawania zaleceń ludziom na temat szczepień lub innych zabiegów medycznych.

Wyjątki zdarzają się

W rzymskim prawie procesowym obowiązywała zasada audiatur et altera pars, czyli wysłuchajmy też drugiej strony. Zastanówmy się zgodnie z tą wielowiekową regułą  w kwestii następującej: czy osoba mająca tytuł lekarza uprawniający do leczenia ludzi mogłaby uważać się za "eksperta" w dziedzinie weterynarii? 

Nie znamy takiego przypadku aby lekarze zajmujący się leczeniem ludzi z zapałem komentowali w przestrzeni publicznej leczenie zwierząt! Są oczywiście jednostkowe wyjątki od tej reguły. Z rzetelności dziennikarskiej podajemy dwa znane nam przypadki, będące de facto wyznaniem konfliktu interesów, w języku angielskim zwanym disclosure.

Oto nasze disclosure:

Beata - wielokrotnie asystowała przy zabiegach chirurgicznych wykonywanych na zwierzętach przez jej Tatę, lekarza weterynarii. Ma ona specjalizację zabiegową, którą wybierają oraz wykonują osoby obdarzone talentem manualnym.

 Kitanka w całej swej urodzie

Krystyna -  konsultowała kilkakrotnie echokardiogramy pewnego zaprzyjaźnionego kota z kardiomiopatią przerostową, imieniem Kitanka (prezentującego się w całej swej kociej urodzie) na zdjęciu powyżej. Krystyna posiada tytuł dr n. med. uzyskany na podstawie obrony pracy naukowej pod tytułem "Zastosowanie ultrasonokardiografii do oceny działania leków wpływających na stan czynnościowy mięśnia sercowego" (1974 r.). W obu przypadkach nominacje na eksperta miały prywatny charakter, a wyrażone opinie nie miały charakteru opinii obowiązującej wszystkie koty krajowe oraz zagraniczne na całym świecie.

Beata Niedźwiedzka, Krystyna Knypl

Z ostatniej chwili! Breaking news!

Kitanka nadesłała do redakcji GdL podziękowanie za konsultację oraz medialne nagłośnienie ;)

Są jeszcze wdzięczne koty na świecie! O czym informujemy z wielką radością!

p.s. Jak możemy podsumować rozważania o ekspertach. Najcelniejsze chyba będą następujące słowa:

Ekspert to człowiek, który ma coraz większą wiedzę w coraz mniejszym zakresie, aż wreszcie wie absolutnie wszystko o niczym. Niels Bohr

BN & KK 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

*F.L. Wright - więcej

https://pl.wikipedia.org/wiki/Frank_Lloyd_Wright

Covidowa dziewczynka z zapałkami

Beata Niedźwiedzka

Motto:

Dziewczynce z zapałkami
ogrzej zmarznięte dłonie.
Daj jej, Boże, dom ciepły,
w którym kominek płonie.

Emilia Waśniowska, Modlitwa za Hansa Christiana Andersena

Źródło:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dziewczynka_z_zapa%C5%82kami

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Dziewczynka  chciała coś kupić parę prezentów dla mamy i taty oraz dla siebie. Była dziesięcioletnią dziewczynką z dwoma cienkimi warkoczykami na głowie. Wzięła kilka starych, ale nadal ładnych  bombek, parę lampek, oraz zniczy, które zostały po Święta Zmarłych.

Stanęła pomiędzy tym starym kościołem a cmentarzem w nadziei, że przechodzący obok ludzie zainteresują się jej skarbami.  Jednak ludzie, jak to ludzie, szli przed siebie, nie oglądając się na boki i nie zauważając stojącego w ciemnościach dziecka. Dziewczynka z zapałkami postanowiła więc zapalić świeczkę.

Zapałka pierwsza

Trochę tej świeczki żałowała, bo była elegancka, ale wiedziała, że nie ma innego sposobu by ludzie ją dostrzegli wreszcie. Drżącymi rękami wzięła pierwszą zapałkę.. prask… Światło padło na srebrną bombkę. W bombce tej dziewczynka zobaczyła  koleżanki oraz kolegów ze swojej klasy. Zobaczyła tych, których najbardziej lubiła i tych, którzy ją lubili, a także panią wychowawczynię. 

Jaka szkoda, że takich prawdziwych klas już nie ma. Są teraz lekcje on line. Są, ale nie dla niej. Mama nie chodzi do pracy . A jak nie chodzi do pracy to nie ma pieniędzy. Więc nie płaciła za internet…. Ostatnio pani ze szkoły napisała, że dziewczynka chyba nie będzie klasyfikowana do następnej klasy ponieważ  od dawna jest nieobecna na lekcjach….

Zapałka druga

Zapałka pierwsza nie zapaliła świeczki ponieważ wił silny wiatr. Potrzebna była następna zapałka aby zapalić świeczkę. Słaby płomyk drugiej zapałki padł znów na srebrną bombkę i pokazała się mama, która nie zapłaciła za internet. Mama kochała dziewczynkę, ale kochała też mężczyznę, swojego nowego partnera. A ten mężczyzna kochał jej mamę , lecz dziewczynkę już nie bardzo. Zwłaszcza teraz, gdy mama nie zarabiała pieniędzy. Podobno ich brakowało. Dlatego dziewczynka słyszała ostatnio, jak oboje ściszonym głosem mówią, ze może by tak zamieszkała u ojca w Anglii, bo tam byłyby lepsze warunki….  Znów zawiał wiatr i zapałka zgasła….

Zapałka trzecia

Znów ciemność. Coraz ciemniej i zimniej. Już ostatni ludzie wracają do domu. Domu, którego dziewczynka nie ma. Może jak kupi prezenty, to zmienią zdanie…

 Bierze więc trzecią zapałkę. Trzask. Jest płomień. I znów w bombce widać kogoś. Tym razem jest to ojciec zamieszkały w Anglii, do którego dziewczynka ma być wysłana. Ubrany w garnitur od Marks and Spencer, uśmiechnięty. Takim go zapamiętała, gdy był w Polsce dwa lata temu. Potem zadzwonił.” Nie mogę się z Tobą spotkać kruszynko. Granice zamknięte. Samoloty nie latają. Jest Covid. Mieszkaj u babci. Potem już nie dzwonił. Nawet prezentu nie przysłał. A tak czekała. Może umarł?   Zgasła trzecia zapałka, ponieważ zaczęło padać.

Zapałka czwarta

Niech wreszcie któraś zapali świeczkę. Konieczna jest kolejna. I znów. Trzask …  Dziewczynka bierze bombkę i zapałkę. W bombce widać babcię. Ona jedna ją kochała. Wzięła ją do siebie, gdy matka i ojciec jej nie chcieli. Dawała jeść, dbała, choć tej emerytury miała nie za wiele.

