Wybrane artykuły

Rodzinna polityka mieszkaniowa

Alicja Barwicka

(ciąg dalszy losów rodzin Kowalskich i Stefańskich, poprzedni artykuł z tej serii  ma tytuł ”Marzenia jako byt nieskończony” https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1940-marzenia-jako-byt-nieskonczony)

Człowiek musi gdzieś mieszkać. Musi mieć należącą do siebie nawet najmniejszą prywatną przestrzeń, swój własny, przysłowiowy kąt. Już małe dzieci zaczynają marzyć najpierw o swoim kąciku do zabawy, potem o własnej szufladzie, gdzie można schować największe skarby jak chociażby znaleziony wczoraj czarodziejski kamień, czy przywiezioną znad morza „szumiącą” muszelkę. Ponieważ gromadzimy wokół siebie coraz więcej przedmiotów, to szybko pojawia się marzenie o własnym biurku, na którym można poukładać swoje rzeczy i spokojnie rysować, a w końcu zaczynamy też marzyć o swoim pokoju. To marzenie, zwłaszcza w rodzinach wielodzietnych nie zawsze może być spełnione, ale nawet jeśli pokój trzeba dzielić z rodzeństwem, to i tak daje to poczucie prywatności. Kiedy już samodzielnie podejmujemy życiowe decyzje, posiadanie własnego mieszkania staje się jednym z najważniejszych priorytetów.

Źródło ilustracji:

https://id.wikipedia.org/wiki/Ruang_tamu

Polityka mieszkaniowa na papierze

Sprawa jest na tyle poważna, że ma nawet swoje uwarunkowania prawne. Ci, którzy stanowią prawo to przecież nasi reprezentanci, a my dokonując wyboru konkretnych osób nadaliśmy im mandat dbania o nasze interesy. Doskonale wiemy, że posiadanie własnego kąta leży w interesie każdego z nas i dlatego oczekujemy od krajowych przywódców, że tego interesu dopilnują. Z drugiej strony w interesie rządzących także leży posiadanie własnego mieszkania, przy czym zazwyczaj w ich interesie leży przede wszystkim utrzymanie się przy władzy przez kolejną kadencję. To dla wyborców bardzo dobra wiadomość, bo pozwala egzekwować od polityków realizację założonych podczas kampanii wyborczych celów, a polityka mieszkaniowa stanowi zwykle jeden z celów najważniejszych. Zapewnienie mieszkania każdej rodzinie raczej się w praktyce nie udaje, ale i tak rządzący mogą czuć się spełnieni, bo dzięki ich wysiłkom powstają zapisy odpowiednich i brzmiących przekonywująco aktów prawnych. Można się więc dowiedzieć że… mieszkanie jest zarówno dobrem społecznym, jak i dobrem rynkowym. Jako dobro społeczne służy zaspokojeniu podstawowej potrzeby ludzkiej – potrzeby schronienia, zapewnia poczucie bezpieczeństwa i determinuje warunki życia człowieka. Dlatego też Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej nakłada na władze publiczne obowiązek prowadzenia polityki sprzyjającej zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli. Polityka mieszkaniowa państwa, poprzez wsparcie finansowe, organizacyjne, społeczne i regulacyjne, ma na celu umożliwienie każdemu zaspokojenie jego potrzeb mieszkaniowych oraz życie w godnych warunkach.

Polityka mieszkaniowa w majątku

W pierwszych latach XX wieku, kiedy Marta Oczkiewiczówna razem ze swoimi siostrami bawiła się w rodzinnym majątku ziemskim na terenie Wielkopolski termin polityki mieszkaniowej ograniczał się do decyzji właścicieli posiadłości w zakresie lokowania domowników i gości w sposób uwzględniający pory roku, by zimą ogrzewać jedynie część pomieszczeń. Dziewczynki (było ich w końcu aż osiem) nie miały osobnych pokoi, ale na noc udawały się do przeznaczonych już tylko dla nich dwóch dużych sypialni. Osobną sypialnię mieli ich bracia: Xawery - Rafał i Władysław. Poza godzinami przeznaczonymi na naukę czas spędzano na beztroskich zabawach. Rodzice tej gromadki raczej nie byli zainteresowani warunkami mieszkaniowymi swojej służby folwarcznej, a kiedy sami wskutek wielu niesprzyjających okoliczności zaczęli bankrutować i stopniowo tracić posiadane dobra, tym bardziej skupili się na własnych problemach mieszkaniowych. Zmuszeni do osiedlenia się w jednej z ostatnich ocalałych posiadłości w Złotnikach Kujawskich starali się ograniczać wydatki, by starczyło na edukację dzieci i podstawowe potrzeby rodziny. Chociaż metraż powierzchni mieszkalnej bardzo się skurczył, to nadal w co prawda mocno ograniczonej liczbie, ale zatrudniano służbę, przy czym jej warunki mieszkaniowe nie były przedmiotem szczególnego zainteresowania właścicieli.

Polityka mieszkaniowa służby folwarcznej

Warunki bytowe najuboższych klas społecznych w Polsce na początku XX wieku i w okresie międzywojennym należały do najgorszych w ówczesnej Europie. Właściciele majątków zazwyczaj nie zaprzątali sobie głów stanem mieszkaniowym, a tym samym sanitarnym swojej służby, zwłaszcza robotników rolnych. Bezrolne chłopstwo mieszkało w ciemnych niskich zabudowaniach zwykle jedno lub dwuizbowych, bez dostępu do najprostszych urządzeń sanitarnych, często w sporej odległości od studni. Bywało, że w izbie mieszkalnej razem z ludźmi trzymano tzw. żywy inwentarz. Statystyczna rodzina była liczna, ale nie było mowy o przeznaczeniu osobnego miejsca do spania dla każdego z jej członków. W takich warunkach niezwykle trudno było utrzymać czystość, a szerzące się choroby zakaźne stanowiły codzienność. Wszechobecna bieda i codzienna ciężka praca ustanawiały priorytety. Podstawowym było zaspokojenie głodu, na inne potrzeby domowników nie zwracano więc należytej uwagi. Życie toczyło się z dnia na dzień, bez perspektyw i tylko nieliczne rodziny nie poddawały się losowi walcząc o poprawę bytu i widząc w kształceniu dzieci nadzieje na lepsze jutro. Doskonałą ilustrację problemu znajdziemy w reportażu z 1934 r. autorstwa Bernarda Newman`a  „Rowerem przez II RP, niezwykła podróż po kraju, którego już nie ma”