Babcia chodziła do sklepu lub do przychodni po receptę i niestety zachorowała na Covid. Dusiła się, gdy zabierali ją do szpitala. Mama  po kilku dniach powiedziała, ze jest na respiratorze. Babcia umarła dwa miesiące temu. Pochowali ją w czarnym worku. Podobno zapisała przed śmiercią list do wnuczki, ale został spalony, ponieważ palone są wszystkie rzeczy pacjentów, którzy umierają na Covid. Dziewczynka nie mogła być na pogrzebie…. Potem zamieszkała u mamy… Ta zapałka gasnąc poparzyła palce. Jak boli…

Zapałka piąta i ostania…

Okręt, który choć jedną cumą kotwiczy się na wybrzeżu, nie odpłynie. Jednak, gdy straci wszystkie cumy odpływa w nieznanym kierunku…. Podobnie jak dusza…

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 11 / 2021

Z pamiętnika medycznego wyrobnika, część 1

Beata NIedźwiedzka

Tak zwany ekspert prawdę Ci powie?

Gdy przed wielu laty odbierałam z rak dziekana dyplom ukończenia Akademii Medycznej, po uprzednim złożeniu przysięgi Hipokratesa, byłam przekonana, ze dysponuje wystarczającą wiedzą, by pod okiem starszych lekarzy nabywać  własnego doświadczenia, uzupełnionego  lekturą  nowych książek. W tej postawie dostatecznego wykształcenia, umacniały mnie także  uwagi niektórych poproszonych o rade kolegów ” no przecież mamy takie same dyplomy…” W owych czasach za to co robimy z pacjentem odpowiadaliśmy przed własnym sumieniem, drugim człowiekiem i ordynatorem. No i ewentualnie przed sądem, ale raczej się to nie zdarzało, gdyż staraliśmy się nie popełniać błędów. Po prostu konsultowaliśmy  zawczasu wątpliwe kwestie z innymi. Pacjent jak był wdzięczny to przynosił kwiaty , czekoladki, kawę ; jak był niezadowolony to szedł do kogoś innego. Czasem tylko były jakieś większe awantury.  Tak było kiedyś.

Nowe słowa w ochronie zdrowia

Z biegiem czasu słowo lekarz coraz bardziej było zastępowane słowami personel medyczny , służba zdrowia, aż wreszcie  świadczeniodawca czy usługodawca a słowo leczenie zamieniło się na usługi medyczne. Wraz z tym zmieniało się tez nastawienie społeczne. Bo jeśli lekarza obdarzało się szacunkiem, to od służących służby zdrowia oczekiwało się wykonania usługi na najwyższym poziomie, co wkrótce zaczęto badać za pomocą ankiet. Ocenie podlegało nie tylko skuteczne leczenie, ale także ilość i zakres wystawianych zleceń, łatwość uzyskania upragnionego leku czy badania, punktualność wizyty, zdolności komunikacyjne lekarza a nawet jego  ubranie czy porządek na biurku. Swoje kwestionariusze przygotowały tez duże korporacje medyczne, w których istotnymi punktami były : koszt przeciętnej wizyty i ogólna satysfakcja pacjenta, wyliczona z  ankiet pacjentów.

Oczekiwania rosną

Rosły oczekiwania i roszczenia pacjentów. Coraz mniej był brany pod uwagę  sukces w leczeniu i chęć pomocy drugiemu człowiekowi, czyli to co było kiedyś nadrzędnym celem. By jeszcze bardziej uwidocznić tę zmianę w postrzeganiu społecznym przytoczę dosłownie treść skargi, którą dostał oddział położniczo-ginekologiczny w którym kiedyś pracowałam. Skarga dotyczyła komplikacji , które wystąpiły w czasie trudnego porodu powikłanego dystocją barkową  Oto ona: Z uwagi na to, ze dostaliśmy TOWAR uszkodzony (złamanie obojczyka u dziecka) żądamy udzielenia nam RABATU na usługę znieczulenie ZOP do porodu . Różnicę prosimy wpłacić na nasze konto…”

Pamiętam jak weszły rekomendacje. Kiedyś były niezobowiązująca wskazówką i cennym uzupełnieniem książek dla młodszych kolegów. Stopniowo jednak stawały się coraz bardziej stanowczym nakazem, krępującym  myślenie i inny sposób postepowania, nawet logiczny i uzasadniony w danym przypadku. Doszło do tego, że lekarze nie stosujący się do tych zaleceń są piętnowani, a nawet ryzykują konsekwencjami prawnymi.

Gdzieś w połowie mojej kariery zawodowej pojawiło się pojęcie eksperta, czyli człowieka o szerokim i niekwestionowanym zakresie kompetencji, o głębokiej wiedzy, zarówno praktycznej, jak i teoretycznej. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, ze niejasne są kryteria uzyskania tytułu eksperta i sposoby jego nominowania, w tym określenia osób, które nadają ten tytuł. Czasem ekspertem stawał się ten, kto siedział za stołem przykrytym czerwonym obrusem, w przeciwieństwie do profesorów i klinicystów zajmujących miejsce przed stołem. Ekspertów powołują tez w dowolny sposób różne instytucje i stowarzyszenia. Bywa, że ekspertem w dziedzinie medycyny nazywa siebie osoba, które w ogóle nie jest lekarzem.

Paragrafem w doktora albo droga do nikąd

Nie mam nic przeciwko mądrym ludziom wnoszącym swój cenny wkład w rozwój medycyny, jednak boję się coraz bardziej opresyjnych rekomendacji połączonych z prawnymi represjami, produkowanych przez ekspertów z nadania.

Obawiam się, ze system, który się wyłania może być w kompletnej niezgodzie z naszą wiedzą, logiką i sumieniem. I niestety będziemy się musieli podporządkować, bo jesteśmy TYLKO usługodawcami. Z czasem w ogóle nie będziemy potrzebni, bo rekomendacje może wprowadzić w zycie dowolny człowiek z ulicy lub maszyna.

Następny odcinek:

Z pamiętnika medycznego wyrobnika, część 2

Beata Niedxwiedzka Coventry 1

Beata Niedźwiedzka

GdL 7 / 2021

 

 

Dendrologia w wydaniu rodzinnym

Alicja Barwicka

Nie bez powodu zwykło się przyjmować drzewo jako symbol graficzny trwania rodów. Drzewo ma zawsze jakiś początek w postaci pnia, z czasem tworzą się gałęzie, część z nich bujnie się rozrasta, część wręcz odwrotnie, bo też i każde drzewo jest inne. W zakresie rozrastania się lub nie ludzkich rodzin jest podobnie, bo one także różnią się między sobą. Upływający czas kształtuje te nasze rodzinne drzewa pokazując ich niewątpliwe piękno, ale też pozwala na ukrywanie wśród gałęzi i liści cech, które dla osób postronnych nie powinny być od razu widziane. Tak jak w przyrodzie są drzewa stare, w których ocalała rodzinna dokumentacja pozwala lokalizować pień, z którego powstawał ród na XVII - XVIII wiek, ale są i całkiem młode drzewka, bo z jakiś przyczyn początek rodziny osadzamy w okresie półwiecza, czy raptem wieku temu.  

Polski drzewostan zawsze był zróżnicowany

Po zakończeniu wojny opisywana wcześniej rodzina Marty i Antoniego Kowalskich  starała się w Człuchowie odnaleźć spokój i stabilizację, nie zaprzestając poszukiwań drogi powrotu do Bydgoszczy. Najstarsze córki Basia i Jadzia romansowały z przyszłymi mężami, a Halinka, Gosia i Milena pilnie odrabiały zaległości edukacyjne. W tym czasie, w sporej odległości od Człuchowa wyrastało sobie całkiem inne rodzinne drzewo. Od zawsze klepało biedę i było do niej przyzwyczajone, ale i tak, jak na pierwsze lata powojenne miało się bardzo dobrze, bo też i mocno zapuściło korzenie na mazowieckiej równinie. W tej „najbiedniejszej z biednych” rodzinie założonej w początkowych latach XX wieku przez Mariannę z domu Uleńską i Bolesława Stefańskich bieda panowała zawsze. Bolesław był robotnikiem rolnym, czyli sam nie posiadał nic. Pamiętajmy, że  w tamtym czasie polscy robotnicy rolni stanowili najniższą warstwę ludności wsi. Uzależnieni od dziedzica i jego administracji albo od swego gospodarza, pozostawali w systemie zależności osobistej, co odczuwano jako pozostałość stosunków feudalno-pańszczyźnianych. W strukturze społecznej przedwojennej Polski ta grupa stanowiła aż 25%  mieszkańców, co tylko oddaje stan poziomu gospodarczego kraju, który dopiero dźwigał się z niebytu ekonomicznego po odzyskaniu niepodległości. Źródłem środków utrzymania rodzin robotników rolnych była dorywcza praca w majątku lokalnego właściciela ziemskiego. Dziedzic pozwalał nielicznym na bardziej trwałą formę zatrudnienia we dworze, lub w posiadanych włościach. Pozostali mieszkańcy wsi mogli liczyć tylko na doraźne wykonywanie  nisko opłacanej pracy zależnie od aktualnych potrzeb ziemianina. Kiedy dziedzic był człowiekiem życzliwym okolicznym bezrolnym chłopom, pozwalał zbierać chwasty ze swoich upraw i stąd na chłopskich stołach tak bardzo popularna była wówczas zupa z lebiody.

<a href=

Źródło ilustracji:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/cb/Robotnik_28.10.1931.jpg

Dał nam przykład Bonaparte

Sytuacja polityczna i gospodarcza Polski we wczesnym okresie międzywojnia i raczkujący dopiero polski przemysł nie mógł wchłonąć ogromnej liczby chętnych do pracy, stąd większość osób z najniższych warstw społecznych nie miała żadnych szans na poprawę swojego bytu. Ówczesna Europa dysponowała wiedzą o poziomie biedy polskich robotników rolnych. 3 września 1919 roku pomiędzy rządem RP i Republiki Francji zawarta została Konwencja w przedmiocie emigracji i migracji oraz protokół dodatkowy do tej Konwencji. Ten akt prawny legalizował emigrację zarobkową obywateli obu krajów zapewniając obustronnie respektowanie obowiązujących praw pracowniczych, w szczególności realizowaną przez właściwe państwo opiekę socjalną i zdrowotną. W w/w dokumencie czytamy między innymi: „Rząd Polski i Rząd Francuski postanawiają:

1. Udzielać wszelkich ułatwień administracyjnych mieszkańcom każdego z obu krajów, pragnącym się udać jednostkowo w celach zarobkowych do drugiego kraju lub powracających do ojczyzny…

2. Zezwalać na zbiorowe kontraktowanie robotników w jednym z obu krajów na rachunek przedsiębiorstw, znajdujących się w kraju drugim, z zachowaniem warunków wyszczególnionych w niniejszej konwencji.”

Dzięki takim uwarunkowaniom wielu polskich obywateli, w tym w szczególności robotników  rolnych skorzystało z szansy legalnego zatrudnienia, a tym samym zarobkowania na terenie Francji. Wyjechało wielu, a dzięki ich ciężkiej, ale przede wszystkim regularnie opłacanej pracy we francuskich fabrykach, kopalniach i gospodarstwach rolnych poprawiał się przez następne lata byt pozostawionych w Polsce rodzin.  W 1939 roku przybrały na sile pogłoski o zbliżającej się wojnie, co miało istotny wpływ na podejmowanie przez polskich emigrantów decyzji w sprawie powrotu do kraju. Duża część wybrała emigrację i do Polski nie wróciła. Z możliwości legalnego wyjazdu do pracy na terenie Francji skorzystał również Bolesław Stefański i przez kilka lat pracował fizycznie w kopalni węgla kamiennego w okolicach Lille, wspierając finansowo pozostawioną w Polsce rodzinę. Chociaż nikt nie sądził, że wojna potrwa tak długo i że przyniesie taką masę zbrodni, to ojciec rodziny nie chciał jej pozostawiać samej w niepewnym czasie i tuż przed wybuchem wojny wrócił do swoich.