Polityka mieszkaniowa niezależna od metrażu

Rodzina Marianny i Bolesława Stefańskich była zawsze bardzo biedna i do czasu przeprowadzonej w latach 1944 -1945 reformy rolnej, w wyniku której mogła już gospodarować na swoich 5 ha gruntów rolnych także mieszkała w niezwykle trudnych warunkach. Wystawiony po zakończeniu wojny na własnym już gospodarstwie niewielki domek, wówczas spełnienie rodzinnych marzeń - nigdy z powodów ekonomicznych nie doczekał się rozbudowy. Chociaż był naprawdę maleńki, to z racji panującej tam atmosfery zachował się w pamięci dzieci i wnuków jako miejsce wręcz bajkowe, a do spędzenia tam części letnich wakacji tęskniono cały rok. Poza rodzicami, zawsze w tym domu była Ircia. Dopóki nie wyszła za mąż i nie miała swoich córek Marysi i Ani, nieprzebrane pokłady macierzyńskich uczuć lokowała w bratankach i siostrzeńcach. Kiedy natomiast rodzinną dzieciarnię zasiliły jeszcze jej córki, domek i jego otoczenie stały się jednym wielkim magazynem miłości. Musiało tak być, bo chociaż mądre podręczniki podają zupełnie inne dane dotyczące składu procentowego organizmu człowieka, to Marianna składała się w ponad 90%  z miłości, resztę pozostawiając tkankom i sile do codziennej ciężkiej pracy. Trudno się więc dziwić, że takie cechy odziedziczyły też dzieci. Bolesław był cichy i małomówny, ale poza miłością do swojej rodziny do której tak bardzo tęsknił pracując we francuskiej kopalni, miał jeszcze dużo miejsca na wielką miłość do koni. Chociaż rodzina była biedna, koń miał tam zawsze swoje miejsce i rolę do spełnienia. Pracował w polu, ale też stanowił wielką atrakcję dla dzieci. Z największą codzienną tęsknotą do tego miejsca na ziemi mierzyły się dzieci Stanisława i Zosi, które z uwagi na odległość od miejsc zamieszkania gościły u swoich dziadków tylko kilka razy w ciągu roku. Za to, kiedy już tam dotarły, przejmowały kontrolę nad całym gospodarstwem. Pilnowały psów i kotów, karmiły domowe ptactwo i małe prosiaczki, zbierały rzęsę dla kaczek z (byłego) dworskiego stawu, zrywały jabłka i czereśnie, jeździły konno i na rowerach, piekły placki na kuchennej blasze, ubijały masło w wielkiej maselnicy, biegały po polach, nosiły posiłek dla żniwiarzy albo jeździły z dziadkami na targ drabiniastym wozem. Ich tajemniczym królestwem był strych, na który można było wejść tylko po drabinie. Tam wśród mnóstwa składowanych przedmiotów i worków ze zbożem można było ukryć swoje skarby, a zabawa trwała zazwyczaj wiele godzin.

Polityka mieszkaniowa na osi czasu

Z czasem córki Marty i Antoniego oraz (poza Ircią) trójka dzieci Marianny i Bolesława opuściło rodzinne domy. Ich samodzielne, dorosłe życie przypadło w dużej części na lata PRL. W powojennej biedzie i czasach komunistycznego reżimu polityka mieszkaniowa państwa sprowadzała się głównie do planów i obietnic. Przez długi czas nie istniała możliwość zakupu mieszkania na warunkach wolnego rynku. Powstawały spółdzielnie mieszkaniowe, zakładano książeczki mieszkaniowe na które przez lata wpłacano określone kwoty, przy czym zgromadzone w ten sposób środki pokrywały z upływem lat coraz mniejszą część sumy potrzebnej na zakup oczekiwanego mieszkania. Zdobycie własnego lokum stawało się coraz trudniejsze. W niektórych gałęziach gospodarki można było uzyskać mieszkanie służbowe, lub skorzystać ze skrócenia czasu oczekiwania na przydział mieszkania własnego. Wiązano się zatem z zakładami pracy na długie okresy, ale nikomu to specjalnie nie przeszkadzało, bo też i na rynku pracy słowo konkurencja w zasadzie nie istniało. Bohaterowie rodzinnego mezaliansu Basia i Stanisław nie dorobili się nigdy własnego mieszkania. Początkiem ich wspólnej drogi był Człuchów, gdzie zatrudnienie w szkole wiązało się z uzyskaniem służbowego, niewielkiego ale jednak samodzielnego mieszkania. Kiedy Stanisław rozpoczął swoje toruńskie studia, uczelnia na podstawie zapisów dekretu z 21 grudnia 1945 roku wprowadzającego przymusową gospodarkę lokalami przyznała jego już wówczas pięcioosobowej rodzinie zakwaterowanie w  największym pokoju pewnej toruńskiej rodziny z jednoczesnym zapewnieniem  prawa do korzystania z kuchni i łazienki. Po zakończeniu studiów odpowiadającą sobie ofertę pracy wraz z mieszkaniem służbowym otrzymał dopiero po roku, więc na ten okres Basia z dziećmi przeniosła się z powrotem do Człuchowa, korzystając z gościny swojej rodziny. Zatrudnienie w tym czasie Stanisława w Staroźrebach zabezpieczało rodzinę nie tylko finansowo, ale też i w produkty żywnościowe, które młody ojciec dostarczał do Człuchowa w prawie każdą niedzielę.