Bieda w sąsiedztwie palacu

Co prawda rodzina Stefańskich przeprowadzała się kilkakrotnie, ale zawsze były to lokalizacje położone w niezbyt dużej odległości. Młode małżeństwo Marianny i Bolesława rozpoczęło swoją wspólną drogę w małej wsi Psary, położonej w powiecie płockim, gminie Drobin. Tam też w październiku 1923 roku przyszedł na świat ich pierworodny syn Stanisław. W niedługim czasie przenieśli się nieco bardziej na południe do znacznie większej wsi Staroźreby, gdzie w imponującej rezydencji otoczonej rozległym parkiem mieszkał dziedzic tych ziem. Znaczną część majątku zajmował klasycystyczny pałac, będący wynikiem rozbudowy starego dworu, a raczej renesansowej willi wzniesionej w XVI wieku jako rezydencja biskupa chełmskiego Wojciecha Staroźrebskiego. W obecnym kształcie pałac powstał około 1800 roku według projektu słynnego na przełomie XVIII i XIX wieku architekta warszawskiego Hilarego Szpilowskiego dla Onufrego i Ludwiki Bromirskich właścicieli tych ziem do 1875 roku. W kolejnych dziesięcioleciach właścicielami majątku były polskie rodziny ziemiańskie, a jako ostatnia przed wojną rezydowała tu rodzina Karnkowskich. Pałac był otoczony pięknym, zadbanym parkiem z licznymi stawami, starodrzewem (między innymi kilkusetletnią topolą, alejami grabowymi) i słonecznymi polankami. Do tej rozleglej, otoczonej murem posiadłości prowadziła neogotycka brama z krzyżem na szczycie. Współcześnie cały kompleks jest ponownie własnością prywatną, istnieje więc szansa, że zarówno mocno zniszczony pałac jak i zaniedbany park odzyskają jeszcze kiedyś swój dawny blask. Przeprowadzka do Staroźreb nie poprawiła bytu młodej rodziny, nadal nie mieli własnego domu i zajmowali jedynie przydzielone im niewielkie izby w dworskich zabudowaniach. Mieli tu jednak bliżej do dworu, tym samym łatwiej było zdobyć nawet dorywczą pracę, a z takiej się głównie utrzymywano.

Czekoladowa rzeczywistość

Chociaż rodzina była biedna, to wypracowano w dzieciach potrzebę kształcenia. Wiejska szkoła w której wraz z innymi równie biednymi dzieciakami rozpoczynała edukację czwórka (Stanisław, Edek, Ircia i Zosia) z pięciorga rodzeństwa Stefańskich nie mogła ich wiele nauczyć, ale rozbudziła marzenia o innym, lepszym życiu. Tylko najmłodszy Janek urodzony w 1933 roku nie zdążył rozpocząć edukacji przed 01 września 1939 roku. Do rodzinnej historii przeszła opowieść Stanisława o swoim szkolnym koledze, który w odpowiedzi na pytanie nauczyciela kim chciałby zostać jak dorośnie, odpowiedział „fabryką czekolady” . Taka odpowiedź była dla słuchających kolegów szczytem odwagi i to wcale nie przed wyśmianiem. To była deklaracja sięgnięcia w życiu po coś dla ich środowiska absolutnie nieosiągalnego, bo przecież żadne z tych dzieci nie tylko nie znało smaku czekolady, ale też nic nie wskazywało na to, że mogą go kiedyś poznać. Marianna była tylko prostą wieśniaczką, ale w domu regularnie czytano periodyk „Robotnik”, były książki, które czytano dzieciom, póki same tej umiejętności nie nabyły. Cała rodzina była uzdolniona muzycznie i chociaż nie było można nawet marzyć o zapewnieniu rodzeństwu profesjonalnego wykształcenia w tym kierunku, to elementarną wiedzę dzieciarnia zdobywała sama. W domu grano na darowanych przez kogoś skrzypcach i na akordeonie oraz śpiewano „na głosy”. Wszystkie dzieci były ciekawe świata, chciały go poznawać. W tym bardzo biednym domu panowało przekonanie, że tylko zdobycie wiedzy pozwoli na poprawę bytu. Tymczasem jednak Bolesław z najstarszymi synami Stanisławem i Edkiem aż do wybuchu wojny zajmowali się przede wszystkim dworskimi końmi. Ponieważ dziedzic był z ich pracy zadowolony, to z czasem na ten rodzaj zajęcia uzyskali swojego rodzaju patent. Praca nie była lekka, bo obejmowała nie tylko opiekę nad stajniami, ale i ujeżdżanie koni. Powoli dworskie konie stały się ulubionym tematem codziennych rozmów w domu do tego stopnia, że nie mogąc sobie wyobrazić sceny ognia wypadającego z obłoku opisanej w pięknej polskiej kolędzie (Z narodzenia Pana) chłopcy podczas śpiewu spokojnie zamieniali słowo „obłok” na „obrok”, bo w końcu dawali tę paszę koniom każdego dnia i taka scena była dla nich bardziej rzeczywista. Sytuacja ekonomiczna rodziny poprawiła się w niewielkim zakresie dzięki pracy Bolesława we francuskiej kopalni, ale przez wybuch wojny bieda szybko tu powróciła.

Maszyna do produkcji czekolady

Źródło ilustracji:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czekolada#/media/Plik:Chocolat_broyeuse.jpg

Marzenia do przechowania

Kiedy wybuchła wojna całą ludność w Polsce, w tym również rodzinę Stefańskich dotykały wszystkie dolegliwości dnia codziennego, zwłaszcza narastająca bieda, głód, lęk o życie, możliwe represje ze strony niemieckiego okupanta grożące za każde podejrzenie o niesubordynację. W siedmioosobowej rodzinie Stefańskich wybuch wojny nie zmienił tylko stale towarzyszącej im biedy, a dodatkowo zniweczył marzenia dzieci dotyczące edukacji. Ojciec rodziny z racji wieku i stanu zdrowia nadwątlonego ciężką, fizyczną pracą we francuskiej kopalni nie został wcielony do armii. Już od początku wojny żeby mieć co jeść nadal zajmowano się końmi, chociaż już nie tylko dworskimi, ale i tymi będącymi na wyposażeniu wojska. Poza sprzedażą tego, co wyrosło w przydomowym ogródku było to główne źródło niewielkiego dochodu rodziny. Dzieci nie mogły się kształcić, a ich marzenia o edukacyjnej drodze do osiągnięcia celu jakim byłby lepszy los zostały póki co odłożone na później. Musiały się zadowolić pomocą w gospodarstwie, chowaniem w ziemiance kartofli przed Niemcami i wędrówkami na targ z warzywami, nieraz nawet z  towarem deficytowym np. kurą, by móc sprzedać towar równie biednym jak oni, a za uzyskane środki kupić potrzebne aktualnie leki, czy nieco ziarna pod zasiew. Te piesze wyprawy dla ówczesnych nastolatków Stasia i Edka bywały czasem bardzo niebezpieczne, a jedna z najdłuższych kiedy po sól - szli pieszo do Warszawy (odległość ok. 120 km) z towarem przez cztery dni bocznymi drogami, śpiąc w stogach siana i chowając się przed patrolami niemieckimi obfitowała w taką masę przygód, że mogłaby stanowić tło dobrej sensacyjnej fabuły. Była wojna i było nie tylko głodno, ale i bardzo niebezpiecznie również dla dzieci. W najbliższej okolicy ciągle pojawiali się Niemcy. Marianna jak każda matka chroniła przede wszystkim dzieci. Dziewczynki postanowiła „przechować” u dalszych krewnych w okolicy mniej przez okupanta nawiedzanej. Ircia rozumiała konieczność rozstania z najbliższymi, ale młodszej, wówczas jedenastoletniej Zosi zupełnie taki pomysł nie odpowiadał, chciała być we własnym domu, postanowiła więc uciec. Podczas tej eskapady trafiła na znudzonego niemieckiego żołnierza, który goniąc dziewczynkę zaczął ją ostrzeliwać z posiadanej broni. Uratowała ją znajomość terenu dzięki czemu mogła się ukryć, bo w bezpośredniej ucieczce przez pola nie miałaby żadnych szans. To doświadczenie zapamiętała na całe życie. Stanisław i Edek byli świadomymi nastolatkami i koniecznie chcieli walczyć z najeźdźcą. Byli zbyt młodzi na legalny pobór, ale snuli plany alternatywnych dróg walki. Chociaż rodzice pilnowali, by nie udało się tych planów zrealizować, to pełni zapału chłopcy podejmowali  próby… Napiszę o tym w kolejnej odsłonie rodzinnych losów.

Alicja Barwicka

GdL 7 _ 2021

Moje wcześniejsze artykuł z serii Świat się zmienia, pisz wspomnienia

1. Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Nieustający czas wojny

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1080-swiat-sie-zmienia-pisz-wspomnienia-nieustajacy-czas-wojny

2. Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Czas pokoju czy niepokoju?

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1135-swiat-sie-zmienia-pisz-wspomnienia-czas-pokoju-czy-niepokoju

3. Świat się zmienia, pisz wspomnienia: W jedności siła

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1136-swiat-sie-zmienia-pisz-wspomnienia-w-jednosci-sila

Porozumienie Jeleni albo IV Rzeczpospolita Medyczna - tekst napisany w 2006 r.

porozumienie jeleni400

Fragmenty wyjęte z pamięci 

Środa, 20 sierpnia 2006 r.

Krystyna Knypl

IV Rzeczpospolita Medyczna będzie śliczna, taka trochę zagraniczna, cyniczna, niepraktyczna, eklektyczna, tragiczna, dramatyczna, i dlatego mówię ci, kolego, minister zarządził burzę mózgów, nasz Zeus gromowładny, ładny, zaradny, paradny, bezradny.

Czytaj więcej: Porozumienie Jeleni albo IV Rzeczpospolita Medyczna - tekst napisany w 2006 r.

Zakochany tenor

Krystyna Knypl

Wstęp

Marcowe dni nigdy nie mają zdecydowanego charakteru. W powietrzu nie czuje się już zimy, ale też nie da się powiedzieć, że nadeszła wiosna. W taki nie-wiadomo-jaki-dzień może nie wiadomo co się zdarzyć – to oczywiste i w historii ludzkości jest wiele dowodów na potwierdzenie, że bywa to ten dzień naprawdę niezwykły.

W niewielkim mieszkaniu przy placu Politechniki w Warszawie mężczyzna postawił na stole talerzyk z białym serem i bez pośpiechu zasiadł do śniadania. Ubrany był w trochę staromodną bordową bonżurkę, którą pod szyją wieńczył gustowny fular w zbliżonej tonacji kolorystycznej. Dochodziła godzina jedenasta. Z zegara wyskoczyła kukułka i rozpoczęła swojej uporczywe kuku-kuku. Nieoczekiwanie dźwięki wydobywające się z zegara zagłuszył dzwonek telefonu.

Czytaj więcej: Zakochany tenor

Swingowo-pandemiczne refleksje muzyczne

swing1939 2011 1000

Lektura na karnawał

Aleksandra Zasimowicz

Jak świat światem na lekcjach historii uczy się o wielkich wojnach, sojuszach, bitwach przegranych i wygranych. Łupy bywają większe i mniej znaczące, dające krócej lub dłużej trwające zyski bądź straty. Historia nazywa to porządkiem świata i usiłuje nas, maluczkich przez swoje meandry przeprowadzić. Kiedy świat leczył rany po I wojnie światowej, już do głosu usiłowali dochodzić ci, którzy z jej wyników zadowoleni nie byli. Zanim nadszedł wielki kryzys, zaczęły się szalone lata dwudzieste, lata trzydzieste. Na czym polegało to szaleństwo? Świat starał się udawać, że nie widzi zniszczeń po I wojnie i zachowywał się tak, jakby już czuł, że nadejdzie kolejna wojna, przed którą trzeba wszystko odbudować, zgromadzić i znów posiadać. Lata dwudzieste to również wielka epidemia hiszpanki. Dzisiaj, kiedy bogata, choć niemłoda Europa nie może sobie poradzić z kolejnym pomorem, nikogo nie trzeba przekonywać, jak straszne było to doświadczenie dla współczesnych.

Czytaj więcej: Swingowo-pandemiczne refleksje muzyczne

Taneczne ekspresje

Tango400

Aleksandra Zasimowicz

Czy taniec to szaleństwo naszych czasów? Otóż nie! Taniec istnieje znacznie dłużej niż sięga nasza pamięć, a nawet tak zwana pamięć zbiorowa. Towarzyszył ludziom od zarania dziejów i był obecny w codzienności pierwszych cywilizacji. Każde plemiona miały swoje rytuały przejścia i zawsze towarzyszył im grupowy taniec. Przed walką wojownicy dodawali sobie odwagi, wykonując rytualne tańce. Szaman, nim brał się za leczenie, wykonywał taniec, który dawał mu boskie prawo uzdrowienia. Powstałe przed nastaniem naszej ery malowidła naskalne przedstawiają nie tylko sceny polowań, ale i tańca. Dawid tańczył przed Arką, Salome przed Herodem, a Estera przed Aswerosem. Opisy tańca znajdują się nie tylko w Biblii, ale i w antycznych tekstach, chociażby u Homera. Może to właśnie powszedniość zjawiska była przyczyną, że całkiem niedawno kreatywny, a niekoniecznie pilny uczeń mógł na maturze zdawać historię tańca. Te nowatorskie pomysły edukacyjne dzisiaj są przeszłością, więc nie dowiemy się, czy zakres wiedzy obejmował też break dance lub capoeirę.