Pomocowa polityka mieszkaniowa

Dzięki przyjęciu przez Stanisława oferty pracy wraz dużym służbowym mieszkaniem rodzina ostatecznie wylądowała w Płocku i osiadła tam na stałe. W pierwszych latach zajmująca się dziećmi Basia nie mogła jeszcze podjąć pracy, ale ze swoich panów zawodowych wcale nie rezygnowała. Chciała uczyć siebie i uczyć innych, zwłaszcza, że literatura była zawsze jej wielką pasją, zdecydowanie większą niż prowadzenie domu. Trzeba podkreślić, że w jej rodzinnym domu nawet najtrudniejsze wojenne lata traktowano jako okres przejściowy wierząc, że po nich wróci dostatek i dużo wolnego czasu na analizowanie dzieł literackich, a sprzątaniem i gotowaniem zajmie się służba. Życie te przekonania brutalnie zweryfikowało w niejednej polskiej rodzinie, a rzucona na powojenną „głęboką wodę” Basia była tylko tego przykładem. Nie znosiła zwłaszcza gotowania, ale dbający o swoją rodzinę zaradny Stanisław szybko znalazł rozwiązanie i dla rodziny wykupiono codzienne obiady w szkolnej stołówce. Niestety potrzeby obiadowe były w ten sposób zabezpieczone tylko podczas roku szkolnego, więc Basia nigdy na czas wakacji nie czekała z radością. Sprzątanie dużego płockiego mieszkania było dla gospodyni kolejnym codziennym wyzwaniem, chociaż te czynności akurat lubiła i starała się je wykonywać bardzo starannie. Nie byłoby pewnie z tym większego kłopotu, ale tym razem to Stanisław nie akceptował wykonywania przez swoją ukochaną żonę  codziennej pracy fizycznej bojąc się o nadwyrężenie jej sił. I pewnie z tej przyczyny od początku ich płockiego okresu życia, w domu pojawiały się kolejne panie „do pomocy”. Zajmowały się głównie praniem i sprzątaniem, a często również opieką nad czwórką dzieci i najbardziej na świecie nieposłusznym psem. O ile była to wyraźna pomoc dla rodziców w prowadzeniu domu, to już dla ich pociech źródło dużego dyskomfortu. To były lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte XX wieku, czyli szczyt funkcjonowania ideologii komunistycznej. Dzieci chodziły do przedszkola, potem do szkoły, a będąc w grupie swoich rówieśników szybko zrozumiały, że obecność w domu „pomocy domowych” jest bardzo źle widziana.  Robiły więc wszystko, by kolejnych pań z domu się pozbyć. To się im jednak nigdy do końca nie udawało i poprzedniczkę po jakimś czasie zastępowano nową osobą. Basia po kilku latach podjęła pracę zawodową, ale równocześnie rozpoczęła swoją ścieżkę zaocznego uzupełnienia edukacji, więc przyczyna zatrudnienia pomocy do prowadzenia domu nie ustała. Z upływem czasu wraz ze zmianami politycznymi w kraju oraz narastającą wiedzą i dojrzałością dzieci zacierały się wzajemne konflikty, a pojawiały serdeczne relacje, z których część przetrwała zresztą przez długie lata.

Polityka mieszkaniowa  po nowemu

Po wielu latach z racji modernizacji szkolnej infrastruktury trzeba było zajmowane przez wiele lat mieszkanie służbowe opuścić. To było dla rodziny duże zaskoczenie, bo nikt o zapewnieniu alternatywnego lokum wcześniej nie pomyślał. Sprawę uratowała pozycja zawodowa Stanisława, cieszącego się doskonałą opinią i zaufaniem środowiska nauczycielskiego. I tak zajmowane dotychczas mieszkanie służbowe zostało zamienione na przydział nowego z zasobów kwaterunkowych miasta. Tam dorastały dzieci, tam zakładano już kolejne, nowe rodziny. Dopiero po wielu latach stosownie do współczesnych regulacji prawnych mieszkanie zostało wykupione i od tamtej pory nie ma już charakteru służbowego, a stanowi prywatną własność.

#

Dzisiaj czasy są już inne, dziś dokonujemy wyboru pomiędzy wynajmem, a zakupem mieszkania. Dziś bierzemy kredyty, zabezpieczając sobie zajęcie w postaci ich spłat na długie lata, nieraz nawet na całe zawodowe życie. Chociaż również współcześnie istnieją możliwości zapewnienia przez pracodawcę mieszkania służbowego w powiązaniu z zatrudnieniem, to nikt z takich ofert nie korzysta przez dłuższy czas licząc się ze zmianą pracy, z konkurencyjnością firm, ale również z ich potencjalną upadłością.  

Cóż, czasy, a z nimi i polityka mieszkaniowa nie tylko opisywanej rodziny wyraźnie się zmieniają….

Alicja Barwicka

GdL 6/2022

Marzenia jako byt nieskończony

Alicja Barwicka

(ciąg dalszy losów rodzin Kowalskich i Stefańskich; poprzedni artykuł z tej serii  ma tytuł ”Akcelerator ambicji”, więcej pod linkiem https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1865-akcelerator-ambicji)

Pojęcie absolutu, czyli bytu doskonałego, nieskończonego, całkowicie niezależnego, nieuwarunkowanego i niczym nieograniczonego towarzyszyło ludzkości od zawsze. Próby zdefiniowania podejmowano w każdym historycznym okresie filozofii począwszy od starożytności, aż do czasów nam współczesnych, ale ponieważ mówimy o czymś nieograniczonym, to nigdy nie były to próby łatwe i chyba nadal pozostają w sferze prób. Głowiły się przez wieki nad zagadnieniem najtęższe umysły począwszy od twórcy filozofii przyrody Talesa z Miletu, aż po filozofów współczesnych. Chociaż Tales z Miletu podstawowym bytem nieskończonym określał wodę, to już dla Platona, który stosował  odmienną od filozofów przyrody metodę, absolutem była rzeczywistość ponadzmysłowa, stanowiąca zbiór wszelkich idei. Najdoskonalszą w starożytności koncepcję absolutu wypracował Arystoteles. Absolut był dla niego bytem w sensie absolutnym utożsamianym z jednością, dobrem, intelektem i myślą. Jako duch i myśl, jako substancja niematerialna, byt nieskończony stanowił wieczne źródło dla podlegającego nieustannym przemianom świata. Wydaje się czymś przedziwnym, że badaniom istoty bytu doskonałego poświęcono tyle wieków, ale widocznie było to ludzkości potrzebne. Ponieważ jednym z przejawów bytu doskonałego są marzenia, a przecież i wszyscy i zawsze marzyli, to potrzeba analizy tego zjawiska już tak nie zaskakuje.

Marzenia jako zjawisko globalne i ponadczasowe

Człowiek marzył zawsze, a rodzaje marzeń warunkowała rzeczywistość. Marzyliśmy o tym czego nam brakowało, lub o tym by chwilowy dobrostan trwał jak najdłużej. Człowiek pierwotny też prawdopodobnie marzył,  być może o tym by upolować coś większego niż kilka dni temu, być może o cieplejszej i mniej wilgotnej niż obecna jaskini, a może o słodyczy zemsty nad gnębiącym go wrogim plemieniem. Marzyły w historii ludzkości jednostki, marzyły narody. Bywały marzenia dobre i złe, marzenia małe, przyziemne, ale dla konkretnego człowieka niezwykle ważne, były i te wielkie deklarowane przez tysiące i miliony ludzi, które stawiano sobie za cel i dla których realizacji wielu poświęcało swoje własne plany, a nieraz i życie. Z marzeniami jednak bywało i bywa różnie. Czasami faktycznie się spełniają, czasami ciągną się za człowiekiem całe życie i nigdy nie zostają spełnione. Wielowiekowe doświadczenia ludzkości dowodzą, że skuteczna realizacja marzeń potrzebuje pomocy. Jednak i to nie zawsze dawało oczekiwane efekty, a często stawało się bardzo trudnym zadaniem. Przez wieki obserwowaliśmy to w wykonaniu zarówno pojedynczych, anonimowych osób, jak i postaci wielkich, nieraz bardzo ważnych  dla świata. Zjawisko było od zawsze znane w skali micro (wymarzony prezent, o który krępowaliśmy się poprosić, a przecież wystarczyło tylko powiedzieć) i w skali makro (potrzeba wtajemniczenia zaufanych osób w plan pozbycia się konkurenta do tronu). Realizacja marzeń mogła kogoś ucieszyć, ale mogła też zadać ból wielu innym, bo marzenia nie zawsze mają wydźwięk pozytywny. Jednostki podłe, niszczycielskie też dążą do spełnienia planów, które snują w oparciu o swoje często wyjątkowo odrażające marzenia.

Marzenia człuchowsko – bydgoskie

Ponieważ wszyscy i zawsze snuli marzenia, to i rodziny Kowalskich i Stefańskich nie były ich pozbawione. Tak jak w innych rodzinach rodzaj marzeń warunkowała rzeczywistość. Marta Kowalska marzyła więc o powrocie czasów swojej młodości, kiedy w dostatku można było miło spędzać czas w rodzinnym majątku nie troszcząc się o codzienny byt, Antoni Kowalski, który przecież kochał wojsko mógł w początkach swojej kariery marzyć o kolejnym awansie, ale już nieco później o bezpiecznym wydostaniu się z okopów pod Verdun. Jako rodzice marzyli pewnie o wykształceniu dzieci, o dobrych partiach dla córek, czy o świetnej karierze (mówiło się o dyplomacji) dla Gerwusia. Życie te marzenia brutalnie zweryfikowało. Marta do końca życia pozostała wierna swoim marzeniom, chociaż musiała stawić czoło trudnej wojennej, a potem i powojennej rzeczywistości. Podporządkowała się obowiązującym regułom i nie walczyła z losem. Wiedziała przecież, że czasy jej młodości nie wrócą i pozostaną na zawsze tylko w sferze marzeń. Zupełnie inaczej realizował marzenia Antoni. Zastosował skuteczną na wielu innych płaszczyznach metodę dywersyfikacji. Marzenia trudne do spełnienia odkładał na później, a realizował te, które w danym czasie rokowały powodzenie. Kiedy trzeba było zmieniał priorytety. Wycofany z czynnej służby wojskowej realizował marzenia dotyczące sztuki wojennej walcząc jako cywil w obronie polskojęzycznej ludności podczas walk bydgoskiej krwawej niedzieli. Po latach przekonany przez rodzinną powojenną rzeczywistość, że nie bardzo jest już komu wydawać rozkazy skupił się na zapewnieniu swoim córkom lepszego startu, przez zdobycie wykształcenia. Do pomocy (a tego przecież wymaga spełnianie marzeń) w realizacji tych planów wykorzystał swoją najstarszą latorośl i tak w płockim domu Basi i Stanisława pomieszkiwały przez okres zdobywania wiedzy młodsze siostry gospodyni.

Zabytkowe spichlerze nad Brdą w Bydgoszczy

Marzenia staroźrebskie

Rzeczywistość, która kształtowała marzenia w staroźrebskich dworskich czworakach wyglądała zupełnie inaczej. Tu priorytetem było przeżycie. Trzeba było wyżywić rodzinę i do tego jakim to zrobić sposobem sprowadzały się marzenia. Pracując na polski chleb we francuskiej kopalni Bolesław Stefański tęsknił do swojej rodziny i chociaż to zbliżająca się wojna zainicjowała powrót do kraju, to generalnie cieszył się z powrotu. Oboje z Marianną zarówno przed wojną, jak i potem doceniali możliwość jakiejkolwiek pracy byleby tylko dawała szansę przeżycia kolejnego dnia. Marzeniem w tej rodzinie było wykształcenie dzieci i mimo, że nie istniały jakiekolwiek racjonalne przesłanki by mogło się spełnić, to ostatecznie dzięki atmosferze domu i ogromnym wysiłkom Marianny i Bolesława ich dzieci z byłych dworskich czworaków wykształcenie zdobyły. Chociaż warunki życia w staroźrebskim domu były nadzwyczaj trudne, to i tam nie przestawano marzyć. Marianna składała się głównie z optymizmu oraz z miłości do dzieci i wnuków, więc o ich szczęściu marzyła nieustannie. Chociaż sama nie miała nic, to marzyła o wspaniałej ich przyszłości roztaczając plany wielkich (naukowych lub muzycznych, zależnie od nastroju) karier, zarażając wszystkich swoim wielkim optymizmem. Wierzyła, że marzenia się spełniają i zupełnie nie brała pod uwagę innych scenariuszy. Miała zresztą na to dowód w postaci obecności w tym tak biednym gospodarstwie całkiem nie pasujących do dworskich czworaków książek, instrumentów muzycznych, a nawet konia, bo przecież Bolesław miłośnik i znawca koni bez posiadania konia nie mógłby istnieć.