Czytaj więcej: Taneczne ekspresje

Władca Pieczątki, rozdział 4

Mohito250

Krystyna Knypl

Rozdział 3

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1005-anatomia-na-szpilkach-1-2

Rozdział 4

Między fikcją a rzeczywistością

Madame De Ma Gog wróciła do domu przed północą. Dzieci już spały ułożone do snu przez meksykańską nianię. Adam siedział przy komputerze, sączył mojito i intensywnie klikał, ani na chwilę nie przestając kląć. Rozkojarzonym wzrokiem spojrzał na żonę. A może by tak… – pomyślał omiatając wzrokiem perfekcyjną kobiecą sylwetkę. Jednak po chwili przypomniał sobie, co przy barze powtarzał stary Rodriguez: „Kiedy sączysz swe mojito, nie zadawaj się z kobitą”.

Mohito 2

Dlaczego tak siarczyście klniesz? – zapytała męża Madame De Ma Gog i czule pogłaskała go po przerzedzonej czuprynie, a właściwie po łysinie kończącej się gdzieś na potylicy. Czy to od nadmiernego napromieniowania rentgenowskiego ci wszyscy interwencjoniści są tacy nie za mocno uwłosieni? Co drugi łysy, a co pierwszy przerzedzony, ani jednego z gęstą czupryną – pomyślała.

– Popatrz! Nasza sieć klinik interwencji wewnątrznaczyniowych w Sarmalandii ma kłopoty – odpowiedział Adam. – Obcięli finansowanie! Ten Kalasanty Ustawka - Sięzdziwiłł tak ich załatwił, gdy był ministrem. Koledzy szukają ratunku, napisali nawet list do redakcji „Modnych Diagnoz”.

– Nie gadaj! Tak po prostu wyłożyli w liście do redakcji „Modnych Diagnoz” kawę na ławę i napisali, o co im naprawdę chodzi??? Niemożliwe! – jęknęła szczerze zaniepokojona Madame De Ma Gog.

– No nie, tak źle z nimi nie jest. List jest taki bardziej pod przykryciem, a może to się mówi na słupa, czyli bardziej elegancko – używają symboli – odpowiedział Adam. Czuł, że posługiwanie się bieżącymi określeniami w języku ojczystym sprawia mu coraz większy kłopot.

Tymczasem Madame De Ma Gog czytała na ekranie komputera:

Kochana Redakcjo,

jesteśmy specjalistami jednej z dziedzin medycyny zabiegowej, mamy kurę, która przez długie lata znosiła nam złote jajka. Nieoczekiwanie przed rokiem kura przestała znosić złote jajka. Próbowaliśmy przemówić jej do rozumu, ale szanowna redakcja wie, jak trudno rozmawiać z kimś, kto ma kurzy móżdżek! Próbowaliśmy zachęcić koguta, aby poczuł się w obowiązku znoszenia nam złotych jajek. Odmówił! To się wprost nie mieści w głowie!

Nasza sytuacja finansowa staje się dramatyczna! Nie możemy inwestować na poziomie godnym specjalistów medycyny interwencyjnej, nie możemy lokować kapitału tak, jak jest to należne naszej pozycji w świecie medycznego biznesu. JAK ŻYĆ??? – pytamy Panią Redaktor Naczelną jako starszą od nas koleżankę, doświadczoną życiowo i zawodowo.

Prezes Asocjacji Interwencjonistów Medycznych

Kura400

Kliknęła na odpowiedź redakcji:

Drogi Kolego Prezesie,

na początek proponuję modlitwę do św. Tadeusza Judy, który jest patronem spraw beznadziejnych. Potem należy zawęzić front inwestycyjny, na przykład: kupować diamenty nieoszlifowane – są o wiele tańsze od oszlifowanych. Można potem szlifować je w godzinach pracy, gdy będziecie mieli przestoje z powodu braku pacjentów do interwencji. Szlifować będzie można unitem stomatologicznym przeniesionym z gabinetu żony do pracowni interwencji.

Ponieważ przebywam w podróży duchowej w innym kraju, nie mogę nic konkretnego zrobić, ale zawierzam Was i Wasze finanse opiece św. Tadeusza Judy, który jak wiadomo jest patronem spraw bezbadziejnych.

Matylda Przekora,
redaktor naczelna „Modnych Diagnoz”

Tymczasem w Umiłowanej Ojczyźnie rozpoczynał się nowy dzień walki o dostęp do budżetu Narodowego Brata Płatnika (NBP) w ramach troski o zdrowie pacjentów. Niestety wiatr w oczy wiał i na tym odcinku. Narodowy Brat Płatnik znienacka przestał płacić za produkt biznesowy „Zawał bez Zawału” (ZABEZA), twierdząc, że zawał jaki jest, każdy widzi, a jak nie widać, to nie ma zawału. Na całym świecie systemy ubezpieczeń zdrowotnych łyknęły jak pelikan żabę to całe NSTEMI jako zawał serca oraz stan kwalifikujący się do założenia stentu, a jeszcze lepiej kilku stentów, a u nas odmawiają! Bezczelne skąpiradła pod egidą Kalasantego Ustawki - Sięzdziwiłła! Sam to umiał kasę wydoić, a innym broni! Niby taki pobożny, a nie ma zrozumienia dla bliźniego swego, że też potrzebuje kasy. Jak to leciała ta piosenka? „Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa?”

No właśnie, kasa jest, a z podniecaniem się jakby gorzej idzie, nawet te niebieskie piguły słabiej działają, a poza tym trzeba pamiętać, aby je zawsze mieć przy sobie! Trudna sprawa, czasem trafia się jakaś apetyczna okazja, aby pobaraszkować pozamałżeńsko, a tabletkę pierwszej pomocy dla mężczyzny gdzieś diabli wzięli! No i trzeba szybko opuszczać pole niedoszłego zwycięstwa.

Zaraz, zaraz… a może by tak zastentować tę okolicę? Wyniki stentowania mikrokrążenia wieńcowego zapowiadają się obiecująco, oba narządy do sprawnego działania wymagają obfitego ukrwienia, są podstawy patofizjologiczne do takiej interwencji! No tak, chętnych mężczyzn nie powinno zabraknąć, trzeba tylko jakieś zgrabne hasło wymyślić na taką akcję!

Wieden400

Zadzwonił do agencji marketingowej, która miała wprawę w działaniach kardio - PR i zlecił opracowanie promocji medialnej swojego pomysłu. Agencja już po tygodniu przedłożyła projekt działania. Był naprawdę dobry! Okolicę przyszłych badań, czyli Centrum Zainteresowań Inwestycyjnych nazwano „Projekt CZI”, wywodzący się od pierwszych liter. Dla wzmocnienie efektu tajemniczości wprowadzono chiński znak kanji

 PROJEKT

Wkrótce rozpoczynamy nabór do nowego badania klinicznego dla mężczyzn dojrzałych wiekiem, oznaczonego akronimem  PROJEKT ! Metoda naturalna przywraca sprawność krążenia w najważniejszym narządzie twojego ciała!