Marzenia człuchowsko – toruńsko – płockie

Kiedy doszło już do wielkiego w tych dwóch rodzinach mezaliansu i Basia ze Stanisławem założyli swoją odrębną rodzinę, to pojawiły się kolejne marzenia. Rzeczywistość w jakiej się znaleźli i kolejne przystanki ich życiowej drogi wygenerowały marzenie podstawowe jakim stało się zdobywanie wiedzy najpierw przez nich samych, a następnie przez dzieci. W domu było czysto, ale biednie, bo podstawowym towarem, na który musiało starczyć pieniędzy były książki. Basia nie była zapaloną kucharką, nikt jej tego nie nauczył, stąd zrobienie w kuchni dań typu „coś z niczego” nie wchodziło w grę. Ponieważ w swojej ulubionej aktywności, którą było zgłębianie literatury lubiła mieć uporządkowane, czyste otoczenie, to nieustannie sprzątała, a pełne bibelotów mieszkanie sprawiało wrażenie bardziej bogatego niż było w istocie. Chociaż marzenia rodziców sprowadzały się do zapewnienia wykształcenia dzieciom, to już same dzieci wzorem wszystkich innych dzieci na świecie miały marzenia nieco odmienne. Trzeba jednak przyznać, że wiele z nich zostawało spełnionych. I tak po odpowiednio długich marzeniach dzieci otrzymywały rowery, a w rodzinie pewnego dnia pojawił się Ciapek - owczarek nizinny, który był najbardziej nieposłusznym psem na świecie, potrafił chodzić po sztachetach płotu i jadał cukierki. Dostarczał mu je Biniulek, wielki amator słodyczy który nigdy z nikim poza Ciapkiem nie byłby w stanie podzielić się cukierkiem. Najszybciej realizowano marzenia dotyczące kształcenia, stąd kiedy najstarsze dzieci wykazały zainteresowanie edukacją muzyczną, w domu szybko pojawiło się pianino, Lili posłano do szkoły muzycznej, a Biniulkowi zapewniono prywatne lekcje muzyki. To była jedna z trafionych decyzji, bo po latach dorosły już Zbyszek całą swoją karierę zawodową (z wykształcenia jest inżynierem) oparł właśnie na muzyce. Najmłodszy Andrzejek marzeniami zawsze mierzył wysoko. Chciał być nie tylko podróżnikiem i dyplomatą (oczywiście w tym celu ukończył studia na wydziale handlu zagranicznego), ale przede wszystkim zamierzał mieszkać w ogromnej „wypasionej” rezydencji. Zachował się do dzisiaj precyzyjnie rozrysowany przez kilkuletniego marzyciela architektoniczny plan jego przyszłej posiadłości. O ile z realizacją marzeń chłopców nie było większych problemów, to już marzenia dziewczynek niekoniecznie odpowiadały rodzicom. Lili chciała być lekarzem. Basia akceptowała ten pomysł, ale Stanisław był przeciwny. Martwił się o chorowitą, wątłą córkę, a ponieważ uważał, że zawód lekarza wiąże się z ciężką pracą, ciągłym stresem i ogromną ilością nauki chciał tego własnemu dziecku zaoszczędzić. Robił wszystko, żeby córkę zniechęcić i wymyślał kolejne na to sposoby. Ostatecznie się poddał, kiedy nazbierał dżdżownic, włożył je do doniczki i wydał polecenie, żeby każdą z nich testowana córka przełożyła osobiście do drugiego pojemnika. To było straszne zadanie, ale zostało wykonane. Od tej pory Stanisław zmienił zdanie, a Lili zawsze już mogła liczyć na wsparcie ojca w wyborze swojej drogi zawodowej. Wspierał ją od pierwszej chwili, kiedy podczas egzaminów wstępnych na uczelnię przez dziurkę od klucza podglądał zapisane na tablicy zadania z fizyki i pod drzwiami w asyście zdenerwowanych rodziców szybko je rozwiązywał, by po egzaminie móc wysłuchać i poddać analizie sposób rozwiązania zastosowany przez córkę.  Jeszcze większe kłopoty były z realizacją marzeń Dziobaczka. Ta z kolei poinformowała rodziców, że będzie przedszkolanką. Tego ambicja Basi znieść nie mogła. Uważała, że taka profesja nie może spełnić niczyich oczekiwań. Stanisław był załamany. Wiedział, że jego ukochana córeczka ma talent matematyczny, a tu taki afront! Dziobaczek został chwilowo pokonany, ale tylko chwilowo. Ostatecznie krnąbrna córka ukończyła studia politechniczne, potem podyplomowe informatyczne, nieustannie poszerzała wiedzę, ale nie odpuściła i finalnie jej miejscem pracy stała się szkoła. Uczy dzieci z pasją, ale uczy także nauczycieli prowadząc dla kadry pedagogicznej kursy dokształcające.

#

Byt nieskończony jakim są marzenia nie może (jak sama nazwa wskazuje) nigdy się  zakończyć i całe szczęście, bo życie bez marzeń nie mogłoby istnieć. Pilnujmy swoich marzeń, nie pozwalajmy im umknąć do licznych szuflad pamięci. Może w realizacji dobrze jest korzystać z metody Antoniego Kowalskiego i je po prostu dywersyfikować?  Dzięki temu zajmiemy się realizacją tych aktualnie rokujących, a do tych odłożonych na później, z pewnością kiedyś wrócimy. Spróbujmy!

Alicja Barwicka

GdL 5/2022

Fot. Krystyna Knypl

Koronabiznesy w natarciu, rozum i etyka w odwrocie

Krystyna Knypl

Historia dotychczasowych pandemii była zawsze pełna dramatycznych momentów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Trwająca od końca 2019 roku pandemia SARS-CoV-2 tym się różni od wszystkich swoich poprzedniczek, że wiele niecodziennych oraz dramatycznych zdarzeń dzieje się niejako na życzenie publiczności oraz w majestacie prawa.

Producenci szczepionek nie odpowiadają za swoje produkty, rządy z entuzjazmem zamawiają ilości szczepionek nigdy wcześniej niekontraktowane, a publiczność obolała od niepożądanych odczynów poszczepiennych bije brawo producentom, dystrybutorom i wykonawcom w niezrozumiałym zachwycie.