Liczba miejsc ograniczona!

Jak patrzyło się na zaproponowany znak w powiększeniu, można było dostrzec sylwetkę mężczyzny siedzącego na kanapie i wietrzącego centrum zainteresowań inwestycyjnych, inni byli zdania, że mężczyzna pokazuje swoją nienaganną sprawność w zakresie mikcji.

To się musiało udać!

Ewelyna, szczupła, długonoga i długowłosa blondynka, absolwentka Wyższej Szkoły Lepienia Pierogów & Wypracowań, w początkach swej dynamicznej ogólnopolskiej kariery pełniła obowiązki osobistej asystentki pierwszej potrzeby presesa. Będąc kobietą ambitną, wytrwale pięła się po szczeblach kariery w stołecznym świecie i z czasem została jego drugą żoną.

Dziś zamyślona weszła do opustoszałego gabinetu stomatologicznego. Jeszcze wczoraj wesoło szumiał w nim wysokowydajny unit stomatologiczny, na którym na trzy zmiany uwijały się młode rezydentki, przynosząc całkiem zacny dochód, aż nagle zrobiło się dziwnie pusto i cicho. Kim będę zarządzać, zaniepokoiła się nie na żarty Ewelyna, komu będę doradzać, być mentorką?

Adam dał jej wprawdzie rok temu prowadzenie sesji na konferencji, ale to było dużo poniżej ambicji Ewelyny. To żaden czelendż mówić do różnych profesorów „co może nam pan powiedzieć na ten temat”! Ewelyna miała dużo do powiedzenia, a taki tam profesor, co on tam wie! No ale cóż, nie miała innego wyboru, jak zachwycać się decyzjami szefa i męża w jednej osobie.

Prezes skonsultował się z  kolegą Adamem z Arizony, który doradził mu transfer unitu stomatologicznego do ich prywatnego ośrodka interwencji naczyniowych.

Według Adama odpowiedź od redaktor Matyldy Przekory sugerowała, że szlifowanie diamentów w dłuższej perspektywie przyniesie większe zyski niż szlifowanie zębów. Z pewnością nie bez powodu Matylda sugerowała szlifowanie diamentów. Niewykluczone, że bardzo opłacalne będzie też zainwestowanie w akcje kopalni diamentów w Senegalu.

Można kupić akcje istniejącej kopalni albo skrzyknąć się z kilkoma kolegami i kupić kopalnię diamentów. Z drugiej strony z tym Senegalem to nie wiadomo, jak tam się odnaleźć, a z trzeciej, to podobno Chińczycy mocno tam inwestują. A tak w ogóle to od dawna wiadomo, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety!

Jeśli kierunek inwestycyjny się potwierdzi, trzeba będzie wprowadzić nową specjalizację medyczną – szlifologię ogólną pod pretekstem trenowania precyzji ręki i jakoś wyjdziemy na swoje – mówi prezes. Jego kolega z ministerialnego zespołu opracowującego wykaz specjalizacji lekarskich obiecywał, że wszystkiego dopilnuje od strony formalnej. Na szczęście ostatnio skrócono wykaz o kilkadziesiąt zbędnych specjalizacji, więc jest miejsce na nowe kierunki kształcenia podyplomowego.

On zawsze ma dobre pomysły, jak choćby ten, abyśmy się pobrali i kontynuowali wspólny biznes. Przed oczami stanęły jej wszystkie chwile spędzone z mężem w Waikiki Beach Comber na Konferencji Asocjacji Interwencji Naczyniowych na Hawajach.

Adam oświadczył się jej na desce surfingowej, na której razem śmigali pośród fal. Czy można było mu odmówić? Nie! Takim oświadczynom nie oparłaby się żadna kobieta. A poza tym to molestowanie i mobbing w kardiologii interwencyjnej na całym świecie stawały się nie do zaakceptowania! Amerykańskie dziewczyny się skrzyknęły i sprawę opisały na łamach pisma „Stenotology”. Co innego oficjalne małżeństwo i wspólny biznes, a co innego ciągłe znoszenie poszczypywania pośladków przez szefa!

Czyżby nadciągały chude lata dla stentologów? Trzeba szukać nowych rynków zbytu. Gdyby z tymi mężczyznami nie wyszło, rozważano wprowadzenie stenów na rynek weterynaryjny. W końcu echo weszło gładko do weterynarii już dawno temu, dlaczego stenty miałyby nie wejść? Na posiedzeniu zarządu Asocjacji dyskutowano, co wybrać: małe zwierzęta czy duże? Zlecono badanie pilotażowe obejmujące dwie gałęzie: krowy i koty. Na początek wynajęto kuriera na rowerze, aby objechał kilka krów, zajrzał im do środka i sprawdził, gdzie dałoby się wcisnąć stent.

15660

Świat robi się coraz bardziej skomplikowany i wyspecjalizowany. Wobec marnych perspektyw w segmencie stentologii dziarscy biznesmeni postanowili wykonać skok na choroby nijakie i cała tę nijakolgię, którą wymyślili kolesie od Jędrzeja zwanego Or-Or, po prostu ją zlikwidować, a pieniądze z ich kontraktów zagarnąć na nowe inwestycje w stentowaniu. To, że stenologia jest ważna i potrzebna, to oczywiste – mówili – ale żeby taka nijakologia oderwała się i aspirowała do bycia samodzielną specjalizacją w medycynie, to się wprost nie mieści w głowie! – wołali na różnych naradach i rozgłaszali po ministerialnych korytarzach. Wszelakologia jest dziedziną szeroką, podstawową i każdy wszelakolog potrafi leczyć nie tylko choroby wszelakie, ale także nijakie – dodawali. Co prawda nijakolodzy wymyślili European Society of Neayacology i pysznili się kongresami w Mediolanie, ale kto by ich słuchał! Są nijacy i koniec, kropka! – twierdzili stentolodzy.

Krystyna Knypl

Rozdział 5

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1006-anatomia-na-szpilkach-3

Fot. Krystyna Knypl
Fot. Mieczysław Knypl

GdL 7_2020

Władca Pieczątki, rozdział 6

Krystyna Knypl

Rozdział 5

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/2015-10-17-19-30-11/1006-anatomia-na-szpilkach-3

Rozdział 6

Madame De Ma Gog

Kardiolożka interwencyjna madame De Ma Gog, jedna z nielicznych kobiet wyspecjalizowanych w tej dziedzinie medycyny zabiegowej w Arizonie, weszła drobnym, acz szybkim krokiem do pracowni interwencji medycznych. Przelotnie spojrzała w lustro, aby upewnić się, czy jej koreańska fryzura wykonana wczoraj w salonie fryzjerskim „Afro & Korea” dobrze się prezentuje. Była fit!

madame de ma gog1660

 De Ma Gog, córka koreańskich emigrantów, której los nie szczędził trudnych chwil, podobnie jak jej przodkom, była kobietą czynu. Wiedziała, że w życiu trzeba umieć szybko się przemieszczać. Choć jej obecna pozycja życiowa była ugruntowana i nie musiała szybko się przemieszczać z miejsca na miejsce w związku z pojawieniem się nagłego niebezpieczeństwa, to dziedzictwo genetyczne robiło swoje. Jej dziadkowie i rodzice musieli opanować sztukę szybkiego przemieszczania się jeszcze w czasach wojny i tę umiejętność przekazali następnym pokoleniom. Świat wymyślił koreańską pielęgnację twarzy celebrowaną przez tysiące kobiet na całym świecie, a mutacje genetyczne w jej rodzinie oraz wielu innych rodzinach koreańskich wymyśliły szybkie dochodzenie drobnymi krokami do celu.

Madame DeMaGog500

Zdjęła żakiet od Ralpha Laurena i powiesiła go na wieszaku, natomiast torebkę od Prady, kupioną podczas ostatniej podróży do Europy, rzuciła niedbale na biurko. Miała cieszyć jej oko przy każdym wejściu do pracowni i powodować zeza z zazdrości u wszystkich koleżanek konkurujących o palmę pierwszeństwa we względach u Adama Ptysia, szefa pracowni, polskiego emigranta z lat osiemdziesiątych.

Udało się jej zostać kolejną żoną Adama, który powiadał, że lubi kolekcjonować żony i jaguary. Tych ostatnich miał w garażu siedem, De Ma Gog zaś była jego czwartą żoną.

Adam od roku latał na Alaskę wynajętym odrzutowcem, aby nieść pomoc Eskimosom. Choć w garażu ich rezydencji stały wspomniane jaguary, które Adam lubił samodzielnie prowadzić po pustych szosach Arizony, to musiał się biedak tłuc do pracy samolotem jako pasażer! Kochał przywództwo oraz szybkość, ale możliwość rozwijania jej na szosach Arizony była ograniczona!

Czasem przygrzmocił w jakiegoś przydrożnego kaktusa, który zapomniał, kto na szosie jest najważniejszy, ale to nie była Adama wina, że głupie kaktusy wpychały się na trasę jego przejazdu!

madame de ma gog 3500

Może podróż na Alaskę dostarczałaby więcej adrenaliny, gdyby przepisy pozwalały Adamowi zasiąść za sterami samolotu, ale tak nie było!

Tłumaczył różnym ludziom z branży lotniczej, że skoro ma doświadczenie w prowadzeniu pojazdów osiągających znaczne szybkości na ziemi, to w przestworzach też da sobie radę. A oni nie i nie! Bo przepisy lotniskowe oraz inne bzdury. Adam jak coś sobie postanowi, to do celu dąży niebanalnymi metodami. Kupił więc małe lotnisko na Alasce w ramach dywersyfikacji lokat kapitału, ale federalna administracja lotnictwa ciągle upiera się, że Adam ma tylko tytuł własności do gruntu, a przestrzeń powietrzna jest państwowa.

No dobra... trzeba szukać innych możliwości inwestycyjnych! Ktoś poradził, aby inwestować w hodowlę krokodyli, którym należało zakładać złote koronki na wszystkie zęby. Przez kilka lat biznes nawet dobrze się kręcił, ale z czasem zaczęło brakować w Arizonie dentystów, których nienasycone gady bezmyślnie pożerały podczas procedury lokowania kapitału.

Ech, bogatemu zawsze wiatr w oczy albo piasek pustyni – przypomniało się madame De Ma Gog powiedzonko Adama. – No ale trzeba się brać do pracy! – upomniała sama siebie.

– Soraya, proszę moje ubranie do pracy! – zawołała do oczekującej na jej rozkazy dziewczyny.

Asystentka medyczna wprawnym ruchem podała służbowy strój ochronny, okulary, rękawiczki. Madame De Ma Gog w kilka minut była gotowa do pracy. Stentowała bez przerwy przez 10 godzin. Kilka przypadków było naprawdę trudnych, zwłaszcza te do badania klinicznego oceniającego założenie siedmiu stentów w mikrokrążeniu wieńcowym powleczonych dwiema różnymi substancjami bioaktywnymi.

To był czelendż! Udało się jej prawie wszystko, jednak w kilku przypadkach była w stanie założyć jedynie sześć stentów. No cóż… nie pociągną biedacy długo z tymi tylko sześcioma stentami – pomyślała szczerze zmartwiona losem niedostentowanych pacjentów. Pomysł stentowania mikrokrążenia wieńcowego udało się wprowadzić w Arizonie i w Polsce. Szybko przeszkolono zaufanych interwencjonistów.

Pomysł ze stentowaniem mikrokrążenia wieńcowego zarząd asocjacji wymyślił jako zastępczy w związku z przeciągającym się przejęciem sektora stentowania krążenia mózgowego. Radiolodzy interwencyjni i neurolodzy nie rozumieli, że na rynku usług wewnątrznaczyniowych interwencji królowa może być tylko jedna! Marudzili, wymyślali jakieś wytyczne, domagali się zaplecza neurologicznego, byli wprost nie do wytrzymania z tym swoimi pożal się Boże zaleceniami.

Nie wiadomo jakim sposobem na listę uprawnionych do stentowania mikrokrążenia wieńcowego wkręciła się Matylda Przekora, redaktor naczelna magazynu „Modne Diagnozy”. Trzeba będzie na nią uważać i lepiej nie zadzierać – przestrzegał Adam. Chyba wie, co mówi, podobno było już kilku takich, co próbowali wysłać ją na bambus, ale się im nie udało. Co prawda ostatnio Matylda coś sugerowała, że ma jakieś kontakty z baobabami, ale chyba to nie było zesłanie, tylko wyprawa w poszukiwaniu nowych kierunków inwestycji i metod lokowania kapitału.

Ach… Korea… – madame De Ma Gog z rozrzewnieniem wspominała dzieciństwo, zabawy w koleżankami, wyliczanki. – Jak to szło? Ene, due, rike, fake, torbe, borbe, ósmesmake, eus, deus, kosmateus, i morele baks!

Madame DeMaGog2400

Tekst i zdjęcia Krystyna Knypl

Rozdział 7:

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1350-wladca-pieczatki-rozdzial-7

GdL 3_2019