Czytaj więcej: Koronabiznesy w natarciu, rozum i etyka w odwrocie

James Bond w polskim wydaniu

Aleksandra Zasimowicz

W ramach przywracania należnej pamięci polskim kryptologom pisałam jakiś czas temu o polskich pogromcach Enigmy (GdL 6_2020, https://www.gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1081-zapomniana-historia-trzech-polskich-matematykow). Nie ujmując ogromnych zasług tym trzem młodym matematykom, chciałabym przybliżyć historię innego i niestety zupełnie zapomnianego pioniera w dziedzinie szyfrów – Jana Kowalewskiego. Ten as polskiego wywiadu był wielkim patriotą, który swoje wielorakie talenty rozwijał jako żołnierz, dyplomata, szyfrant, handlowiec, a także wydawca gazety i autor artykułów. Był wszechstronnie wykształcony, znał wiele języków, a poza realizmem w postrzeganiu świata miał w sobie cechy romantyka. Jego barwny życiorys to gotowy scenariusz filmowy, przy którym bledną wyczyny słynnego agenta Jej Królewskiej Mości.

Czytaj więcej: James Bond w polskim wydaniu

Przeszłość i przyszłość dziewiątki

9jubileusz1000

Nasz jubileusz

Alicja Barwicka

Od wielu lat młody Polak poza szkolną edukacją ma bardzo mało wolnego czasu. Oczywiście wszyscy jesteśmy przekonani o bardzo ważnej roli kształcenia dzieci i zdobywania przez nie wiedzy, by mogły nadążyć za szybko zmieniającym się światem, jednak tak jak kiedyś, tak i dzisiaj doba ma tylko 24 godziny i niedosyt korzystania z wolnego czasu pozostaje. Nic się też w tej materii nie zmienia. Kiedy sama chodziłam do szkoły, odrabianie zadanych lekcji, pomoc w pracach domowych i regularne zajęcia dodatkowe pochłaniały mi tak wiele godzin, że na realizację własnych pasji i aktywności praktycznie czasu już nie starczało. Pewnie dlatego czytanie ulubionych książek odbywało się nocą, w zupełnie nieergonomicznej (bo leżącej) pozycji i bez właściwego oświetlenia. Miałam wtedy nietypowe dla dziecka marzenie, by mieć więcej wolnego czasu na czytanie i wpadłam nawet na pomysł, jak to marzenie zrealizować.

Czytaj więcej: Przeszłość i przyszłość dziewiątki

Postcovidowy świat

Beata kombinezon300

Beata Niedźwiedzka1

W dniach 25-29.01.2021 w Davos zebrało się Forum Ekonomiczne, by zadecydować o kierunku, w którym ma podążyć świat postcovidowy. Klaus Schwab na pytanie, kiedy będzie jak dawniej, odpowiada: „Nigdy. Nigdy już nie będzie tak, jak było”.

Czytaj więcej: Postcovidowy świat

Mój ekologiczny życiorys

Biobazar660

Krystyna Knypl

Zainspirowana atmosferą panującą podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos (25-29.01.2021) postanowiłam przeanalizować mój życiorys pod kątem zachowań ekologicznych. Nie jest źle, oczywiście mogłoby być lepiej – obiecuję więc poprawę.

Czytaj więcej: Mój ekologiczny życiorys

Obrady Światowego Forum Ekonomicznego 2021 – część 2

Krystyna Knypl

Podczas trzeciego dnia obrad Światowego Forum Ekonomicznego w Davos poruszano problemy związane z produkcją żywności oraz polityką wielkich mocarstw. Żywność ekologiczna, bezpieczeństwo produkowanej żywności oraz losy najróżniejszych plastików, w które jest ona pakowana, były tematami omawianymi w godzinach porannych. Umieściwszy różne opakowania w jednej z czterech toreb na śmieci zjadłam moje ekologiczne śniadanie i wsłuchiwałam się w wypowiedzi prelegentów.

Czytaj więcej: Obrady Światowego Forum Ekonomicznego 2021 – część 2

Obrady Światowego Forum Ekonomicznego 2021 – część 1

Davosdziendrugi8 660

Krystyna Knypl

Uroczyste otwarcie Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum, WEF) miało miejsce 24 stycznia 2021 roku. Uczestników powitali Klaus Schwab oraz Guy Parmelin, prezydent Konfederacji Szwajcarskiej. Jest to pierwszy w historii Szwajcarii prezydent pochodzący z francuskojęzycznej części kraju.

Czytaj więcej: Obrady Światowego Forum Ekonomicznego 2021 – część 1

Uwaga na zmiany w przepisach dotyczących badań okulistycznych w zakresie medycyny pracy

Alicja Barwicka

Chociaż niby wszyscy wiemy, jaka jest waga rozmaitych aktów prawnych regulujących naszą aktywność zawodową, to zwykle gubimy się w przepisach, zwłaszcza tych, które ulegają częstym zmianom.

Czytaj więcej: Uwaga na zmiany w przepisach dotyczących badań okulistycznych w zakresie medycyny pracy

Porozmawiajmy o wytycznych

W medycynie nie wszystko jest czarno-białe

Wytyczne naukowe mają zapewnić pacjentom bezpieczeństwo i dostęp do terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Czy powinny być zawsze bezwzględnie stosowane? Co powinien zrobić lekarz, jeśli z jakiegoś powodu nie jest możliwe wdrożenie zalecanej terapii?

doc maciej kempa260

Dr. hab. n. med. Maciej Kempa, kierownik Pracowni Elektrofizjologii i Elektroterapii Serca Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczący-elekt Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, odpowiada na pytania Marty Sułkowskiej.

Czytaj więcej: Porozmawiajmy o wytycznych

Kto zdobywa szczyt?

DSC09763 300

Beata Niedźwiedzka

Przez lata zdobycie szczytu Mount Everestu czy jakiegokolwiek ośmiotysiecznika wiązało się z konkretnymi umiejętnościami, doskonałą kondycją i odpowiednimi cechami ducha, takimi jak odwaga, wytrwałość itp. Na wyprawę przygotowywało się długo i skrupulatnie, korzystając z doświadczenia himalaistów, którzy dokonali tego wcześniej. Obecnie czasy się zmieniły.

Czytaj więcej: Kto zdobywa szczyt?

Jak żyć bez wytycznych?

Alicja Barwicka

Każdy człowiek lubi sobie przypisywać małe i większe zasługi, ale na ogół do osiągnięcia sukcesu nie wystarcza osobista wiedza i umiejętności, trzeba dodatkowo skorzystać z doświadczeń innych. To właśnie wielopokoleniowe doświadczenia umożliwiają wybór właściwej drogi postępowania w każdym rodzaju naszej obecnej aktywności. Współcześnie żyjący człowiek również nieustannie uczy się na własnych i cudzych błędach, a nabyte w ten sposób doświadczenie stanie się w przyszłości podstawą aktywności dzieci i wnuków.

Czytaj więcej: Jak żyć bez wytycznych?

Świat się zmienia, pisz wspomnienia: W jedności siła

Alicja Barwicka

Okres po zakończeniu II wojny światowej dla zwykłych polskich rodzin dzielił się na kilka etapów. Najpierw była wielka, ogólnokrajowa radość, że to już koniec. Ta faza trwała bardzo krótko, bo większość ludzi szybko się zorientowała, że należy się cieszyć ze spraw, które raczej nie napawały radością, a bardziej niepokojem. Zmieniły się radykalnie granice państwa, a rodziny zamieszkujące przed wojną wschodnie tereny RP gdzieś poginęły, nie było z nimi kontaktu, przy czym nowa władza bardzo nie lubiła osób, które chciały taki kontakt odnaleźć. Jeszcze gorzej mieli ci, których członkowie rodzin pozostali za zachodnią granicą. Z założenia każdy, kto tam się znalazł, musiał być wrogiem władzy ludowej, więc nad rodziną, która mieszkała w kraju, owa władza roztaczała automatycznie wyjątkowo czułą opiekę.

Czytaj więcej: Świat się zmienia, pisz wspomnienia: W jedności siła

Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Czas pokoju czy niepokoju?

Alicja Barwicka

Kiedy kończy się jakaś wojna, wszyscy, którym udało się ją przeżyć, cieszą się każdą chwilą bez strzałów, tortur, ucieczek, ukrywania się i późniejszej tułaczki. Wczesny czas powojenny charakteryzuje się zazwyczaj pewnym rodzajem euforii, kiedy wszystkich, niezależnie od zakresu wojennych okaleczeń cechuje przekonanie, że zło właśnie bezpowrotnie przeminęło, a teraz nadejdzie czas pełen pokoju i sprawiedliwości. Pojawia się nadzieja na szybką odbudowę nie tylko zniszczeń kraju, ale i na odtworzenie wcześniejszych więzi międzyludzkich.

Czytaj więcej: Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Czas pokoju czy niepokoju?

Czy ten kto ma więcej pieniędzy, zna się bardziej na medycynie niż lekarze?

Drug Package Insert FDA 115 8206409270400

Krystyna Knypl

Pandemia COVID-19 zmieniła nasze życie na dotychczas niespotykaną skalę – wszystko wokół nas jest inne i takie jak przed pandemią już nigdy nie będzie.

W ramach demokratycznej wolności słowa na temat koronawirusa wypowiadają się wszyscy – lekarze, pacjenci, politycy, biznesmeni, dziennikarze, naukowcy różnych dyscyplin. Wszak nie po to walczyły pokolenia rewolucjonistów o wolność słowa, żeby ludzi milczeli, nawet gdy nie mają nic do powiedzenia lub nie znają się na przedmiocie dyskusji. Ostatnio przedmiotem komentarzy jest tzw. Deklaracja z Great Barrington (https://gbdeclaration.org/).

Czytaj więcej: Czy ten kto ma więcej pieniędzy, zna się bardziej na medycynie niż lekarze?

Zapomniana historia trzech polskich matematyków

Aleksandra Zasimowicz

Poznan1660

Jak świat światem nie każda informacja przeznaczona była dla wszystkich, dlatego należało ją chronić przed niepowołanym odbiorcą. Ponieważ ludzie zawsze mieli potrzebę wzajemnego przekazu wiadomości, to równie często dokonywano starań, by jakaś ich część miała charakter niejawny. Można więc powiedzieć, że kryptografia jest tak stara jak ludzkość.

Czytaj więcej: Zapomniana historia trzech polskich matematyków

Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Nieustający czas wojny

Alicja Barwicka

Współczesnemu pokoleniu Polaków łaskawy los oszczędził doświadczeń wojny. Oczywiście słyszymy o konfliktach zbrojnych toczących się dalej lub bliżej naszych granic, oglądamy reporterskie relacje, oburzamy się na liczne przejawy niesprawiedliwości, współczujemy osobom dotkniętym nieszczęściem, klikamy na odpowiedni adres SMS-owy by wspomóc akcję pomocy humanitarnej, ale większość z nas wszystkie te czynności wykonuje w bezpiecznym mieszkaniu, bez towarzyszących uczuć głodu, zimna czy strachu, siedząc przed telewizorem i popijając wieczorną herbatkę. Kiedy już oglądane na ekranie wojenne obrazy nas zmęczą, z poczuciem żalu, że świat jest tak okrutny, idziemy spać, by nazajutrz rozpocząć kolejny, spokojny, nieraz nawet radosny dzień. Tak zresztą było zawsze, a przed kolejnymi wojnami ludzkość starała się zaczarowywać rzeczywistość, udawać, że nic złego się nie wydarzy, żyła spokojnie, skupiając się na codziennych troskach i radościach.

Czytaj więcej: Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Nieustający czas wojny

Miejsca pamięci na warszawskiej Ochocie

76.rocznica Powstania Warszawskiego

Krystyna Knypl

ul Filtrowa 68 20200803 1000

Ulica Filtrowa 68. W tym domu 31 lipca 1944 roku około godz. 19 płk dypl. Antoni Chruściel „Monter” (1896-1960) dowódca Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej podpisał w konspiracyjnej kwaterze swego sztabu rozkaz rozpoczęcia Powstania Warszawskiego.

Warszawa Ochota to dzielnica, w której mieści się nasza redakcja. Między innymi na Ochocie toczyły się powstańcze walki okupione krwią żołnierzy oraz ludności cywilnej.

Czytaj więcej: Miejsca pamięci na warszawskiej Ochocie

Teoria mozaikowa: Hipertensjolog i baletnica

okl Teoria mozaikowa200

Krystyna Knypl

Każdy lekarz zgłębiający hipertensjologię spotka się z określeniem „teoria mozaikowa patofizjologii nadciśnienia tętniczego”. Twórcą tej teorii jest wspomniany w poprzednim artykule, w GdL 7_2020 (https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1008-teoria-mozaikowa-stolica-jest-tylko-jedna), Irvine Heinly Page.

Czytaj więcej: Teoria mozaikowa: Hipertensjolog i baletnica

Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Nie ma to jak liczne rodzeństwo

Alicja Barwicka

Siłą rzeczy lata dwudzieste XX wieku mocno się różniły od tych XXI-wiecznych zapoczątkowanych przez rok 2020. Jednym z niewielu wspólnych elementów jest obecność kolejnej historycznej pandemii. Ta obecna: COVID-19 (Coronavirus Disease 2019) wywołana przez wirusa SARS-CoV-2, podobnie jak szalejąca w latach 1917-1919 na całym świecie „hiszpanka” wywołana przez wirus grypy typu A/H1N1 rozprzestrzeniały się bardzo szybko, dziesiątkowały zarażoną ludność i oprócz konkretnych strat w ludziach powodowały dodatkowo ogromne straty gospodarcze.

Czytaj więcej: Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Nie ma to jak liczne rodzeństwo

Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Rodzina kobietami silna

Alicja Barwicka

Sto lat to szmat czasu. Dla Polaków ostatni wiek to wojny, tułaczki, zmiany granic, czas ukrywania się i biedy, długich okresów zapaści gospodarczej, politycznych walk, zmian ustrojowych państwa, a przecież było to tylko tło dla losów poszczególnych osób, rodzin, ich radości, smutków, porażek ponoszonych w walce z trudną codziennością. Polskie rodziny przeszły w tym czasie dwie wojny światowe, kilka powstań narodowych, batalię o odzyskanie niepodległości. Prawie każda z nich kogoś straciła, ukrywano się, uciekano, zmieniano miejsca pobytu. Dziś pomiędzy udziałem w obchodach stulecia odzyskania przez Polskę w 1918 roku niepodległości a uroczystościami upamiętnienia 100 rocznicy Cudu nad Wisłą przyszedł może czas, by upamiętnić losy ostatnich 100 lat naszych rodzin.

Czytaj więcej: Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Rodzina kobietami silna

Wspomnienia szarego łakomczucha

WAGA660

Pandemiczny duet, czyli historia bikini z czekoladą w tle

Aleksandra Zasimowicz

Od kiedy słowo pandemia przestało przerażać, a internet zalały wzmacniające memy, coraz częściej słyszałam, że powinnam się nie tylko czegoś nowego nauczyć, ale przede wszystkim opublikować to w sieci. Wymóg bycia na czasie tak mnie stresował, że nawet cała tabliczka czekolady nie była w stanie podnieść mojego poziomu endorfin na wystarczającą wysokość. O dziwo podnosiła natomiast wielkość mojej siły ciężkości. Nic więc dziwnego, że ucieszyłam się niezmiernie informacją, że lata w tym roku nie będzie i można zjeść tonę, a nie jedną czekoladę, bo i tak strój ochronny pozwoli zrównać się chudym i grubym w radosnym poczuciu bycia pięknym bez diet, głodówek, siłowni i innych upiększających tortur.

Czytaj więcej: Wspomnienia szarego łakomczucha

Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Tylko jedna historia

Alicja Barwicka

Tak się od pewnego czasu dzieje, że moja dotychczasowa wiedza zdobywana podczas rodzinnych opowieści, a dotycząca losów mojej rodziny w ostatnim stuleciu, zaczyna podlegać jednokierunkowej weryfikacji przez nieznane mi bliżej media, organizacje, towarzystwa, fundacje i podobne instytucje. Chociaż od dziecka słuchałam opowiadań dziadków o tym, jak przebiegał proces germanizacji w wielkopolskich szkołach, chociaż tłumaczono mi odwetowy mechanizm łapanek urządzanych przez Niemców na ulicach polskich miast podczas II wojny światowej, to teraz coraz częściej słyszę, że Polacy wywołali już chyba kilka wojen światowych, a przynajmniej mieli w tym swój niechlubny udział, że nie było na mój kraj żadnej agresji (ani niemieckiej, ani rosyjskiej) w odstępie 17 dni w pamiętnym wrześniu 1939 roku, a w niemieckich obozach zagłady nie ginął prawie nikt poza Żydami (nawet jeśli ci Żydzi byli obywatelami Rzeczpospolitej). Co ciekawe, pojawiają się co rusz silne medialnie opinie, że te obozy były przecież polskie, w najgorszym razie nazistowskie.

Czytaj więcej: Świat się zmienia, pisz wspomnienia: Tylko jedna historia

Pierwsza polska lekarka Anna Tomaszewicz-Dobrska

Krystyna Knypl

Rok 1867 obfitował w wiele ważnych wydarzeń.
• Ustanowiono monarchię austro-węgierską.
Przez Kanał Sueski przepłynął pierwszy statek.
Joseph Lister w piśmie „The Lancet” opisał antyseptyczne właściwości fenolu, co zapoczątkowało nową erę w chirurgii.
Powstał Ku Klux Klan.
Alfred Nobel po raz pierwszy zademonstrował działanie dynamitu.
Tu dodajmy odpowiednią kontekstowo wystrzałową wiadomość: uniwersytet w Zurychu zezwolił kobietom na podejmowanie studiów wyższych na wydziale lekarskim.

Czytaj więcej: Pierwsza polska lekarka Anna Tomaszewicz-Dobrska

Okolicznościowe rozważania o ósemce

8 nieskonczonosc660

Alicja Barwicka

Największą popularnością wśród lubianych przez Polaków cyfr cieszą się piątka, szóstka i siódemka. Sympatia dla dwóch pierwszych wynika prawdopodobnie z klasyfikowania naszych szkolnych osiągnięć, natomiast siódemka była zawsze traktowana jako cyfra nieco magiczna, kojarzona z dobrobytem i radością. Pewnie dlatego pojawia się często w nazwach marketingowych i mających pozytywne zabarwienie handlowych znakach graficznych. Chociaż o każdej cyfrze można powiedzieć coś sympatycznego, a ich wizerunek wykorzystywać w nieskończonej liczbie haseł, to zwykle mamy jakąś swoją ulubioną.

Czytaj więcej: Okolicznościowe rozważania o ósemce

Co wiem o pracy mamy i taty

Hania Wójtowicz

Opis sporządziła Hania Wójtowicz, lat 8,5, której mama jest endokrynologiem, a tata anestezjologiem. Hania bardzo lubi literaturę, uwielbia pisać wypracowania oraz rysować komiksy. Jest bardzo kreatywną dziewczynką. W przyszłości chce zostać ratownikiem wodnym.

Czytaj więcej: Co wiem o pracy mamy i taty